Nie co, tylko kogo pewnie zażartowałby z Tessą jeszcze miesiąc temu, ale to nie był dobry miesiąc dla niego. To był miesiąc obsesji i pokuty.
— Podobno kocie futro wytwarza cząsteczki, które realnie działają na nasze samopoczucie, poprawiając je. Nie zaszkodzi sprawdzić — powiedział teoretyk. Jego spojrzenie emanowało troską, nawet jeżeli udawał, że to normalne, że pani Longbottom przechodzi jakiś kryzys w ich kuchni i można rozwiązać to wolontariatem na rzecz puszystych pupili.
Zasalutował Brennie palcami dołożonymi na chwilę do czoła, tymi samymi, które trzymały papierosa.
To nie tak, że Morpheus się nie bał. Morpheus żył w lęku każdego swojego dnia, tyle rzeczy mogło pójść nie po jego myśli, tyle błędów popełnić. Mógł zapomnieć lub zbić fiolkę z insuliną, sprawiając że zapadnie w śpiączkę i zostanie śpiącą królewną, której nie obudzi pocałunek prawdziwie miłości, bo jej nie miał. I oczywistym było, że obie kobiety obok niego kochały go na swój sposób, wiele osób to robiło, nic z tego nie było jednak w tradycyjnym znaczeniu, a tak jak magia lubiła być przewrotna i kapryśna, w takich zazwyczaj nie dało się jej przechytrzyć. Morpheus od dziecka bał się, że powie coś bardzo, bardzo złego, pod wpływem swojego daru i zniszczy komuś życie zanim ono samo z siebie się rozsypie lub zrobi to niepotrzebnie przez nadinterpretację jego słów. Bał się za każdym razem, gdy cofał się w czasie, gdy wchodził do Departamentu Tajemnic, gdy ćwiczył nowych uczniów. Morpheus nie był odważny, na pewnym etapie po prostu zadusił strach tytoniem, alkoholem i wątpliwej jakości rozrywkami, jak chodzenie na przyjęcia z inną twarzą, w obroży, jako zwierzątko Antoniusza.
Wystawił łokieć w stronę szwagierki. Nigdy nie zaakceptował jej rozwodu z Clemensem. Quintessa była Longbottom i koniec. Zresztą, zdawało się, że cała rodzina wymieniła członka rodziny, gdy wydziedziczono jego brata. W rzeczywistości jednak była to kolejna rana na ciele, jak śmierć Derwina i Aurory. Śmiech jego starszego brata był tak samo częścią tych murów, jak zapach perfum Tessy, jego dziwne wędrówki po korytarzach, jak zawsze pospieszne kroki Brenny czy parabole nastrojów Erika.
— Mam pewne informacje, że na to, co cię trawi rozwiązanie mają koty Figgów i ich rytuał — objaśnił, nie wyjaśniając niczego, a następnie zabrali się teleportem w ramiona miedzywymiaru i w okolice Azylu.