Na pewno dało się znaleźć jakieś rozwiązanie, metodę na dostosowanie się do tego, co miało nastąpić. Tyle, że póki co właściwie nie miała pojęcia na czym stoją. To był początek tych zmian, które miały nadejść, nie miała nawet pojęcia, czy w ogóle coś się zmieni. Ta niepewność najbardziej ją dobijała. Czuła, że jak reszta po prostu została poinformowana o tym, że miało się coś wydarzyć, a właściwie to jeszcze nie wiedzieli co. Nie mieli pojęcia o tym ilu właściwie ten oszołom ma popleczników, czy są już armią, czy dopiero zaczynają zbierać swoje siły. To doprowadzało ją do skraju. Nieświadomość. Nie znosiła takich sytuacji. Nie wiedziała też kogo mogłaby podpytać o coś więcej. Nie miała wśród znajomych osób, które mocno deklarowałyby swoje podejście, a przynajmniej nigdy nie skupiała się na tym podczas rozmów. Może nie powinna być taka bierna? Może wypadało, aby już dawno zaczęła się tym interesować. Zawsze myślała, że polityka jej nie dotyczy, że jest ponad to, jak widać wcale tak nie było. To dotyczyło każdego. Mogło zachwiać porządkiem, który panował w ich świecie.
- Obiecujesz? - Tak, nie wiedzieć czemu potrzebowała tego, żeby jej to obiecał. Wiedziała, że Roise nie miał w zwyczaju łamać danego słowa, więc zrobiłby wszystko, aby faktycznie do niej wrócił. Może nie powinna podchodzić do tego w ten sposób, ale aktualnie nie miała żadnych skrupułów. Liczyło się tylko to, żeby faktycznie za każdym razem wracał do domu, bo nie poradziłaby sobie ze stratą, tylko tego była pewna. Nie wyobrażała sobie siebie bez niego na tym świecie, mimo tego, że bywało między nimi różnie, to jednak czuła, że jest jej wszystkim. Nie potradiła sobie wyobrazić, że może kiedyś go stracić. Ta myśl ją przerażała, a aktualnie wydawała się niestety możliwa. Niczego nie mogli być pewni.
To nie tak, że nie obawiała się o niego, kiedy wychodził załatwiać swoje sprawy związane z tą mniej przyjemną częścią tego, czym się zajmował, ale przywykła do tego strachu. Wiedziała na co się pisze. Nie do końca pisała się na wojnę, która właśnie się rozpoczęła. Nie miała czasu tego przetrawić. Mogli zakładać, że wydarzy się coś większego, bo było widać niepokój w społeczeństwie, jednak nie zakładała od razu najgorszego. Wojna wydawała się jej być ostatecznością, a teraz właśnie oficjalnie się rozpoczęła.
Może zupełnie niepotrzebnie tak mocno skupiali się na tym, co razem tworzyli. Byli bardzo zaangażowani we własne sprawy, nie do końca przez to interesowała się tym, co działo się poza ich prywatną bańką. Było jej w niej dobrze, mieli wszystko poukładane, niczego więcej nie potrzebowała do szczęścia. Teraz czar prysnął, rzeczywistość, bardzo brutalna ich dopadła. Czy chcieli tego, czy nie, byli tego częścią, nie mogli udawać, że problem nie istnieje, przymykać na to oka.
- Mhm. - Jak zawsze wyczuł, kiedy nie mówiła szczerej prawdy. W tej chwili było po niej widać, że nie do końca radziła sobie z tą sytuacją, była tą otwartą księgą z której mógł czytać bez żadnych wątpliwości.
Nie chciała by czuł na sobie ciężar jej niepewności. Miała być jego siłą, a nie zmartwieniem. Tyle, że faktycznie czuła, jakby grunt osuwał się jej spod nóg. Nie miała pojęcia, jak przyjdzie im się w tym wszystkim odnaleźć. To nie było wcale takie proste. Szczególnie dla ludzi ich pokroju. Od zawsze byli zawieszeni między światami, teraz pewnie też nie powinno się to zmienić, tylko mogło to być dużo bardziej niebezpieczne (jakby do tej pory nie było). Jak widać jednak zawsze mogło być gorzej.
- To chyba najlepsza z opcji, jakie mamy. - Nie widziała innego rozwiązania. Dobrze im zrobi jak się na trochę odsuną od tego wszystkiego. Nie mogli jednak całkowicie ignorować sytuacji, która stała się mocno skomplikowana. Powinni wiedzieć, co się dzieje w centrum wydarzeń. Mimo wszystko mogli wyszarpać światu odrobinę normalności zaszywając się w swojej chatce. Wydawało jej się to faktycznie najlepszą możliwością. Czuła, że odnalezienie się w nowej rzeczywistości może być dosyć bolesne. - Dziękuję. - Mruknęła jeszcze cicho, bo wiedziała, że jemu to może skomplikować codzinność jeszcze bardziej, był w stanie się poświęcić dla ich wspólnego dobra, mimo, że wcale nie chciała go obciążać to wiedziała, że jest to jedyne wyjście, przynajmniej jak na razie.
- Ja również spróbuję się czegoś dowiedzieć. - Miała przyjaciół w różnych miejscach, mogłaby podpytać o nastroje, jakie panują w ministerstwie, jak oni zamierzają sobie radzić z tym problemem. Nie spodziewała się, że to będzie coś spektakularnego, bo urząd raczej wykazywał się opieszałością. Widać było, że nie do końca są w stanie zapanować nad magicznym światem, zresztą wczoraj wieczorem jej poglądy się potwierdziły. Nie przygotowali się na to, co nadeszło. Ciekawe ile niewinnych osób straci życia przez to, że nie panowali nad tym, co działo się wokół nich. Wolała o tym nie myśleć, ale miała świadomość, że teraz śmierć będzie im towarzyszyć na co dzień, będzie spotykać te osoby, które się o nią nie prosiły. Oni byli przyzywyczajeni do ryzyka, a i tak ich to poruszyło. Zwyczajni ludzie mieli jeszcze gorzej.
- My wszystko przetrwamy, przecież razem jesteśmy niepokonani, prawda? - Bardzo chciała w to teraz uwierzyć. Chciała mieć pewność, że jej słowa są faktycznie prawdą. Wydawała się być ich pewna, chociaż gdzieś z tyłu głowy pojawiały się obawy, że co jeśli tym razem im się nie uda? Musiała przestać myśleć o tym, co mogło pójść nie tak, a skupić się na tym, co mogli zrobić, aby żyło im się lepiej podczas wojny, która wdarła się do ich świata i zamierzała zburzyć względny spokój, który sobie wypracowali.