23.10.2024, 21:21 ✶
– Hah błagam, nie dopytuj czy jest tak dobre jak u Was, bo zacznę myśleć, że wcale nie chcieliście wyjeżdżać! – kiwnął na kelnerkę i przekazał zamówienie na trzy szarlotki, dwie kawy i imbryk herbaty. W Anglii podawano mocniejszą herbatę niż Norweską, ale podejrzewał, że starszemu z braci nie będzie to przeszkadzało.
Na wzmiankę o pracy rozpromienił się:
– Jakie to szczęście, tak, tez bardzo ucieszyło mnie, że to się wszystko pięknie złożyło i Annaleight szukała kogoś, kto odciążyłby jej prywatną praktykę. Straszliwie ją zawaliłem robotą przez umowę handlową z Kambodżą, nie sądziłem, że tylko wywoła taką gorączkę w zespołach badawczych do szacowania zapotrzebowania na azjatyckie suplementy – westchnął ciężko, nie tyle dlatego, że żal mu było ludzi i hektolitrów nadgodzin z tą cała hecą związaną, ale dlatego, że czas był kluczowy do załatwiania tego typu interesów, a oni ledwie dopinali terminy. A jeszcze cały wyjazd stanął pod znakiem zapytania przez wzgląd na mugolskie konflikty w Kambodży i Wietnamie oraz... czas. Nie chciał, żeby Erik zbyt długo pozostawał poza krajem. Był to w końcu powód dla którego odmówił mu poprzednim razem. Tymczasem wszelkie szacunki wskazywały, że sama podróż zajęłaby im tydzień, a do tego nie mógł dopuścić.
Mimo wszystko zamachał ręką lekceważąco, odganiając czarne chmury ze swojego oblicza i z myślenia o pracy teraz, kiedy był tutaj razem z chłopcami.
– Ale to nie ważne, opowiadajcie co u Was? Leonardzie gdzie Ty się zaczepiłeś? Czy będę Cię widzieć od września na korytarzach Wizengamotu? – miał cichą nadzieję, że choć jednemu z braci nie przeszła ochota na aurorowanie. Jego wpływy na tym piętrze były nader mizerne, a czuł, że dobrze byłoby je wzmocnić. – Charles w ogóle powiedz mi jeszcze też czy pracujesz tylko w gabinecie, czy masz okazję zaglądać do Praw Czasu? Nie wiem czy wiesz, ale Dolohov jest moim kolegą jeszcze z czasów szkolnych. Jestem ciekaw co u niego, bo dawno nie rozmawialiśmy, a z Annaleight rozmawiamy tylko o pracy, na nic więcej nie starcza czasu. Czy ma się w dobrym zdrowiu? – zapytał niewinnie, gdy na stole pojawił się poczęstunek, którym chciał ich ugościć.
Na wzmiankę o pracy rozpromienił się:
– Jakie to szczęście, tak, tez bardzo ucieszyło mnie, że to się wszystko pięknie złożyło i Annaleight szukała kogoś, kto odciążyłby jej prywatną praktykę. Straszliwie ją zawaliłem robotą przez umowę handlową z Kambodżą, nie sądziłem, że tylko wywoła taką gorączkę w zespołach badawczych do szacowania zapotrzebowania na azjatyckie suplementy – westchnął ciężko, nie tyle dlatego, że żal mu było ludzi i hektolitrów nadgodzin z tą cała hecą związaną, ale dlatego, że czas był kluczowy do załatwiania tego typu interesów, a oni ledwie dopinali terminy. A jeszcze cały wyjazd stanął pod znakiem zapytania przez wzgląd na mugolskie konflikty w Kambodży i Wietnamie oraz... czas. Nie chciał, żeby Erik zbyt długo pozostawał poza krajem. Był to w końcu powód dla którego odmówił mu poprzednim razem. Tymczasem wszelkie szacunki wskazywały, że sama podróż zajęłaby im tydzień, a do tego nie mógł dopuścić.
Mimo wszystko zamachał ręką lekceważąco, odganiając czarne chmury ze swojego oblicza i z myślenia o pracy teraz, kiedy był tutaj razem z chłopcami.
– Ale to nie ważne, opowiadajcie co u Was? Leonardzie gdzie Ty się zaczepiłeś? Czy będę Cię widzieć od września na korytarzach Wizengamotu? – miał cichą nadzieję, że choć jednemu z braci nie przeszła ochota na aurorowanie. Jego wpływy na tym piętrze były nader mizerne, a czuł, że dobrze byłoby je wzmocnić. – Charles w ogóle powiedz mi jeszcze też czy pracujesz tylko w gabinecie, czy masz okazję zaglądać do Praw Czasu? Nie wiem czy wiesz, ale Dolohov jest moim kolegą jeszcze z czasów szkolnych. Jestem ciekaw co u niego, bo dawno nie rozmawialiśmy, a z Annaleight rozmawiamy tylko o pracy, na nic więcej nie starcza czasu. Czy ma się w dobrym zdrowiu? – zapytał niewinnie, gdy na stole pojawił się poczęstunek, którym chciał ich ugościć.