25.10.2024, 13:37 ✶
Uniósł brwi, najpierw na podłodze znajduje ślady po rytuale przeprowadzanym według praktycznie zapomnianej już modły, a teraz takie rewelacje? Morpheus sprzątający coś samodzielnie, bez użycia magii, ale żeby zejść na dół to używał teleportacji. Nie trzeba tu było detektywa z Brygady Uderzeniowej, żeby poskładać jedno z drugiem. Jednak Thomas nie był wścibski i rozumiał potrzeby innych do własnych spraw, dlatego też zazwyczaj nie wściubiał nosa tam gdzie nie powinien.
- I wygrywasz wujku? - zapytał niewinnie, ile razy to słyszał kiedy za młodu uczył go grać w szachy i gdy potem widział, że z kimś gra partię. Z drugiej jednak strony, poszanowanie dla cudzej prywatności gryzło się z faktem, że Thomas nie mógł przejść obojętnie obok osoby, która potrzebowała pomocy, a już szczególnie nie jeśli był to ktoś mu bliski. A jednak przyszywany wujek był kimś istotnym w jego życiu, jakby na to nie patrzeć.
Ale przed pytaniami ze strony Figga uratowany Morpheus został poprzez pojawienie się Shafiqa, przy kolejnej osobie nie chciał wypytywać go o samopoczucie, wszak to co innego niż rozmowa w cztery oczy.
Wbrew podejrzeniom Morpheusa, jego koci bratanek wcale nie grał w te stronę, ale zapewne to co powiedział wcale nie pomogło rozwiać wątpliwości Longbottoma. Zapewne pomogłoby, gdyby w końcu w jego życiu pojawiłaby się jakaś kobieta, ale na to musieli wszyscy czekać, bo Thomas nie szukał aktywnie miłości. Pasywnie w sumie też nie, już dawno się z tym poddał.
- Ale muszę ci powiedzieć, że po ostatnim razie to przez tydzień miałem problemy z siedzeniem, następnym razem trzeba być ostrożnym - co prawda było to związane z wyjątkowo upartymi skaczącymi kaktusami, na które wpadli niespodziewanie podczas wędrówki w Meksyku.
Relacja z Anthonym była dla niego dziwna i ekscytująca zarazem. Choć często występowali w sytuacji, kiedy to młodszy mężczyzna po prostu był zatrudniony przez starszego, to odrzucenie konwenansów było dość proste dla Thomasa. W końcu trudno jest zachować rezerwę, kiedy znajomość spędzasz od spędzenia z kimś kilkunastu godzin w zamkniętym grobowcu z marną wizją wydostania się na zewnątrz - takie rzeczy zbliżają.
- To jakaś osoba, której rodzice robili zawody z rodzicami Dumbledora kto nada dziecku dłuższe imię? - parsknął i pokręcił głową na boki, kiedy usłyszał od kogo wuj kupił ten posiadłość.
Przypatrywał się Morpheusowi, który testował swój sygnet. Starał się go zrobić jak najłatwiejszym do używania, biorąc pod uwagę to w jakim celu został poproszony o jego stworzenie. Wpatrywał się jak sygnet zmienia się w rapier z koszem obłękowym, tak jak otrzymał informację w liście wraz z rzeczonym sygnetem. Czekał na werdykt, czy przedmiot sprawdza się z tym czego oczekiwano od jego pracy.
- Nową zabawką będzie to - powiedział sięgając po jeszcze jeden sygnet i podał go tym razem drugiemu z mężczyzn. Był to zwykły srebrny sygnet z runą wyrytą na górze. Dobrze przemyślaną runą, która oznaczała ni mniej ni więcej jak bezpieczną podróż. Uśmiechnął się niewinnie i cofnął o dwa kroki. - Tak samo jak z tym drugim, załóż i potrzyj runę kciukiem drugiej dłoni - zwrócił się do Anthonego z tym niewinnym uśmiechem, który obaj mężczyźni mogli zidentyfikować. Był to ten specyficzny uśmiech, który gościł mu na ustach, kiedy wiedział, że zaraz nastąpi kulminacyjna cześć żartu.
- I wygrywasz wujku? - zapytał niewinnie, ile razy to słyszał kiedy za młodu uczył go grać w szachy i gdy potem widział, że z kimś gra partię. Z drugiej jednak strony, poszanowanie dla cudzej prywatności gryzło się z faktem, że Thomas nie mógł przejść obojętnie obok osoby, która potrzebowała pomocy, a już szczególnie nie jeśli był to ktoś mu bliski. A jednak przyszywany wujek był kimś istotnym w jego życiu, jakby na to nie patrzeć.
Ale przed pytaniami ze strony Figga uratowany Morpheus został poprzez pojawienie się Shafiqa, przy kolejnej osobie nie chciał wypytywać go o samopoczucie, wszak to co innego niż rozmowa w cztery oczy.
Wbrew podejrzeniom Morpheusa, jego koci bratanek wcale nie grał w te stronę, ale zapewne to co powiedział wcale nie pomogło rozwiać wątpliwości Longbottoma. Zapewne pomogłoby, gdyby w końcu w jego życiu pojawiłaby się jakaś kobieta, ale na to musieli wszyscy czekać, bo Thomas nie szukał aktywnie miłości. Pasywnie w sumie też nie, już dawno się z tym poddał.
- Ale muszę ci powiedzieć, że po ostatnim razie to przez tydzień miałem problemy z siedzeniem, następnym razem trzeba być ostrożnym - co prawda było to związane z wyjątkowo upartymi skaczącymi kaktusami, na które wpadli niespodziewanie podczas wędrówki w Meksyku.
Relacja z Anthonym była dla niego dziwna i ekscytująca zarazem. Choć często występowali w sytuacji, kiedy to młodszy mężczyzna po prostu był zatrudniony przez starszego, to odrzucenie konwenansów było dość proste dla Thomasa. W końcu trudno jest zachować rezerwę, kiedy znajomość spędzasz od spędzenia z kimś kilkunastu godzin w zamkniętym grobowcu z marną wizją wydostania się na zewnątrz - takie rzeczy zbliżają.
- To jakaś osoba, której rodzice robili zawody z rodzicami Dumbledora kto nada dziecku dłuższe imię? - parsknął i pokręcił głową na boki, kiedy usłyszał od kogo wuj kupił ten posiadłość.
Przypatrywał się Morpheusowi, który testował swój sygnet. Starał się go zrobić jak najłatwiejszym do używania, biorąc pod uwagę to w jakim celu został poproszony o jego stworzenie. Wpatrywał się jak sygnet zmienia się w rapier z koszem obłękowym, tak jak otrzymał informację w liście wraz z rzeczonym sygnetem. Czekał na werdykt, czy przedmiot sprawdza się z tym czego oczekiwano od jego pracy.
- Nową zabawką będzie to - powiedział sięgając po jeszcze jeden sygnet i podał go tym razem drugiemu z mężczyzn. Był to zwykły srebrny sygnet z runą wyrytą na górze. Dobrze przemyślaną runą, która oznaczała ni mniej ni więcej jak bezpieczną podróż. Uśmiechnął się niewinnie i cofnął o dwa kroki. - Tak samo jak z tym drugim, załóż i potrzyj runę kciukiem drugiej dłoni - zwrócił się do Anthonego z tym niewinnym uśmiechem, który obaj mężczyźni mogli zidentyfikować. Był to ten specyficzny uśmiech, który gościł mu na ustach, kiedy wiedział, że zaraz nastąpi kulminacyjna cześć żartu.
Anthony