• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina

[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina
Olbrzymka
Draco dormiens nunquam titillandus.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrzysz i zastanawiasz się, czy masz do czynienia z olbrzymem, który zgubił się w Londynie. Barczysta, wysoka na blisko dwa metry, o twardych rysach twarzy. Dopiero później, jak już przyzwyczaisz się do jej wyglądu, zauważasz pewne drobnostki. Kartoflany nos zdobi poprzeczna blizna, przebiegająca na jego grzbiecie. Miodowe oczy spoglądają na świat ze spokojem, który ociepla serce i daje odetchnąć. Włosy ciemnobrązowe, prawie wpadające w czerń, skręcają się i falują, jeżeli ich właścicielka wypuści je z niedbałego warkocza. Olbrzymka zdaje się mocno stąpać po ziemi, ale znać w tym kroku delikatność.

Regina Rowle
#2
23.10.2024, 23:11  ✶  

Wiadomość jasno wskazywała czas i miejsce spotkania, które ma się odbyć w lesie w okolicy Little Hangleton. Nie mogła się pomylić, bo odkąd dostała kartkę z informacją, jej treść wyryła w swojej pamięci. Wszelakie instrukcje pokroju jak dojść do konkretnego drzewa, gdzie od niego odbić i tym podobne była w stanie wyrecytować obudzona w środku nocy i to znienacka.
[a]Więc dlaczego od przeszło dwóch godzin koczowała w krzakach, a niewielka polanka pozostawała jak na złość pusta? Czemu nawet lis z kulawą nogą albo kruk z krzywym dziobem nie pojawili się w okolicy, a las trwał w nienaturalnej wręcz martwocie?

Niech im ręka z różdżką szczeźnie, pomyślała, zmieniając po raz czwarty pozycję w przeciągu dobrych dziesięciu minut. Krzyż już zaczął ją boleć od tego czajenia się niczym jakiś zwierz. Postura wcale nie pomagała w byciu niezauważalnym, a z czaru kamuflującego zrezygnowała po pierwszej godzinie.

Zasadniczo istniały dwa wytłumaczenia tego, że polanka była pusta, a kłusowników i ich klienteli nie było w promieniu set kilometrów. Opcja pierwsza była taka, że w ostatniej chwili doszło do zmiany miejsca, czasu lub obu na raz i znajomy, od którego to wszystko się zaczęło, nie zdążył jej w porę poinformować. Opcja druga, znacznie gorsza zakładała, że ów znajomy wcale nie chciał jej pomagać i wpuścił ja w przysłowiowe maliny i teraz Regina siedziała, gapiąc się na przestrzeń między drzewami, niczym niuchacz w górę galeonów.

Warte to smoczego łajna, jak Cymbała kocham, przeszło jej przez myśl, na co westchnęła. Wyprostowała się, poruszyła kilkakrotnie ramionami i obróciła się na pięcie, szczerze zirytowana, że cały misterny plan wziął i... Szkoda strzępić chociaż pół myśli na to.

Mimo wszystko Regina maszerując przez las w stronę, jak się jej wydawało, głównej drogi do miasteczka, pogrążyła się tak w swoich myślach, że wparowała w jakieś krzaki, które tak się zaczęły pylić, że od razu się rozkaszlała.

— Prawdopodobnie zaliczysz zjazd za jakieś...

Poderwała głowę na dźwięk nieco stłumionego męskiego głosu i wlepiła zdziwione miodowe oczy w mężczyznę, który stał nieopodal. Zakapturzony, z twarzą obwiązaną szalikiem i to tak szczelnie, że jedyne, co widziała to jego oczy. Wyglądał jak wypisz wymaluj zbój, który zaraz zażąda, by wyskakiwała ze wszystkiego, co ma cenne.

— Że co ta... — chciała spytać, ale nagle jej się zakręciło w głowie.

Świat na raz przygasł, jakby ktoś na słońce nałożył soczewkę odcinającą część promieni. Wszystko poszarzało, straciło kontury i barwy, a w dodatku zaczęło się kołysać. Regina zatoczyła się na lewo od napotkanego i kurczowo złapała się jakiejś gałęzi, tym samym chroniąc się przed upadkiem.

— ... masz  jeszcze ze dwie i pół minuty. — dotarło do niej z opóźnieniem i jakby facet nagle się oddalił o dobre dwadzieścia metrów albo jego głos na raz osłabł.

Co nie było możliwe, bo spoglądając w jego kierunku, widziała, że nawet pół kroku nie postąpił w żadną ze stron. Zacisnęła dłoń na gałęzi tak mocno, że aż pobielały jej knykcie, kiedy poczuła dojmujący chłód, który sięgał aż po same kości. Przecież nie była ubrana lekko, miała na sobie wełniany ciemny płaszcz, wełniany ciemnozielony golf, skórzane nieco wytarte spodnie i buty z opinaczami. Nie wspominając już o grubych wełnianych skarpetkach, bo zawsze marzły jej stopy. Była ubrana adekwatnie do pogody, więc czemu nagle zrobiło jej się tak zimno?

Zamrugała parokrotnie, próbując przywrócić obraz przed oczami do porządku, ale nic to nie dało. Uczucie zimna też jak się pojawiło, tak trwało, mrożąc krew w żyłach.

— O czym Ty mówisz? Jaka... Jaka samotniczka i co ma... Ma Mung do tego? — wydała z siebie dźwięk z wielkim trudem, bo w jej gardle powstała gula, jakby miała się zaraz rozpłakać. — Na brodę Merlina, ale tu zimno.

Gula nie znikała, a wręcz przeciwnie, zaczynała ją dławić. Nogi się pod nią ugięły i przed upadkiem uchronił ją tylko mocny, jeszcze tylko przez chwilę, chwyt na gałęzi. Do głowy zaczęły napływać jej myśli o samotności, o tym, jak bardzo jest samotna w tym, co robi, gdzie się znajduje i do czego dąży. Że nie ma przy niej nikogo, kto mógłby jej pomóc lub chociaż pokrzepić. Że jest sama, tak cholernie i niewyobrażalnie sama, że aż ciężko jest nabrać oddech.

Te myśli, to nie ja, one nie są moje... Próbowała jakoś walczyć ze zdradzieckimi podszeptami i nawet w przypływie chwilowej tomności umysłowej sięgnęła drugą ręką do kieszeni płaszcza po różdżkę, jakby samo złapanie jej miało jakoś jej pomóc. Niestety, nim dłoń tam dotarła, Regina przegrała z właściwościami kwiatów samotniczki.

— Jestem... Jestem całkowicie sama. — wyszeptała, pochylając głowę, aż nie oparła się czołem o pień drzewa.

Łzy popłynęły po policzkach wbrew Rowle, co było tak dla niej nienaturalne, zwłaszcza w obecności zupełnie nieznajomej osoby.

Ambroise miał przed sobą książkowy przykład tego, co świeżo kwitnące kwiaty samotniczki robią z człowiekiem. Stała przed nim blisko dwumetrowa kobieta, która w przeciągi kilku chwil zmieniła się w kłębowisko żalu i rozpaczy podyktowanej samotnością tak dojmującą, że aż skurczyła się w sobie i już wcale na taką awanturniczą nie wyglądała. Nawet niedoświadczony aurowidz bez potrzebnych zaklęć mógłby dostrzec kłębiącą się dookoła niej aurę szarości w przeróżnych kolorach. Za to empata zapewne uciekłby już w podskokach. Za to, co zrobiłby zagorzały botanik, badacz i uzdrowiciel?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (9008), Regina Rowle (5167)




Wiadomości w tym wątku
[01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 23.10.2024, 19:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 23.10.2024, 23:11
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.10.2024, 03:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 24.10.2024, 17:20
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 24.10.2024, 23:09
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 25.10.2024, 14:40
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.10.2024, 18:13
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 27.10.2024, 17:22
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 21:19
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 01.11.2024, 00:40
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 18:39
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 04.11.2024, 23:34
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2024, 18:59
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Regina Rowle - 18.11.2024, 01:28
RE: [01.08.1972] i klonom ręce opadły || Ambroise & Regina - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 23.11.2024, 14:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa