Wiedziała, co oznacza to spojrzenie. To było jasne. Czasem jego żądania były naprawdę trudne do spełnienia, ciężko jej było walczyć ze swoją naturą, wiele ją to kosztowało, ale miała świadomość, że nie przyjmie innej odpowiedzi. Nie miała pojęcia, kiedy zaczęła być taka uległa, sztuka kompromisu ją do tego doprowadziła, chociaż czy to był faktycznie tak do końca kompromis? Nie przyjąłby innej odpowiedzi, miała tego świadomość. Nie chciała jednak wprowadzać niepotrzebnego zamieszania, wiedziała, że jeśli coś się zesra, to będzie mogła nieco zmodyfikować swoje podejście. Najlepiej tak, aby się o tym nie dowiedział. Kiedy przychodziło o walkę o życie, szczególnie jego nie miała zamiaru dotrzymywać słowa. Mógł być na nią wkurwiony, mógł się z nią kłócić, mógł się na nią obrażać, mówić, że nie jest słowna, ale najważniejsze było to, że nadal był przy niej. Mogłaby za nim wskoczyć w ogień, aby go ocalić, czy mu się to podobało, czy nie.
Wolała więc dla świętego spokoju potwierdzić, że właśnie tak będzie, że postawi siebie ponad nim, ponad kimkolwiek, ale nie była pewna, że faktycznie tak się stanie. Miała miękkie serce, chociaż może nie było tego po niej widać, i często reagowała, gdy nie powinna na krzywdę innych, nawet obcych. Kiedy więc przychodziło o tych najbliższych, cóż byłaby w stanie dla nich przenosić góry, jeśli pojawiłaby się taka potrzeba.
Miała świadomość, że gdyby do tego doszło to nie skończyłoby się to szczególnie przyjemnie. To też mieli za sobą, zdarzyło się raz bardzo konkretnie, ale przynajmniej przeżyli razem, nie musiała podnosić się po stracie, właściwie to wiedziała, że by jej nie przeżyła, więc w ogóle bez sensu było myśleć, co by było gdyby. Najważniejsze było to, że nadal byli tutaj razem, bez względu na wszystko.
Była w stanie znosić jego wkurwienie, właściwie to mogłaby nawet przeżyć to, że postanowiłby ją zostawić przez takie postępowanie, bo najważniejsze, że nie straciłby życia, mogłaby znieść każdą konsekwencję wynikająca z jej czynów, ale nie wybaczyłaby sobie, gdyby stała mu się krzywda kiedy była obok. Czasem wydawało jej się, że nie do końca docenia jej umiejętności, ona naprawdę potrafiła zadbać o siebie, a przede wszystkim o innych, była w stanie ich uratować. Jasne, łączyła to z troską, zresztą sama przecież martwiła się o niego w podobny sposób, ale może przydałoby się im więcej zaufania co do własnych zdolności.
- Niestety, żadna siła wyższa nie zechciała mnie pobłogosławić dodatkowymi mocami, nad czym okropnie ubolewam, jestem całkowicie normalna. - Tak, nie została wybrańcem, niestety. Nie miała żadnych ukrytych talentów. Wiedziała, że w świecie czarodziejów istniają różne dodatkowe możliwości, jak chociażby metamorfomagia, której okropnie zazdrościła, ale ona nie była nikim wyjątkowym. Może i lepiej, i tak nie była do końca normalna, a gdyby jeszcze otworzyło się u niej trzecie oko to dopiero mogłaby ześwirować.
Nauczyła się już, że jego obecność przynosiła jej spokój. Co by się nie działo, to naprawdę zawsze przynosiło ukojenie. Cieszyło ją to, że w końcu tu dotarł, bo dopiero teraz zaczęła patrzeć na to co się wydarzyło z większym dystanem, przestały nią kierować te negatywne emocje, które pojawiły się wczoraj. Miała wrażenie, że razem naprawdę są w stanie sobie z tym poradzić.
[a]Przymknęła oczy, kiedy ich czoła się do siebie zbliżyły, nie sądziła kiedykolwiek, że druga osoba będzie w stanie jej dawać takie poczucie bezpieczeństwa, jakie od niego dostawała to było coś niesamowitego.
- Nie zamierzam. - Wiedziała, że nie znosi jej fajek, ale tym razem tego nie komentował, cóż, widać robił się przy niej nieco bardziej wyrozumiały, a może chodziło o tę sytuację w której się znaleźli.
- Dobrze. - Nie miała jakichś szczególnie wielkich potrzeb związanych z przenoszeniem swoich rzeczy. Potrzebowała broni i właściwie nic więcej. Yaxleyówna nie należała do osób, które musiały posiadać jakąś ogromną ilość przedmiotów. Podczas swoich podróży nauczyła się ograniczać swój ekwipunek do minimum. Właściwie zabierała ze sobą tylko to, co była w stanie zmieścić do niewielkiego plecaka.
Ustalili więc wstępny plan działania, i nawet jeśli nie była zbyt przekonana co do tego, że on nie jest zmęczony, to wcale tego nie kwestionowała. Powiedział, że sobie poradzi, to na pewno tak będzie, nigdy przecież jej nie zawiódł, więc nie miała powodu, aby nie wierzyć mu na słowo. Znał swoje możliwości, to on najlepiej potrafił ocenić swoje siły, zresztą była obok, gdyby jednak było inaczej to pozostawała w gotowości, aby go wspierać.
Zdawała sobie sprawę, że gdyby naciskała na to, żeby odpoczął, to pewnie wziąłby jej zdanie pod uwagę, zawsze brał, nigdy jej nie ignorował, więc to nie tak, że nie mogła zareagować, zupełnie przeciwnie, ale darzyła go zaufaniem, więc nie dyskutowała niepotrzebnie na ten temat.
- Taki problem to nie problem. - Powiedziała całkiem pewnym tonem głosu. Nie oszukujmy się, Yaxleyówna nie miała problemu z tym, żeby sięgnąć po to co nie należało do niej. Kradzież nie była czymś, co wzbudzało w niej jakiekolwiek moralne wątpliwości. Zakopali razem człowieka w lesie, zabili go, powinien sobie zdawać sprawę, że akurat to nie będzie robić na niej żadnego wrażenia. - Powinniśmy sobie z tym poradzić. - Nie wydawało jej się to jakieś trudne do zrealizowania, szczególnie, że mieli magię, bardzo łatwo przyjdzie im oszukanie mugoli. Będą musieli jednak trafić na jakichś całkiem bogatych, bo wydawało jej się, że będą potrzebować sporo tej gotówki. Cóż na pewno sobie poradzą.
Prychnęła słysząc jego kolejne słowa. To zdecydowanie nie było coś, czego się spodziewała. Pewne czynności wydawały jej się nie do ogarnięcia i jedną z nich było właśnie gotowanie. - W takim wypadku jesteśmy straceni, mój drogi. - Unikała kuchni, to nie było jej miejsce na ziemi. Bała się, że może coś podpalić, lub jeszcze gorzej, po pamiętnej lekcji eliksirów którą przeżyła na piątym roku - wybuchnąć. - Wiesz, można się żywić też samym chlebem, czy coś, zawsze są różne opcje. - Jeśli chodzi o wyżywienie była gotowa sięgać po tej najprostsze. Nie ma się, co oszukiwać, gdyby nie Ambroise ich dieta pewnie wyglądałaby właśnie w taki sposób, szczególnie w Whitby, o którym nie wiedziała jej skrzatka domowa, która dostarczała jej posiłki na Horyzontalną.