Nie powinna zakładać, że będzie im się ciągle wszystko układało. Szczególnie, że nie na wszystkie czynniki mieli wpływ. To, co sami wypracowali - działało. Nauczyli się poruszać między swoimi światami, zbudowali trwałe fundamenty, dzięki którym wszystko wydawało się być trwałe i raczej nie przychodziła jej do głowy możliwość, że mogłoby się to zachwiać. Tyle, że nie zastanawiała się nad tym, że nie wszystko zależy od nich. Były rzeczy ponad tym, co mogli razem stworzyć i nie powinni o tym zapominać. Dzisiaj okazało się, że to też mogło mieć wpływ na ich wspólne życie. Niestety nie do końca mogli w ogóle przewidzieć jak duży. Musieli się dostosować do nowej sytuacji, raczej nie miewali z tym problemów, jednak trochę chujowo kiedy wszystko co znasz nagle przestaje istnieć. Świat miał się zmienić, ale nie mieli pojęcia właściwie jak będą wyglądały te zmiany, jak mocno będą ich dotyczyć. To było frustrujące, szczególnie, że ostatnio wszystko układało im się nadzywczaj dobrze. Powinna pamiętać o tym, że los lubił śmiać się w twarz i pokazywać, że nigdy nie może być zbyt dobrze i zawsze coś się może spierdolić, bez względu na to, czy tego chcą, czy nie.
Palnowali wspólną przyszłość, to było dla niej niemalże tak naturalne jak oddychanie. Nie widziała siebie bez Ambroisa, nie chciała w ogóle dopuszczać możliwości, że kiedyś mogłoby go zabraknąć u jej boku z jakiegokolwiek powodu. Byli dla siebie stworzeni, mieli tego świadomość, nic więcej się nie liczyło. To była jedyna rzecz, której była pewna.
- Zdaję sobie sprawę. - Wiedziała, że chce wymusić na niej obietnicę, dokładnie tak, jak sama zrobiła przed chwilą. Jeśli dałaby mu słowo, że nie będzie ryzykowała dla kogokolwiek to na pewno by go dotrzymała. Nie rzucała słów na wiatr, zastanawiała się jednak, czy w tym wypadku jest mu w stanie to obiecać. Znała siebie, wiedziała, że nie jest w stanie przejść obok potrzebujących pomocy. Wiedziała, że instynkt będzie jej kazał reagować, tak już miała. Po raz kolejny jednak w tym przypadku serce wygrało z rozumem, zależało mu na tym, żeby to zrobiła, chciał usłyszeć te słowa, więc nie miała zamiaru za bardzo się nad tym zastanawiać, tylko chciała mu dać tego, czego od niej oczekiwał. - Obiecuję, że nie będę ryzykowała dla kogokolwiek. - Powiedziała w głos, wypuściła przy tym sporo powietrza z płuc, bo nie było to dla niej wcale takie łatwe. W końcu mogło chodzić też o niego, o jej rodzinę, to nie była obietnica, którą łatwo było dotrzymać, wręcz przeciwnie, mogła ją kosztować bardzo wiele.
- Tak, musimy otworzyć oczy, myśleć do przodu, przewidywać. - Nie mogli dać się zaskoczyć po raz kolejny. Powinni być gotowi na każdą ewentualność, przewidywać to, że coś się może zmienić, zwłaszcza, że były znaki. Można było domyślić się, że prędzej, czy później znany im aktualnie porządek świata jebnie, skoro obie strony miały dosyć tego, co się działo. Mimo, że sami nieszczególnie interesowali się polityką, czy angażowali w takie sprawy. Dzięki temu byliby przygotowani na każdą ewentualność.
Właściwie to panika nie była wskazana. Należeli do tej grupy społecznej, która była zdecydowanie dobrze usytuowana, jedyne co mogło się stać, to to, że zaczną próbować ich przeciągać na swoją stronę. Prędzej, czy później ktoś na pewno się nimi zainteresuje. Nie ma się co oszukiwać, oboje byli bardzo atrakcyjnymi kąskami dla każdej ze stron konfliktu. Potrafili sobie radzić w stresujących sytuacjach, a ich umiejętności na pewno byłyby mile widziane w wojennych szeregach. Mieli spore znajomości, więc na pewno prędzej, czy później ktoś spróbuje ich przekabacić na swoją stronę. Nie zamierzała jednak się w to angażować, to nie była jej wojna. Właściwie to dobrze jej się żyło w istniejącym już świecie. Chciała po prostu dążyć do tego, aby stworzyć sobie jak najbardziej stabilną przyszłość, nic więcej.
- Jasne, tak zrobię, musimy być gotowi na wszystko. - Zamierzała jeszcze odwiedzić rodzinną rezydencję, aby nieco naruszyć ich zapasy. Wiedziała, że ojciec ma wiele rzeczy, które oni mogliby wykorzystać, to był najlepszy moment, aby skorzystać z tego, co było pod ręką. Na pewno nie zaszkodzi im nadszarpnięcie ich rodzinnej skarbnicy.
Sama również zamierzała pozałatwiać nieco spraw na mieście, najlepiej, jakby ogarnęła te wszystkie naglące, żeby nie musieć zbyt często się tutaj pojawiać. Powinna też poinformować znajomych, że na troche zniknie, aby się o nią nie obawiali. To miało być niby tylko kilka tygodni, bywały momenty, że nie pojawiała się na Wyspach przez kilka miesięcy, jednak podczas trwającej wojny mogło to kogoś zaniepokoić, a nie chciała, żeby ktoś niepotrzebnie martwił się jej zniknięciem. Na pewno roześle listy, żeby jej nie szukali, to powinno wystarczyć, wolała unikać zbyt wielu spotkań, bo nie mogła przewidzieć, co z nich wyniknie, a zdecydowanie chciała aktualnie opuścić Londyn z Ambroisem u swojego boku. To było to, czego ona potrzebowała i wyjątkowo zamierzała stawiać swoje potrzeby ponad wszystkie inne. Musieli zadbać przede wszystkim o siebie nawzajem.
- Kurwa, to jest przerażające. - Kilka słów wypowiedzianych publicznie doprowadzało ludzi do takich skrajnych, nieprzemyślanych decyzji. Niby rozumiała, że chcieli odejść na własnych warunkach, ale czy faktycznie warto było panikować? Skąd mogli wiedzieć, kiedy faktycznie zacznie się jawny konflikt, z tego, co widziała przez okno (jakże imponujące źródło informacji), to aktualnie nikt nie rzucał w siebie zaklęciami na ulicach i mimo, że gardziła ministerstwem to nie sądziła do tego, że pozwolą na to, aby walka toczyła się bez żadnych konsekwencji.
Zamierzała podciągnąć nogi na blat i usiąść po turecku, jednak Ambroise znalazł się tuż przed nią, skorzystała więc z okazji i faktycznie zmieniła swoje zamiary, pozwoliła mu się wsunąć między swoje nogi, sama zaś zgrabnie owinęła swe kończyny wokół niego. Potrzebowała tej bliskości, przynosiła spokój i ukojenie, tak samo jak pocałunek, którym ją obdarzył, wszystkie troski oddalały się gdzieś daleko, przychodziła nadzieja, że sobie z tym poradzą, że znowu uda im się wypracować swoją własną normalność.
Znajdowali się blisko siebie, tak blisko, że niemalże stykali się nosami, odruchowo wyciągnęła dłoń i delikatnie dotykała opuszkiem palca jego policzek.
- Nie będziemy chyba zabierać wszystkiego, tylko to co najważniejsze, no i na pewno broń, a przynajmniej część mojej kolekcji. - Były to rzeczy jej zdaniem niezbędne, które powinna mieć przy sobie. Nie mogli zapominać o takich pierdołach, jak chociażby ubrania, bo w Whitby nie mieli ich zbyt wiele. To faktycznie mogło trochę potrwać. Będą musieli zrobić kilka kursów przy pomocy teleportacji. Właściwie, jeśli zajmą się tym we dwójkę, to może wcale nie zajmie to im zbyt wiele czasu.
- Jasne, lepiej zrobić to w miarę szybko i mieć spokój. - Będą musieli się przyzwyczaić do tego, że teraz właściwie zamieszkają w Piaskownicy, która miała swój urok, ale znajdowała się na prawdziwym zadupiu, co łączyło się z tym, że powinni mieć na uwadze to, że większość rzeczy wypadało mieć pod ręka, nawet głupie jedzenie, bez którego niestety nie mogli żyć.
- Jeśli tak mówisz, to kimże jestem, aby cię do tego zmuszać. - Był w stanie określić swoje siły, nie zamierzała negować tego, co mówił. - Odpoczniesz w Piaskownicy, może tak faktycznie będzie lepiej. - Z dala od tego całego zgiełku miasta i problemów, które nadeszły do nich z zupełnie niespodziewanej strony. Tak, to był całkiem dobry pomysł. Będą mogli zaszyć się tam, przemyśleć wszystko na spokojnie i zająć się swoimi sprawami, ułożyć jakiś plan na tę przyszłość, która okazała się być nieco inna od tego, co planowali.
Wiedziała, że ta zmiana otoczenia może im służyć. Oddalą się od tej paniki, która ogarnęła społeczeństwo. Przegadają wszystko na spokojnie, podzielą się swoimi przemyśleniami, a do tego trochę wypadałoby, aby przygotowali swoje gniazdko na ich kilkutygodniowy pobyt.