Morpheus wdał się w rozmowę z jakąś damą, osobą towarzyszącą, nie pamiętał jej imienia, a nawet gdyby, ciężko byłoby mu dopasować je do twarzy. Czuł wirowanie w głowie, nieprzyjemne wrażenie niestabilności i wszelkie próby koncentracji mógł utopić w jeziorze, bo jego oczy współpracować na pewno nie zamierzały. Może te na płaszczu, co najwyżej.
Zapytany konkretnie o wzór na odzieniu przez panią ładną, wyjaśnił kwieciście, że to reprodukcja obrazu i jego historię, a dokładniej historię tej sceny. Heliogabalus, rzymski cesarz, wydał przyjęcie, opisane w Historia Augusta. W owym czasie w Rzymie panowała gorączka na tle kwiatów, i wszystko musiało być perfumowane i nimi otoczone. Scena odmalowana na płaszczu była momentem, gdy z sufitu patio spuszczono tyle plakatów kwiecia, że te przygniotły gości i sprawiły, że niektórzy się nimi udusili. Bardzo symboliczne.
Ostatecznie pożegnał się z nią, z Jessiem, skinął głową ku Ricie, poszukał Jonathana i jeśli ten go złapał spojrzeniem, dał mu niewerbalny znak, że wraca do domu. Nie czuł się najlepiej. Dlatego też gdy tylko zauważył zdjęcie bariery, po prostu znikał, aby w uldze swojej poduszki zażyć eliksirów nasennych i przespać chociaż fragment nocy. Obawiał się jednak, że przy obecnych faktach, takich jak trzy wizje o gościach tego przyjęcia, sen sprawiedliwego nie będzie mu dany.