adnotacja moderatora
Agatha skrzywiła się wyraźnie, słysząc jego słowa, a potem jeszcze bardziej, kiedy postanowił zagrodzić jej drogę. Ewidentnie nie podobało jej się, że postanowił znaleźć sobie dla niej czas i tym samym psuł jej jakże napięty grafik drogi do cukierni. Pewnie też gdyby Lestrange nie postanowił temu zapobiec, to już dawno minęłaby go i ruszyła dalej, z nadzieją że da jej spokój jeśli poświęci mu minimum atencji.Użyto do Rozliczenia Lata 1972 - Asena Greyback
- Bawić się w coś takiego? - wydęła ostentacyjnie wargi. - Znasz mnie, robótki ręczne nigdy nie szły mi tak dobrze jak tobie - uśmiechnęła się do niego złośliwie, unosząc przy tym odrobinę podbródek, jakby w przypływie jakiejś dumy i samozadowolenia.
Thompson poprawiła nerwowo torebkę, zsuwającą się z ramienia, taksując go spojrzeniem od stóp do głów.
- Bardzo to miłe, Rodolphusie, że wciąż tak ciepło o mnie myślisz, ale spójrz na siebie. Zostawić przeszłość za sobą? To ty właśnie stoisz przede mną, plecąc bez sensu. Chcesz nie patrzeć w tył? Droga wolna, ja ci nie przeszkadzam. Ale skoro tak bardzo tego chcesz to może łaskawie daj mi spokój? - zapytała nieco ostro, jakby zniecierpliwiona była jego nieustający zawracaniem jej głowy, nawet jeśli będącym tylko jej wyobrażeniem lub pobożnym życzeniem. Jej zdaniem, gdyby faktycznie chciał by dała mu spokój, to w ogóle by się do niej nie odzywał i ignorował ją dalej. Ale nie. Stał teraz przed nią i nie pozwalał odejść, niby to wzburzony jej zachowaniem. Dobre sobie.