24.10.2024, 01:54 ✶
No dobrze, może pozostawienie pod drzwiami kamienicy osoby, która nie miała bladego pojęcia, jak wygląda ich obiekt zainteresowanie, nie było idealnym rozwiązaniem. Erik zareagował jednak impulsywnie, wychodząc z założenia, że skoro Thomas miał okazję obserwować już mężczyznę, to być może uda mu się zidentyfikować w mieszkaniu coś, co potwierdziłoby jego domniemania. Mimo wszystko, gdy za parą czarodziejów zamknęły się drzwi, Longbottoma ogarnęło zwątpienie. Może jednak za szybko się zgłosił do tego, żeby zostać na zewnątrz? Ehh, niby pierwsza myśl najlepsza, pomyślał, modląc się w duchu o to, aby ta decyzja ich nie spaliła.
— Nie można mieć też aż tak wielkiego pecha — skomentował pod nosem, przysiadając na ławce, nieopodal głównego wejścia.
Nie do końca świadom własnego podenerwowania, mężczyzna zaczął wystukiwać butem przerywany rytm. To zgłoszenie pozwoliło mu raz jeszcze przemyśleć swoje dotychczasowe decyzje. Może powinien zacząć coraz poważniej myśleć o jakimś wewnętrznym awansie zawodowym? Wprawdzie chciał i musiał dalej pracować w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, chociażby ze względu na swoją działalność dla Zakonu Feniksa, jak i to, że w gruncie rzeczy nie miał przyszykowanego planu B, tak... Poniekąd strzelał sobie w kolano tym, że coraz częściej stawiał się w sytuacjach, gdy musiał wybierać pomiędzy dobrem organizacji, a odpowiednim wypełnianiem obowiązków służbowych.
Rosnąca ostatnimi czasy rozpoznawalność, wywiad dla Lockharta, te wszystkie oczy zwrócone ku Dolinie Godryka i jego rodzinie... To wszystko sprawiało, że mimowolnie sam zdecydował, że ktoś musi przyjąć na siebie światła fleszy. Ledwie parę dni temu udało mu się wykorzystać swoją znaną twarz podczas małego śledztwa Brenny. Ale czy w pewnym momencie nie zacznie to działać na jego niekorzyść? Wieści o jego obecności w danej dzielnicy czy miejscowości zaczną się rozchodzić coraz szybciej, a to mogło negatywnie wpłynąć na prowadzone przez niego śledztwa. Zwłaszcza takie wymagające stałego kontaktu z ludźmi z zewnątrz.
Wypuścił powoli powietrze przez usta, kręcąc powoli głową. Z drugiej strony, sława nigdy nie była pewna. Owszem, były jednostki, którym udało się zagwarantować sobie dosyć stałą pozycję w mediach czarodziejów poprzez swoje osiągnięcia i rozpoznawalność, ale przecież byli też mniejsi celebryci, którzy po prostu schodzili z języków ludzi, kiedy tylko sezon plotek dobiegał końca, a reporterzy przerzucali uwagę czytelników i słuchaczy na nowy cel. Kto wie, może za kilka tygodni lub miesięcy okaże się, że będzie mógł bez trudu zniknąć w tłumie?
— Marzenia ściętej głowy — mruknął, niezbyt wierząc w tę wersję zdarzeń. Musiałby chyba całkowicie wycofać się z życia towarzyskiego, aby doprowadzić do tego stanu rzeczy. A miał jednak świadomość tego, że im więcej pojawiał się w gazetach, tym mniejszą uwagę przykuwały poczynienia jego krewnych. Brenna miała większe pole do popisu. Mavelle i reszta kuzynek. Nora. Dora. Nawet Charles, który obecnie ukrywał się w Warowni.
Longbottom przeniósł wzrok na rzędy okien okalające ścianę kamienicy, aż w jednym z nich wypatrzył sylwetkę Patricka. Uniósł minimalnie w odpowiedzi dłoń, dając czarodziejowi znać, że jak dotąd nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Dla pewności rozejrzał się na prawo i lewo. Żadnych awantur. Nikt go nie zaczepił, a wszelcy przechodnie zdawali się zbyt zajęci swoimi codziennymi sprawami i chęcią dostania się do celu swych dzisiejszych spacerów, żeby w ogóle zwrócić na niego uwagę. Może jednak nie będzie tak źle?
— Nie można mieć też aż tak wielkiego pecha — skomentował pod nosem, przysiadając na ławce, nieopodal głównego wejścia.
Nie do końca świadom własnego podenerwowania, mężczyzna zaczął wystukiwać butem przerywany rytm. To zgłoszenie pozwoliło mu raz jeszcze przemyśleć swoje dotychczasowe decyzje. Może powinien zacząć coraz poważniej myśleć o jakimś wewnętrznym awansie zawodowym? Wprawdzie chciał i musiał dalej pracować w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, chociażby ze względu na swoją działalność dla Zakonu Feniksa, jak i to, że w gruncie rzeczy nie miał przyszykowanego planu B, tak... Poniekąd strzelał sobie w kolano tym, że coraz częściej stawiał się w sytuacjach, gdy musiał wybierać pomiędzy dobrem organizacji, a odpowiednim wypełnianiem obowiązków służbowych.
Rosnąca ostatnimi czasy rozpoznawalność, wywiad dla Lockharta, te wszystkie oczy zwrócone ku Dolinie Godryka i jego rodzinie... To wszystko sprawiało, że mimowolnie sam zdecydował, że ktoś musi przyjąć na siebie światła fleszy. Ledwie parę dni temu udało mu się wykorzystać swoją znaną twarz podczas małego śledztwa Brenny. Ale czy w pewnym momencie nie zacznie to działać na jego niekorzyść? Wieści o jego obecności w danej dzielnicy czy miejscowości zaczną się rozchodzić coraz szybciej, a to mogło negatywnie wpłynąć na prowadzone przez niego śledztwa. Zwłaszcza takie wymagające stałego kontaktu z ludźmi z zewnątrz.
Wypuścił powoli powietrze przez usta, kręcąc powoli głową. Z drugiej strony, sława nigdy nie była pewna. Owszem, były jednostki, którym udało się zagwarantować sobie dosyć stałą pozycję w mediach czarodziejów poprzez swoje osiągnięcia i rozpoznawalność, ale przecież byli też mniejsi celebryci, którzy po prostu schodzili z języków ludzi, kiedy tylko sezon plotek dobiegał końca, a reporterzy przerzucali uwagę czytelników i słuchaczy na nowy cel. Kto wie, może za kilka tygodni lub miesięcy okaże się, że będzie mógł bez trudu zniknąć w tłumie?
— Marzenia ściętej głowy — mruknął, niezbyt wierząc w tę wersję zdarzeń. Musiałby chyba całkowicie wycofać się z życia towarzyskiego, aby doprowadzić do tego stanu rzeczy. A miał jednak świadomość tego, że im więcej pojawiał się w gazetach, tym mniejszą uwagę przykuwały poczynienia jego krewnych. Brenna miała większe pole do popisu. Mavelle i reszta kuzynek. Nora. Dora. Nawet Charles, który obecnie ukrywał się w Warowni.
Longbottom przeniósł wzrok na rzędy okien okalające ścianę kamienicy, aż w jednym z nich wypatrzył sylwetkę Patricka. Uniósł minimalnie w odpowiedzi dłoń, dając czarodziejowi znać, że jak dotąd nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Dla pewności rozejrzał się na prawo i lewo. Żadnych awantur. Nikt go nie zaczepił, a wszelcy przechodnie zdawali się zbyt zajęci swoimi codziennymi sprawami i chęcią dostania się do celu swych dzisiejszych spacerów, żeby w ogóle zwrócić na niego uwagę. Może jednak nie będzie tak źle?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞