20.01.2023, 19:07 ✶
Widziała go w akcji, ale nie myślała o nim w kategorii bestii czy potwora. To już było, ale wymagało powtórzenia: gdyby tak o nim myślała, to jak mogłaby myśleć o jakiejś wspólnej przyszłości? O wspólnym domu – bo tak to będzie przecież wyglądać, że ona zostanie zabrana do domu męża i nie podlegało to nawet pod dyskusję. Więc myślała o nim jak o człowieku z dopiskiem "wampir". Nic złego. Nic strasznego. Nic przed czym należałoby uciekać w popłochu. Przecież mógł normalnie żyć, prawda? Mógł jeść, mógł rozmawiać, mógł nawiązywać relacje, mógł… ach. Było coś, czego nie mógł, ale tego nie wiedziała. Jakoś to nie było coś co pisali w podręcznikach. Że był pewien malutki problem jeśli chodziło o uciechy cielesne, a te wszystkie historie o kochankach wampirów można było sobie wsadzić w bajeczki. Znaczy… dla chcącego nic trudnego, nie? W sypialni można było robić w końcu wiele rzeczy związanych z cielesnością i intymnością. Ale była taka jedna konkretna, której wampir nie mógł.
Aż dziw mógł brać, że żaden krwiopijca nie wymyślił jak to obejść.
- Mogą chcieć – odparła kiedy już wypiła toast i odstawiła kieliszek. Tego akurat nie mówiła szeptem. - Trochę wina jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Zdąży wyparować zanim zacznę patrol – miała jeszcze trochę czasu. Zdąży zjeść ten obiad, chwilkę posiedzieć. Ale brała pod uwagę, że goście jeszcze zostaną, kiedy ona pójdzie się przebrać do pracy. I dobrze Sauriel myślał, akurat pod tym względem była sztywniarą i nie zamierzała iść wstawiona do pracy. Jeszcze TAKIEJ. Bo jedno to siedzieć za biurkiem, a drugie to być jako zabezpieczenie przed czarnomagicznymi wypadkami.
Kiwnęła głową, no bo zrozumiałe. Całkowicie. Że zamiana w wampira mogła przekreślić wiele znajomości i w ogóle… uporanie się samemu we własnej głowie z czymś takim… trzeba to było samemu najpierw uporządkować, zdecydowanie. To była kolejna rzecz, która chciała wiedzieć – kiedy to się w ogóle stało. Bo przez kogo to była niemal pewna.
Nie zrozumiała tego tak, jak zapewne chciał to powiedzieć. Miał gitarę – swoją jedyną miłość, a teraz to i tak… już się zaręczył z kobietą, której nawet nie kochał – tak to zrozumiała. Jakby nie chciał robić innym kobietom nadziei, no bo tutaj będzie małżeństwo, którego nie tyle nie przeskoczy, co najwyraźniej nie chciał przeskakiwać. Jakkolwiek byłó to uspokajające, bo to znaczyło, że nie było żadnego dramatu przynajmniej w tej konkretnej sytuacji. No bo co by zrobiła, jakby się okazała być jakąś trzecią stroną trójkąta? Ni uciec, ni się z tego wyplątać i jeszcze żyj z tym… NIe, jakoś… Nie.
- W porządku. Tyle mi wystarczy – uśmiechnęła się znowu lekko i ponownie zmusiła się, żeby coś zjeść. Powinna. Bo kto wie kiedy będzie okazja znów? Po chwili nachyliła się do Sauriela by teraz to jemu powiedzieć coś na ucho: - Nie powiedziałam im ciągle, że wiem – o nim. Że jest wampirem.
Aż dziw mógł brać, że żaden krwiopijca nie wymyślił jak to obejść.
- Mogą chcieć – odparła kiedy już wypiła toast i odstawiła kieliszek. Tego akurat nie mówiła szeptem. - Trochę wina jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Zdąży wyparować zanim zacznę patrol – miała jeszcze trochę czasu. Zdąży zjeść ten obiad, chwilkę posiedzieć. Ale brała pod uwagę, że goście jeszcze zostaną, kiedy ona pójdzie się przebrać do pracy. I dobrze Sauriel myślał, akurat pod tym względem była sztywniarą i nie zamierzała iść wstawiona do pracy. Jeszcze TAKIEJ. Bo jedno to siedzieć za biurkiem, a drugie to być jako zabezpieczenie przed czarnomagicznymi wypadkami.
Kiwnęła głową, no bo zrozumiałe. Całkowicie. Że zamiana w wampira mogła przekreślić wiele znajomości i w ogóle… uporanie się samemu we własnej głowie z czymś takim… trzeba to było samemu najpierw uporządkować, zdecydowanie. To była kolejna rzecz, która chciała wiedzieć – kiedy to się w ogóle stało. Bo przez kogo to była niemal pewna.
Nie zrozumiała tego tak, jak zapewne chciał to powiedzieć. Miał gitarę – swoją jedyną miłość, a teraz to i tak… już się zaręczył z kobietą, której nawet nie kochał – tak to zrozumiała. Jakby nie chciał robić innym kobietom nadziei, no bo tutaj będzie małżeństwo, którego nie tyle nie przeskoczy, co najwyraźniej nie chciał przeskakiwać. Jakkolwiek byłó to uspokajające, bo to znaczyło, że nie było żadnego dramatu przynajmniej w tej konkretnej sytuacji. No bo co by zrobiła, jakby się okazała być jakąś trzecią stroną trójkąta? Ni uciec, ni się z tego wyplątać i jeszcze żyj z tym… NIe, jakoś… Nie.
- W porządku. Tyle mi wystarczy – uśmiechnęła się znowu lekko i ponownie zmusiła się, żeby coś zjeść. Powinna. Bo kto wie kiedy będzie okazja znów? Po chwili nachyliła się do Sauriela by teraz to jemu powiedzieć coś na ucho: - Nie powiedziałam im ciągle, że wiem – o nim. Że jest wampirem.