20.01.2023, 21:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2023, 21:47 przez Florence Bulstrode.)
Florence upiła ostrożnie łyk wciąż gorącej herbaty. Obserwowała Patricka, w duchu rozważając próbę spojrzenia w przyszłość. Wobec znajomych świadomie robiła to rzadko: zawsze wydawało się jej pewnym naruszeniem prywatności.
Z drugiej strony nie planowała sprawdzać, co takiego Patrick chciał zrobić jutro czy pojutrze, a jedynie co konkretnie chciał jej powiedzieć. Bo miała wrażenie, że Steward wciąż krążył wokół tematu, jakby próbował czymś się podzielić, ale nie był pewny, w jaki sposób ubrać to w słowa. Gdy jednak skupiła się na moment, żadne obrazy ani słowa się nie pojawiły: pierzchły, kryjąc skutecznie intencje Patricka.
Nie dała niczego po sobie poznać. Nawet jej aura nie zdradziła rozczarowania, bo i go nie odczuwała. Za to zaczynała się odrobinę martwić.
- To byłby ten sam, paskudny świat, w którym żyjemy. Pytanie chyba brzmi: jaką byłbyś wtedy osobą – sprostowała łagodnie, odstawiając herbatę. Na języku wciąż czuła smak jabłek i cynamonu, ciepło naczynia przyjemnie grzało wnętrze dłoni, przyjemny zapach unosił się znad filiżanki. Miły dzień, miłe miejsce, i tylko myśl o porwanym chłopcu i rodzinnej tajemnicy psuła atmosferę.
Kim by był, gdyby go zostawił?
Na pewno nie Patrickiem, którego znała.
- Wspominałam kiedyś, że moja matka jest z Prewettów? – spytała po chwili, pozornie bez związku z samą rozmową. Prewettowie, hodowcy koni, właściciele stadnin, kasyn, hazardziści, bogacze… oficjalnie. Nieoficjalnie? Cóż, mówiło się o tym czasem w kuluarach. A Florence nie bez powodu nie przyjmowała nigdy pieniędzy od dziadka czy wuja. – Sama nie wiem, ile nielegalnych zakładów ma moja rodzina i jak daleko posunęli się niektórzy z nich. Ani jak głęboko w to wszystko jest zamieszana moja matka.
Albo kuzynka Seraphina. Czy nawet młodszy brat Atreus.
- Nie byłabym szczęśliwa, gdyby nagle to nazwisko i zdjęcie matki albo dziadka pojawiło się na pierwszych stronach Proroka i wpłynęło na moją pozycję w szpitalu. To, co robią, nie ma w końcu nic wspólnego ze mną – uzupełniła, upijając kolejny łyk herbaty. – Ale poradziłabym z tym sobie, bo jestem dorosłą kobietą. Ci ludzie też sobie poradzą. Bo jeżeli dobrze rozumiem, to nie tak, że popełnili jakieś przestępstwo?
Patrick w końcu pracował w Ministerstwie Magii. Florence, być może mylnie, zakładała, że gdyby problem polegał na czymś takim, sprawa już dawno zostałaby zgłoszona.
Z drugiej strony nie planowała sprawdzać, co takiego Patrick chciał zrobić jutro czy pojutrze, a jedynie co konkretnie chciał jej powiedzieć. Bo miała wrażenie, że Steward wciąż krążył wokół tematu, jakby próbował czymś się podzielić, ale nie był pewny, w jaki sposób ubrać to w słowa. Gdy jednak skupiła się na moment, żadne obrazy ani słowa się nie pojawiły: pierzchły, kryjąc skutecznie intencje Patricka.
Nie dała niczego po sobie poznać. Nawet jej aura nie zdradziła rozczarowania, bo i go nie odczuwała. Za to zaczynała się odrobinę martwić.
- To byłby ten sam, paskudny świat, w którym żyjemy. Pytanie chyba brzmi: jaką byłbyś wtedy osobą – sprostowała łagodnie, odstawiając herbatę. Na języku wciąż czuła smak jabłek i cynamonu, ciepło naczynia przyjemnie grzało wnętrze dłoni, przyjemny zapach unosił się znad filiżanki. Miły dzień, miłe miejsce, i tylko myśl o porwanym chłopcu i rodzinnej tajemnicy psuła atmosferę.
Kim by był, gdyby go zostawił?
Na pewno nie Patrickiem, którego znała.
- Wspominałam kiedyś, że moja matka jest z Prewettów? – spytała po chwili, pozornie bez związku z samą rozmową. Prewettowie, hodowcy koni, właściciele stadnin, kasyn, hazardziści, bogacze… oficjalnie. Nieoficjalnie? Cóż, mówiło się o tym czasem w kuluarach. A Florence nie bez powodu nie przyjmowała nigdy pieniędzy od dziadka czy wuja. – Sama nie wiem, ile nielegalnych zakładów ma moja rodzina i jak daleko posunęli się niektórzy z nich. Ani jak głęboko w to wszystko jest zamieszana moja matka.
Albo kuzynka Seraphina. Czy nawet młodszy brat Atreus.
- Nie byłabym szczęśliwa, gdyby nagle to nazwisko i zdjęcie matki albo dziadka pojawiło się na pierwszych stronach Proroka i wpłynęło na moją pozycję w szpitalu. To, co robią, nie ma w końcu nic wspólnego ze mną – uzupełniła, upijając kolejny łyk herbaty. – Ale poradziłabym z tym sobie, bo jestem dorosłą kobietą. Ci ludzie też sobie poradzą. Bo jeżeli dobrze rozumiem, to nie tak, że popełnili jakieś przestępstwo?
Patrick w końcu pracował w Ministerstwie Magii. Florence, być może mylnie, zakładała, że gdyby problem polegał na czymś takim, sprawa już dawno zostałaby zgłoszona.
Rzut Z 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana