Nie znosiła takich sytuacji, w których nie do końca była w stanie przewidzieć bieg wydarzeń. Kiedy polowała na magiczne bestie wiedziała, jak ma się przygotować do walki z konkretnym stworzeniem. Były eliksiry, broń, rytuały, które pomagały je pokonać. Tutaj jeszcze nie miała pewności, z czym przyjdzie im się mierzyć. Nie do końca wiedziała, jaką rolę bedą przejmowali w konflikcie, który zaczął być oficjalnym. W końcu ktoś postanowił mianować się Lordem Voldemortem, zachęcał do dołączenia do jego szeregów, na pewno znajdą się chętni, aby na to przystać. Ona nie zamierzała tego robić, nigdy nie zaangażowałaby się w coś, co mogłoby krzywdzić niewinnych ludzi, wręcz przeciwnie, bliżej by jej było do tego, aby stawać w ich obronie. Geraldine już w czasie nauki w Hogwarcie często to robiła. Broniła mugolaków przed tymi pojebami ze Slytherina, jak chociażby Gauntówna, którą widzieli podczas marszu charłaków jako kontrmanifestantkę gotową zrobić krzywdę niewinnym ludziom.
Nie mogła jednak pozwolić sobie na to, aby powiązano ją z którąkolwiek ze stron, Ambroise również, czuła, że to mogłoby namieszać w ich życiu. Powinni jak zawsze jakoś to przeczekać. Tyle, czy faktycznie było to możliwe, czy teraz dało się pozostawać obojętnym?
Nie była jeszcze gotowa na takie głębokie przemyślenia, nie miała pojęcia, jak wygląda sytuacja na ulicach, jak zareagowali ludzie, jaki to będzie miało wpływ na ich codzienność? Zbyt wiele niewiadomych pojawiało się w tym równaniu. Podejrzewała, że będą musieli trochę poczekać, żeby zobaczyć, jak faktycznie wygląda sytuacja, jak bardzo źle się dzieje. Nie do końca jej się to podobało, bo od zawsze wolała działać. Nie znosiła bezczynności, a czuła, że w tym wypadku nie będzie miała zbyt wiele do powiedzenia.
Bała się tych fanatyków, którzy dążyli do władzy po trupach niewinnych, miała świadomość, że nie będzie ich łatwo zatrzymać. Jeśli uda im się osiągnąć cel, to świat magii może zupełnie zmienić swój porządek, a to też nie do końca się jej podobało. Mogli znaleźć się w jeszcze gorszej rzeczywistości. Mogli być zmuszani do robienia rzeczy, których nie chcieli robić. Przerażało ją to.
Yaxleyówna miała ochotę dolać sobie whisky do kawy, obawiała się jednak tego, że mogłaby za bardzo się w tym zatracić, miała tendencje do autodestrukcji w momentach, w których nie radziła sobie z rzeczywistością. Kiedyś na pewno by tak zrobiła, jednak aktualnie miała Ambroisa, na którego czekała, nie mogła sobie pozwolić na takie głupie zachowania, co jeśli nie wróciłby do domu? Musiałaby go szukać, musiała być w pełni sił, gotowa na każdą ewentualność.
- Bo to jest koniec świata, tego świata, który znamy. - Wyszeptała cicho, nie chciała tego mówić w głos, bo wszystko wypowiedziane głośno brzmiało bardziej świadomie niż to, co siedziało w myślach.
Bała się tego, że wszystko się zmieni, a do tego nie miała pojęcia właściwie jak będą wyglądać te zmiany. To było przerażające. Zapewne wielu ludzi miało podobne przemyślenia. Voldemort rozpoczął wojnę, Geraldine nie pamiętała tej poprzedniej, nie wiedziała jak to wyglądało za czasów Grindewalda. Nie miała pojęcia na co właściwie powinna być przygotowana. Jak miała się w tym odnaleźć? Nikt ich nie przygotował do podobnej ewentualności, zostali rzuceni na głeboką wodę, oby tylko w niej nie zatonęli. Nie byli osobami, które powinny się martwić o to, że staną się celem popleczników tego pajaca, ale z drugiej strony skąd mogła wiedzieć, że któremuś z jego fanatyków nie przypomni się o tym, że w Hogwarcie trzymała się z tymi, których krew była w ich mniemaniu brudna? Jasne, ostatnio nie pokazywała się z nikim takim publicznie, trzymała się Ambroisa, tworzyli oficjalną parę od wielu lat, wszyscy wiedzieli o ich relacji, może niepotrzebnie się o to martwiła.
Trudno jej było zapanować nad emocjami, które wzbudziły w niej wydarzenia minionego wieczoru. Wiedziała, że powinna podejść do tego z rozsądkiem, aczkolwiek to wcale nie było takie proste. Przerażało ją to, że coś się skończyło. Teraz przecież nie będzie już bezpiecznie, nie będą mieli pewności, że ktoś nie zechce ich zaangażować w to, co się działo. Zdecydowanie wolałaby tego uniknąć. Tym bardziej, że jeszcze nie ułożyła sobie tego wszystkiego w głowie, to wydarzyło się zbyt szybko, nie spodziewała się, że tak łatwo będzie można zachwiać światem, który był budowany od wielu lat.
- Bałam się, że nie wrócisz do domu. - Nie płakała dlatego, że zaczęła się wojna, jawny konflikt, w który chcąc nie chcąc zostaną wmieszani. Przerażało ją to, że mogła go stracić, że nie byli tutaj razem, gdy to wszystko się zaczęło, że ich pożegnanie poprzedniego dnia nie było odpowiednie, że powinna mu powtarzać za każdym razem, jak bardzo go kocha, bo co jeśli to miało być ich ostanie spotkanie? To było dla niej najgorsze.
Odsunął się od niej. Nieco była zdziwiona tym gestem, uniosła głowę, by na niego spojrzeć. Oczy miała zaczerwienione, ale już nie płakała, dosyć szybko się uspokoiła. Właściwie zazwyczaj tak miała reagowała mocno, a po chwili wszystko z niej schodziło. Nie potrzebowała wiele, aby się ogarnąć, w tym wypadku wystarczyła jej bliskość Greengrassa. - Wszystko w porządku. - Chociaż, czy właściwie faktycznie tak było? Fizycznie nic jej nie dolegało, spędziła poprzedni wieczór w domu, z dala od kłopotów, jednak trochę podupadła jej psychika, zapewne tak samo jak większości magicznego społeczeństwa.
Pokiwała głową. Zgadzała się z nim, to była chyba najlepsza z możliwych opcji. Odsunąć się od centrum wydarzeń. Mieli swój dom, bezpieczne miejsce, o którym nikt nie wiedział. Zadbali o to, by ukryć je przed całym światem. Aktualnie chyba nie znaleźliby lepszej możliwości. - Zgadzam się z tobą, nie możemy tu zostać, kto wie, co wydarzy się na dniach. - Jak na razie po prostu ogłosił się Voldemortem, ale nie miała pojęcia jaki ma plan. Co jeśli jeszcze dzisiaj jego poplecznicy wejdą na ulice? Nie chciała żyć w takim miejscu, nie powinni ryzykować, że coś złego im się przydarzy, lepiej zapobiegać niż mierzyć się z konsekwencjami nieprzemyślanych decyzji. - Czy to nie będzie problematyczne? Dla ciebie? - Zdarzało im się tam zaszywać na trochę czasy, jednak teraz to mogło potrwać zdecydowanie dłużej. Musiała mieć pewność, że nie skomplikuje to za bardzo życia Ambroisa. Poza swoją oficjalną pracą pałał się przecież różnymi zajęciami. Jasne, mógł się teleportować, ale nie zawsze było to takie wygodne, a Horyzontalna była zawsze na wyciągnięcie ręki. Z drugiej jednak strony uważała, że nie powinni tutaj zostawać, zdecydowanie.
Nie martwiła się swoją pracą, bo właściwie mogłaby sobie pozwolić na to, aby na trochę odsunąć się od swoich obowiązków, nikt nie miałby jej tego za złe, może nieco by ją to męczyło, jednak była w stanie się poświęcić. Powinna zresztą zacząć dokładniej weryfikować swoich klientów, to był chyba odpowiedni moment, co jeśli ktoś postanowi ją wykorzystać i nieco bardziej zaangażować w działania którejś ze stron? Musiała zacząć uważać.
- Tak, to dobry pomysł. Musimy dokładnie wiedzieć, co się dzieje. - W Whitby mogłoby to być nieco utrudnione, bo miasteczko znajdowało się z dala od centrum czarodziejskiego świata. Na szczęście Ambroise miał wiele kontaktów, które aktualnie mogły im się naprawdę przydać.
Będą wiedzieli na czym stoją i jak powinni się przygotować do zmian, które właściwie już się zaczęły dziać.
- Nie spodziewałam się, że to się wydarzy. - Tak właściwie to nie wiedziała, czy ktokolwiek zakładał, że dojdzie do czegoś takiego. Nastroje wśród czarodziejów były nieco niepewne, jednak nie sądziła, że w jeden dzień to co znają zostanie im zabrane, nie mieli nawet możliwości zareagować.