20.01.2023, 20:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2023, 22:17 przez Castiel Flint.)
Widział zmiany na twarzy swojego rozmówcy ale wyjątkowo go to nie speszyło. Oswoili się ze sobą już na tyle aby nie musieć urywać zdania w połowie. Nie prawił o tym z czystego zainteresowania tylko z powodu presji wywieranej przez ojca. Ten to lubił słuchać polityki i próbował skłonić swojego najstarszego syna do tego samego. Niestety, przychodziło mu z trudem. Na całe szczęście temat Ministra Magii był dosyć ciekawy bo miał z kim o tym pogadać i sprawdzić jak bardzo William oderwie się od pracy na rzecz żonglowania tematami politycznymi. Wydawało się, że nie robił tego jakoś chętnie ale i tak nie pozwalał mu zboczyć z tematu.
- Czy to źle, że chcę upewnienia? Po prostu powiedz mi więcej bo odpowiadasz niekiedy zdawkowo. Sam wiesz, że atmosfera jest już napięta a jasnowidzowie coś mamroczą o nadchodzącej wojnie. Potrzebujemy silnego Ministra, który ogarnie najważniejsze elementy czyli zapewnienie bezpieczeństwa cywilom i skuteczna obrona przed Śmierciożercami. Leach nie wydaje się wiarygodny skoro już chwieje się na stołku a wojna może być za rogiem. - to jeden z powodów dla których pracował w Banku Gringrotta a nie w Ministerstwie Magii. Pracując w oddzielnym budynku nie był przesiąknięty na wskroś milionem różnych opinii i plotek. Całkowicie zapomniał o wpół zjedzonym obiedzie, ale za to regularnie popijał lemoniadę.
- Fakt, nie znam się na mugolach, ale tu nie chodzi o mój prywatny stosunek do niemagicznych tylko o głowę Ministerstwa Magii, która ewidentnie sobie nie radzi a powinna być najbardziej ogarnięta ze wszystkich. Zazwyczaj słabo mnie interesuje polityka ale Will, te szepty o wojnie nie wydają się tylko złorzeczeniem. Musisz przyznać, że potrzebujemy kogoś silnego na tym stanowisku. - pochylił się lekko w jego stronę kiedy mówił.
- Tak, uważam, że różnimy się od mugolaków w paru kwestiach. Nie mówię, że są gorsi tylko, że widać różnice między nami a mugolakami. Ale nie o nich mamy teraz mówić bo jeszcze zarzucisz mi tu rasizm, a wcale takim nie jestem. - tu uśmiechnął się lekko aby załagodzić narastające napięcie kiedy okazywało się, że obaj patrzą na sprawę z dwóch różnych perspektyw. Zamilkł i wywrócił oczyma, gdy Will dobrodusznie uznał, że powiedział "coś mądrego". Przecież nie gadał od rzeczy tylko próbował przedstawić słowem swoje zawiłe myśli. Słuchał go i nie przerywał mu, próbując nadążyć za rysowanym przez niego szkicem sytuacji politycznej. W pewnym momencie ostrożnie pokiwał głową.
- Tak, to rozumiem. Tu przyznam ci rację, uciśnione grupy powinny mieć większe prawo do szacunku. Nie tylko mugolaki ale choćby, likantropowie. - tutaj musiał oddać Willowi, że Leach miał największe szanse aby ich "wybić" z tego dna, gdzie są spychani przez społeczeństwo czarodziejów.
- Jego cele są słuszne, nie mówię, że źle kieruje ale wciąż nie uważam, żeby był silną jednostką na tak wysokim stanowisku w obliczu takich czasów. - podkreślił z czym się zgodził a gdzie upiera się przy swoim zdaniu.
- Powody jego "słabości" mogą być różne. Ja gdybam, że możliwe jest jego pochodzenie. Przyznaję, może to nie jest wiarygodny argument ale czy zaprzeczysz tym jego "słabościom", zaniedbaniom, brakiem odzewu na niektóre wnioski i koneksje? - dopytywał choć nie oczekiwał szczególnej na to odpowiedzi.
- Czy to źle, że chcę upewnienia? Po prostu powiedz mi więcej bo odpowiadasz niekiedy zdawkowo. Sam wiesz, że atmosfera jest już napięta a jasnowidzowie coś mamroczą o nadchodzącej wojnie. Potrzebujemy silnego Ministra, który ogarnie najważniejsze elementy czyli zapewnienie bezpieczeństwa cywilom i skuteczna obrona przed Śmierciożercami. Leach nie wydaje się wiarygodny skoro już chwieje się na stołku a wojna może być za rogiem. - to jeden z powodów dla których pracował w Banku Gringrotta a nie w Ministerstwie Magii. Pracując w oddzielnym budynku nie był przesiąknięty na wskroś milionem różnych opinii i plotek. Całkowicie zapomniał o wpół zjedzonym obiedzie, ale za to regularnie popijał lemoniadę.
- Fakt, nie znam się na mugolach, ale tu nie chodzi o mój prywatny stosunek do niemagicznych tylko o głowę Ministerstwa Magii, która ewidentnie sobie nie radzi a powinna być najbardziej ogarnięta ze wszystkich. Zazwyczaj słabo mnie interesuje polityka ale Will, te szepty o wojnie nie wydają się tylko złorzeczeniem. Musisz przyznać, że potrzebujemy kogoś silnego na tym stanowisku. - pochylił się lekko w jego stronę kiedy mówił.
- Tak, uważam, że różnimy się od mugolaków w paru kwestiach. Nie mówię, że są gorsi tylko, że widać różnice między nami a mugolakami. Ale nie o nich mamy teraz mówić bo jeszcze zarzucisz mi tu rasizm, a wcale takim nie jestem. - tu uśmiechnął się lekko aby załagodzić narastające napięcie kiedy okazywało się, że obaj patrzą na sprawę z dwóch różnych perspektyw. Zamilkł i wywrócił oczyma, gdy Will dobrodusznie uznał, że powiedział "coś mądrego". Przecież nie gadał od rzeczy tylko próbował przedstawić słowem swoje zawiłe myśli. Słuchał go i nie przerywał mu, próbując nadążyć za rysowanym przez niego szkicem sytuacji politycznej. W pewnym momencie ostrożnie pokiwał głową.
- Tak, to rozumiem. Tu przyznam ci rację, uciśnione grupy powinny mieć większe prawo do szacunku. Nie tylko mugolaki ale choćby, likantropowie. - tutaj musiał oddać Willowi, że Leach miał największe szanse aby ich "wybić" z tego dna, gdzie są spychani przez społeczeństwo czarodziejów.
- Jego cele są słuszne, nie mówię, że źle kieruje ale wciąż nie uważam, żeby był silną jednostką na tak wysokim stanowisku w obliczu takich czasów. - podkreślił z czym się zgodził a gdzie upiera się przy swoim zdaniu.
- Powody jego "słabości" mogą być różne. Ja gdybam, że możliwe jest jego pochodzenie. Przyznaję, może to nie jest wiarygodny argument ale czy zaprzeczysz tym jego "słabościom", zaniedbaniom, brakiem odzewu na niektóre wnioski i koneksje? - dopytywał choć nie oczekiwał szczególnej na to odpowiedzi.