Może nie Mung? Może lepiej pokój w Dziurawym Kotle, przeszło jej przez myśl, gdy nieznajomy machnął ręką na oferowane przez nią dobra. Może tam, w zaciszu wynajętego pokoju, zwinięta kłębek pod pierzyną mogłaby pozbyć się otaczającego ją chłodu?
Zmarszczyła brwi, jakby w pierwszej chwili nie zrozumiała tego, co powiedział zakapturzony czarodziej. Powolnie odsunęła rękę od niego i z wysiłkiem, by nie rozsypać trzymanych weń drobiazgów, wycelowała w boczną kieszeń płaszcza. Monety zadzwoniły, jakby smutno i z żalem, że nie chciał ich przyjąć.
— Przysługę? — powtórzyła, chcąc się upewnić, że to rzeczywiście były jego słowa, a nie jej wyobraźnia.Przysługi były walutą niebezpieczną, bo między innymi nieprzewidywalną. Nie była osobą, która słowami "możesz na mnie liczyć o każdej porze dnia i nocy" szastała na lewo i prawo. Mimo że pomocy, nawet nieznajomym nie odmawiała. Wręcz przeciwnie, widząc, jak ktoś boryka się z jakimiś problemami, była jedną z pierwszych, które zaoferują swą różdżkę lub dłoń, by wesprzeć. Tylko obietnica pomocy lub tak zwana przysługa to coś zupełnie innego niż ot dobry uczynek. Zobowiązanie się komuś do nie wiadomo czego na nieograniczony czas, było czymś groźnym. W dodatku wypełnienie warunków tej słownej umowy zależało jedynie od widzimisię tego, komu się poprzysięgło. Co jak czarodziej stwierdzi, że do spłacenia długu, jaki Regina miała u niego zaciągnąć, trzeba zrobić więcej niż jedną lub dwie małe rzeczy? Wielkość wkładu i tym podobne były czymś względnym, nieprawdaż?
Może gdyby Olbrzymka była przytomniejsza, to te myśli odwiodłyby ją od przystania na propozycję lub chociaż by się zawahała. Tylko że na domniemania pokroju co by było, gdyby hipogryf miauczał, zamiast skrzeczeć, nie było tutaj przestrzeni.
Kobieta zdecydowanie i zamaszyście skinęła głową, aż ją majtnęło do przodu, ale utrzymała równowagę. Zamglonym spojrzeniem przesunęła po jego osobie i żeby nie miał żadnych złudzeń, powiedziała:
— Tak. Mamy... mamy jasność. Masz... Masz moje.... słowo.I na dobrą sprawę Ambroise mógł bezpardonowo stwierdzić, że jej słowo jest gówno warte i nie miałaby żadnej podstawy, by go za to winić, ani też sił, by go przekonywać.
Nie mógł wiedzieć, że Rowle ceniła słowność nie tylko u innych, ale przede wszystkim u siebie i może nie unosiła się honorem, ale uważała, że danego słowa nie można złamać, bo i co wtedy człowiekowi zostaje? Jej znajomi o tym wiedzieli, zwłaszcza ci, z którymi uczęszczała do Hogwartu.
Zimno nie ustępowała, a wręcz przeciwnie, podczas tej rozmowy przybrało na sile i Regina zaczęła się mimowolnie trząść. Drżenie postępowało od dołu, od nóg, które zwiastowały, że Olbrzymka długo już się na nich nie utrzyma. Przynajmniej nie bez pomocy lub jakiegoś podparcia. Mogłaby wrócić do drzewa za swymi plecami, ale to znowu wymagało ruchu, na który tak bardzo nie miała już siły.
— Proszę... — zaczęła zdławionym głosem. — Nie chcę... nie chcę zostać tutaj... Tutaj sama.I naprawdę się tego obawiała, że czarodziej, pomimo danego przez nią słowa, zostawi ją tu samą i zniknie, niczym jakaś mara lub wytwór jej zaklętej wyobraźni. A chłód i samotność pochłoną ja do reszty lub wyciągną na wierzch wszystkie strachy, obawy i stare rany, które nie mogły się zagoić.