24.10.2024, 18:16 ✶
Podobała mu się ta delikatność. W swoim życiu doświadczył ogromu brutalności - był zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Otrzymywał ciosy oraz sam je rozdawał. Nie dalej jak kilka dni temu dostał potężny psychiczny i fizyczny wpierdol, a jeszcze wcześniej został psychicznie skatowany przez ojca przy pomocy legilimencji. To nie tak, że po tym ciosie się nie podniósł: bo za każdym razem wstawał i parł dalej do celu, lecz trzeba było przyznać, że to lato wcale nie było dla Rodolphusa łaskawe. Na przestrzeni zaledwie trzech miesięcy wydarzyło się tyle, że najzwyczajniej w świecie miał dosyć. Każdy by miał. I chociaż się nie złamał, był po prostu zmęczony. Zmęczony tym, że musi ćwiczyć oklumencję. Zmęczony tym, że za każdym razem gdy przychodzi do rodzinnej posiadłości, otrzymuje kolejne razy, byle by tylko nikt nie dowiedział się, jak żałosny jest. I chociaż on sam nie zgadzał się z ojcem, tak wciąż pamiętał słowa Roberta, których nigdy chyba nie wyrzuci z pamięci. Musiał być ostrożniejszy - a skoro nie potrafił się pilnować, to... Oklumencja była najlepszym wyjściem. Zaciskał więc zęby i bronił się, nie dopuszczając do tego, by ojciec odkrył to, czego odkryć nie powinien. Był Lestrange, ale nie powinien mieć dostępu do niektórych informacji, które posiadł Rodolphus.
Zadrżał mimowolnie, gdy poczuł jak biodra Perseusa wypychają się w górę. Zacisnął powieki niemal tak samo mocno, jak zaciskał palce na jego nagich ramionach. Najchętniej wziąłby go tu i teraz, zmuszając do zmiany pozycji. Zerwałby z niego spodnie, obrócił brutalnie na brzuch i szarpnął za włosy, by wydobyć z jego gardła jęk zaskoczenia. Zrobiłby to tylko po to, by ból złagodzić czułością, obcałowując jego kark i plecy, podczas rozpinania własnych spodni. Jednak łóżko było zdecydowanie wygodniejszą opcją, ale też i bardziej skrytą, intymną. Jednocześnie wcale nie chciał się odrywać od jego ciała. Mruknął z niezadowoleniem, rozchylając powieki. Czy na pewno chciał pozwolić na to, by Perseus schował się po raz kolejny, tym razem w sypialni? By mógł unikać tylko tamtego pomieszczenia przez kilka dni?
- Chodź - odszepnął, odtrącając natrętne myśli na temat kanapy. Nie było tu miejsca na to, co chciał zrobić. Pomógł Blackowi wstać, chociaż sam ledwo trzymał się na nogach. Endorfiny i adrenalina krążyły w jego żyłach, powodując drżenie kończyn i przesłaniając zdrowy rozsądek.
Gdy weszli do sypialni, nie musiał się już dłużej powstrzymywać. Popchnął Perseusa na łóżko, chociaż nie użył wcale tyle siły, ile mógł. Chciał, by położył się na miękkiej pościeli i pozwolił mu na rozpięcie spodni. Pragnienie dominacji i zadawania bólu wyparowało w chwili, gdy jego usta dotknęły skóry na brzuchu Blacka. Był do bólu, nieznośnie powolny - zarówno w ściąganiu jego odzieży, jak i swojej własnej. Zmuszał go do tego, by błagał o kolejne dotknięcie czy mocniejszy uścisk. Bawił się nim, czerpiąc niewyobrażalną przyjemność z każdej, najmniejszej reakcji rozpalonego ciała. Badał każdy mięsień, obserwował każde ich drgnięcie. Do pierwszej malinki dołączyła druga, zdecydowanie mocniej wykonana niż ta, którą robił przed chwilą. Nie mógł się dłużej powstrzymywać: każdy miał swoje granice, a jego została przekroczona z kolejnym jęknięciem Perseusa. Kto normalny mógłby się temu oprzeć? W końcu on był tylko człowiekiem, na dodatek człowiekiem o wielu słabościach, które po prostu skutecznie maskował przed światem zewnętrznym. Ta jedna jednak została bezdusznie obnażona w chwili, gdy ich dłonie złączyły się po raz pierwszy.
Zadrżał mimowolnie, gdy poczuł jak biodra Perseusa wypychają się w górę. Zacisnął powieki niemal tak samo mocno, jak zaciskał palce na jego nagich ramionach. Najchętniej wziąłby go tu i teraz, zmuszając do zmiany pozycji. Zerwałby z niego spodnie, obrócił brutalnie na brzuch i szarpnął za włosy, by wydobyć z jego gardła jęk zaskoczenia. Zrobiłby to tylko po to, by ból złagodzić czułością, obcałowując jego kark i plecy, podczas rozpinania własnych spodni. Jednak łóżko było zdecydowanie wygodniejszą opcją, ale też i bardziej skrytą, intymną. Jednocześnie wcale nie chciał się odrywać od jego ciała. Mruknął z niezadowoleniem, rozchylając powieki. Czy na pewno chciał pozwolić na to, by Perseus schował się po raz kolejny, tym razem w sypialni? By mógł unikać tylko tamtego pomieszczenia przez kilka dni?
- Chodź - odszepnął, odtrącając natrętne myśli na temat kanapy. Nie było tu miejsca na to, co chciał zrobić. Pomógł Blackowi wstać, chociaż sam ledwo trzymał się na nogach. Endorfiny i adrenalina krążyły w jego żyłach, powodując drżenie kończyn i przesłaniając zdrowy rozsądek.
Gdy weszli do sypialni, nie musiał się już dłużej powstrzymywać. Popchnął Perseusa na łóżko, chociaż nie użył wcale tyle siły, ile mógł. Chciał, by położył się na miękkiej pościeli i pozwolił mu na rozpięcie spodni. Pragnienie dominacji i zadawania bólu wyparowało w chwili, gdy jego usta dotknęły skóry na brzuchu Blacka. Był do bólu, nieznośnie powolny - zarówno w ściąganiu jego odzieży, jak i swojej własnej. Zmuszał go do tego, by błagał o kolejne dotknięcie czy mocniejszy uścisk. Bawił się nim, czerpiąc niewyobrażalną przyjemność z każdej, najmniejszej reakcji rozpalonego ciała. Badał każdy mięsień, obserwował każde ich drgnięcie. Do pierwszej malinki dołączyła druga, zdecydowanie mocniej wykonana niż ta, którą robił przed chwilą. Nie mógł się dłużej powstrzymywać: każdy miał swoje granice, a jego została przekroczona z kolejnym jęknięciem Perseusa. Kto normalny mógłby się temu oprzeć? W końcu on był tylko człowiekiem, na dodatek człowiekiem o wielu słabościach, które po prostu skutecznie maskował przed światem zewnętrznym. Ta jedna jednak została bezdusznie obnażona w chwili, gdy ich dłonie złączyły się po raz pierwszy.
bezeceństwa