– Wybuch z pewnością by go wywabił, a ja dostrzegłabym ruch – postukała się palcem po policzku, bezpośrednio pod prawym okiem, chcąc zwrócić na nie uwagę, bo ciągle nie były to jej jasnobrązowe oczy, a kocie, iście złote, dużo bystrzejsze w tych warunkach od ludzkich.
– Nie bój się, cokolwiek się tu znajdzie, jakoś to wykorzystamy, nawet jeśli nie jest bezpośrednio związane ze sprawą – cóż, czasem najbardziej niepozorne sytuacje potrafiły sprawić, że w głowie zapalała się jakaś lampka. A jak będzie tutaj? Zawsze wyciągną z tej przygody jakieś wnioski, na przykład, że należy sprawdzić absolutnie każdą rzecz, bo może wybuchnąć, nawet jeśli już przeszedłeś przez tonę innych zabezpieczeń. Albo, że należy nosić ze sobą koc.
Całe szczęście, że osłona była niepotrzebna, bo pomimo tego, że Ginny rzuciła dwa zaklęcia – to doskonale wiedziała, że żadne z nich zwyczajnie nie wyszło, jakby coś blokowało jej magię… Albo tak to sobie tylko tłumaczyła. Na szczęście nic tu nie było takiego, a Cal już dużo ostrożniej dobrał się do tub. Kobieta stała obok i po prostu zamierzała go w razie czego asekurować, a kiedy już zabrał te tuby, to sama zajrzała do środka, by zobaczyć… no cóż. zwłoki. Stare zwłoki. Nic nadzwyczajnego. W końcu jednak sarkofag został zamknięty i to był moment na to, żeby już sobie stąd pójść.
– Mmmm… Jesteś pewien, że nie chcesz dotrzymać mi towarzystwa jako kot? Jeszcze coś sobie zrobisz z tą ręką… – zaczepiała go znowu, a gdy cofnęli się do komnaty z pająkiem, po prostu oparła się o kamienną ścianę i uśmiechnęła się bezczelnie. – To co… Panowie przodem, tak? – bo sama zamierzała się w końcu przemienić w kota i jak gdyby nigdy nic po prostu przejść sobie przez tunel. Oczywiście równie bezczelnie gapiąc się na tyłek Shafiqa. A przecież było na co popatrzeć…