23.10.2024, 23:26 ✶
Stoi przy Eden, Lorraine i cioci
Jego przekonania z pewnością nie były „dziwaczne”. To ludzie pozostawali ślepi na oczywistości, które rozgrywały się tuż przed ich oczami. Może dzisiaj nie zamierzał czarować jej opowieścią o ukrytej opcji politycznej jaką była rządząca całym magicznym społeczeństwem wilkołacza masoneria (czy to przypadek, że największe problemy z magią normalni czarodzieje odczuwali akurat podczas pełni? No raczej nie!) czy tłumaczyć dlaczego Bertie Bott powinien być uznany za bohatera narodowego skoro jego fasolki wszystkich paskudnych smaków miały większą szansę wyeliminować szlamy niż Voldemort (nie dość, że podobno produkował je z upierdliwych żon, to podobno umieszczał w nich tajemny, super toksyczny dla niemagicznie urodzonych), ale co do bariery swoje teorie też już miał.
Czy to nie było dziwne, że nagle zjeżdżają się wielkie szychy, same super ważne osobistości z tą głupią Jenkins na czele? I bariera jest. A potem puff – znika, a baba wygląda na wyjątkowo zadowoloną? Wniosek? Bardzo prosty – Jenkins to nic innego jak magiczny wampir energetyczny, który w tym momencie osłabił ich umiejętności, wyżerał pokłady magii. A barierę ściągnięto, żeby mogły zlecieć się inne wampiry, bo królowa roju już się najadła (widać, że taka krąglejsza w pasie jakoś). Proste.
Ale się swoimi przemyśleniami nie dzielił, bo nadal był obrażony i jak dla niego to Ministra mogła zabrać Lorraine całą jej magię.
Wcale by mu nie było siostry stryjecznej szkoda. Za knuta.
- Artysta żyje by służyć Muzie. Myślę że zyskałem jej aprobatę.- Odparł dość lakonicznie, choć w jego głosie dało się wyczuć ewidentną ulgę. Oczywiście, że o to nie dbał – jego sztuka broniła się sama. Nieważne czy na pokazach dla pożal się Bogini elit czy w nokturnowej knajpie. Ale to było ważne dla Calanthe. Wszystko to – dla niej.
Mimo wszystko, nawet gdy jego myśli powracały co chwila do pozostawionej pod opieką Desmonda siostry, całą sobą walczył z chęcią ujęcia Lorraine pod ramię.
Chciał ją mieć bliżej. Na pewno bliżej niż mogła ją mieć aktualnie Lestrange. Nie przyglądał się kuzynce szczególnie mocno, więc nie widział żadnych rzucanych pod swoim adresem spojrzeń. Nie musiał – gdyby chciał ją namalować wziąłby do ręki pierwsze lepsze graficzne wydanie „1001 ras psów Europy” i poszukał jej pod literką B – jak Borzoi.
Ostatecznie z chęci trzymania Lorraine jeszcze bliżej zrezygnował uznając, że to ona powinna zrobić pierwszy krok w stronę pojednania.
Nieco szerzej uśmiechnął się natomiast, gdy poruszyła kwestię obejrzenia obrazów. Przyłożył dłoń do piersi w teatralnym geście. Starając się przy tym ukryć fakt, że absolutnie powątpiewa by szanowna ciocia czy Lestrange zrozumiały kunszt jego wystawy.
– Och zachęcam! Mój drogi kuzyn wprost nie mógł oderwać wzroku od centralnej ekspozycji. Nie ma większej radości jak ta, gdy ludzie się tak bardzo zatracają w sztuce.- Jakaż szkoda, że tylko Armandowa córa wiedziała co w tym przypadku autor miał na myśli.- Aczkolwiek obawiam się, że jeśli nie dziś – to w najbliższym czasie może nie być okazji do obejrzenia go. Niedługo zostanie umieszczony w… prywatnej kolekcji panny Severine Crouch.
Choć zwracał się do kobiet to spojrzeniem błądził gdzieś ponad ich ramionami.
Nie chcę patrzeć na Lorraine to się rozejrzę po okolicy. A nuż Fortinibras robi coś ciekawego.
Percepcja (II)
Rzut N 1d100 - 51
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!