Czy te piramidy to naprawdę było coś innego? Może jeśli było się przyzwyczajonym do kamiennych płyt upamiętniających daną osobę i znaczących miejsce pochówku. Ale Ginny nie myślała o tym pod tym kątem, a próbowała się wczuć w czasy danego miejsca. Piramidy były stawiane dla faraonów i ich w nich chowano, wraz z bogactwami. Dla nich to był taki sam cmentarz… a te wszystkie nekropolie, te wszystkie mumie – dla Egipcjan nie było to nic nadzwyczajnego. Nawet jeśli współczesne cmentarze były tak podobne temu, co można było zobaczyć w Anglii.
Te wszystkie przemyślenia musiały jednak poczekać.
Tak samo jak rozmyślania o tym, czy Brenna zna wszystkich czarodziejów w Wielkiej Brytanii oraz czy przypadkiem dzięki temu Nora lub Thomas nie znają jej kuzyna, o którego istnieniu nie wiedziała aż do ostatniego tygodnia. Teraz ważniejsza była sprawa zaginionego kota…
Spojrzała przenikliwie na Thomasa, gdy zapytał, czy to tu ją doprowadził zapach i mrugnęła, a potem dziwacznie kiwnęła główką, po czym okrążyła jego nogi, ocierając się odrobinę, nim przysiadła przy drzewie, patrząc znowu w górę. Tak, tu ją doprowadził zapach… i Nora zdaje się zauważyła gdzieś na gałęziach kota, bo zaraz krzyknęła. Był dzień, więc ten koci wzrok nie był idealny, skoro kotek siedział w zasadzie bez ruchu to i nie dziwne, że go z początku nie zauważyła. Ale teraz, gdy Nora zwróciła uwagę, Ginny śmiesznie przymrużyła oczy by w tym całkowicie ludzkim i dziwacznym dla kota odruchu lepiej widzieć…
Mieli smaczka? Całkowicie o tym zapomniała, ale gdy Nora zapytała, czy któreś z nich może tam wejść… Cóż. Mogła ona. Całkowicie po kociemu wdrapać się na górę, i… Mogłaby się tam odmienić i złapać kota, z drzewa przecież nie ucieknie. Zapatrzyła się wiec w Norę i miauknęła, po czym złapała się przednimi łapkami za korę drzewa, starając się dać do zrozumienia to, co przyszło jej do głowy. Ale zaraz je puściła i na nowo siedziała obok, bo nie zamierzała się wciskać, jeśli mieli jakiś lepszy pomysł.