25.10.2024, 20:13 ✶
Wieczorny chaos w Mungu bardzo skutecznie doprowadził Greengrassa do stanu, w którym mężczyzna nie okazywał zbyt dużo zrozumienia wobec ludzkiej głupoty. To nie tak, że jemu nie zdarzyło się popić i podejmować głupich decyzji. Może nie zamierzał się do tego przyznawać, ale zdarzało mu się to nawet częściej niż rzadziej. Zwłaszcza wcześniej, kiedy alkohol powodował u niego całkiem przyjemne efekty a nie skłonność do zgrzytania zębami.
Bez wątpienia miał dużo różnych doświadczeń związanych ze zbyt dużą ilością procentów oraz rodzinnymi kontaktami. Szczególnie, że jego niedoszły teść zdecydowanie nie wylewał za kołnierz. Kiedy Gerard zrozumiał, że z płatnego prywatnego medyka nagle zyskał całkowicie darmową pomoc medyczną dostępną niemal na skinienie ręki za stosunkowo niską cenę, umówmy się: trudnej do opanowania córki, poszedł w to jak hipogryf w... ...kij wie, co... ...Roise nie miał bladego pojęcia o zwyczajach żywieniowych hipogryfów.
Istotne było to, że walijski samogon z pobliskiej wioski łał się wodospadami za każdym razem, gdy decydowali się odwiedzać Snowdonię w celach rodzinno-towarzyskich. Bowiem w pracy (nawet takiej będącej bardziej wolontariatem) Greengrass nie zwykł pić. Z wiadomych powodów bywali tam stosunkowo rzadko. Zresztą piekielna żona emerytowanego łowcy również sprawiała, że te wizyty były niechętne, ale za każdym razem bardzo interesujące.
Choć nikt nigdy nie rzucał podczas nich żadnych pochopnych medycznych zaklęć. Szczególnie nie tego cholernego Episkey! które było kością w gardle chyba każdego szanującego się uzdrowiciela. Słysząc o kolejnym z rzędu przypadku chyba użycia Episkey Ambroise już nawet nie próbował tego skomentować.
Po prostu westchnął ciężko, kiwając głową i pozostawiając Basiliusowi odnotowanie tego faktu. Jego pismo było bardzo nieczytelne, typowo lekarskie, więc zazwyczaj uciekał się do korzystania z samonotujących piór, które (jak wiadomo) co rusz waliły jakieś błędy.
Przynajmniej udało im się zażegnać część kryzysu. Szczególnie, że posłany stażysta całkiem sprawnie wrócił z eliksirem i to właśnie tym, którego potrzebowali. O dziwo się nie pomylił, co Ambroise automatycznie przypisał swoim wyjątkowym metodom wbijania młodym wiedzy do głów. Gdyby udało im się jeszcze włączyć Basiliusa do akademickiego grona wykładowców, być może z powodzeniem byliby w stanie podwyższyć stosunkowo niski poziom Munga.
Niewątpliwie zamierzał ponownie wrócić do tego tematu, jednak dopiero po zajęciu się odlatującym pacjentem, który kolejnym cudem dał radę wypić odtrutkę i nie zwrócić jej dokładnie w tej samej chwili. Dzięki temu zdjęcie efektów pochopnie rzuconego zaklęcia było wyłącznie formalnością. Znacznie mniejszą niż późniejsze wypełnienie raportów i dokumentacji, niestety, bowiem nieszczęśnik znikł ze szpitala po kolejnych dwóch godzinach a papiery zostały.
To była długa, naprawdę długa noc z powodzeniem mogąca konkurować z pełnią księżyca. Taka środa pełni - mały pełniowy piątek.
Bez wątpienia miał dużo różnych doświadczeń związanych ze zbyt dużą ilością procentów oraz rodzinnymi kontaktami. Szczególnie, że jego niedoszły teść zdecydowanie nie wylewał za kołnierz. Kiedy Gerard zrozumiał, że z płatnego prywatnego medyka nagle zyskał całkowicie darmową pomoc medyczną dostępną niemal na skinienie ręki za stosunkowo niską cenę, umówmy się: trudnej do opanowania córki, poszedł w to jak hipogryf w... ...kij wie, co... ...Roise nie miał bladego pojęcia o zwyczajach żywieniowych hipogryfów.
Istotne było to, że walijski samogon z pobliskiej wioski łał się wodospadami za każdym razem, gdy decydowali się odwiedzać Snowdonię w celach rodzinno-towarzyskich. Bowiem w pracy (nawet takiej będącej bardziej wolontariatem) Greengrass nie zwykł pić. Z wiadomych powodów bywali tam stosunkowo rzadko. Zresztą piekielna żona emerytowanego łowcy również sprawiała, że te wizyty były niechętne, ale za każdym razem bardzo interesujące.
Choć nikt nigdy nie rzucał podczas nich żadnych pochopnych medycznych zaklęć. Szczególnie nie tego cholernego Episkey! które było kością w gardle chyba każdego szanującego się uzdrowiciela. Słysząc o kolejnym z rzędu przypadku chyba użycia Episkey Ambroise już nawet nie próbował tego skomentować.
Po prostu westchnął ciężko, kiwając głową i pozostawiając Basiliusowi odnotowanie tego faktu. Jego pismo było bardzo nieczytelne, typowo lekarskie, więc zazwyczaj uciekał się do korzystania z samonotujących piór, które (jak wiadomo) co rusz waliły jakieś błędy.
Przynajmniej udało im się zażegnać część kryzysu. Szczególnie, że posłany stażysta całkiem sprawnie wrócił z eliksirem i to właśnie tym, którego potrzebowali. O dziwo się nie pomylił, co Ambroise automatycznie przypisał swoim wyjątkowym metodom wbijania młodym wiedzy do głów. Gdyby udało im się jeszcze włączyć Basiliusa do akademickiego grona wykładowców, być może z powodzeniem byliby w stanie podwyższyć stosunkowo niski poziom Munga.
Niewątpliwie zamierzał ponownie wrócić do tego tematu, jednak dopiero po zajęciu się odlatującym pacjentem, który kolejnym cudem dał radę wypić odtrutkę i nie zwrócić jej dokładnie w tej samej chwili. Dzięki temu zdjęcie efektów pochopnie rzuconego zaklęcia było wyłącznie formalnością. Znacznie mniejszą niż późniejsze wypełnienie raportów i dokumentacji, niestety, bowiem nieszczęśnik znikł ze szpitala po kolejnych dwóch godzinach a papiery zostały.
To była długa, naprawdę długa noc z powodzeniem mogąca konkurować z pełnią księżyca. Taka środa pełni - mały pełniowy piątek.
Koniec sesji
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down