Owszem, w Little Hangleton trudno było komuś zaufać. Zwłaszcza komuś z zupełnie zasłoniętą twarzą, na kogo wpadło się całkowitym przypadkiem, przebijając się, jak się niedługo potem okazało, przez magiczne i niebezpieczne kwiatki. Albo odwrotnie, trudno było zaufać komuś, kto był wielkości szafy gdańskiej i zniweczył wszelkie plany na ten dzień, wyskakując z krzaków, jak ścigany odyniec.
Jak najbardziej, w Little Hangleton i jego okolicach ufali tylko idioci, przyszłe trupy lub oba na raz. Do której z grup należała Regina? Pewnie gdyby była na tyle przytomna, by zrozumieć pytanie i nadal odczuwała to, co teraz, to odpowiedziałaby, że była połączeniem obu grup. Czemu? Bo odpowiedziała mu szczerze:
— Regina... Regina Rowle.Natychmiast skorzystała z wyciągniętej do niej ręki. Złapała go za przedramię i wyglądało, jakby to na chwilę wystarczało. Dotyk drugiego człowieka, namacalność jego osoby i fakt, że czuła pod dłonią ludzkie ciepło, zatrzymały na chwilę postępującą panikę i drżenie ciała.
— Spróbujmy... Spróbujmy z... Wioską. — odpowiedziała, marszcząc z wysiłku brwi.Bliskość drugiego człowieka pomogła na chwilę, ale chłód i uczucie pustki w sercu nadal trawiły ją od środka. Bała się, tak po prostu się bała, że ów człowiek zaraz ją porzuci. Pomimo danego przez nią słowa, mimo że sam proponował, co mogą zrobić, rozmyśli się i ją zostawi na pastwę tego, co robiła z nią magia samotniczki.
O ile dał jej taką możliwość, to postąpiła krok do przodu, by sprawdzić, czy nogi nie odmówią jej posłuszeństwa.
— Jest. Tak. Bardzo... Bardzo zimno. — wydukała, walcząc ze sobą, by nie szczękać zębami.Ponownie zmarszczyła brwi i spojrzała w bok, na czarodzieja, który kazał opowiadać sobie o matce i ojcu, braku swojego miejsca na ziemi i jakichś nieszczęściach. Czy matka była paskudna? Raczej nie, była po prostu chowana twardą ręką i nie potrafiła mówić o swoich uczuciach. Ojciec był nieobecny? Dużo pracował, zakopywał się w tych swoich badaniach, esejach i opracowaniach, bo chyba też brakowało mu ciepła od żony. Czy Regina naprawdę nie miała domu? Tak się teraz czuła, ale czy naprawdę gdyby stanęła pod drzwiami rodzinnego domu, to rodzice by jej nie wpuścili?
Okropne podszepty mówiły, że jest sama. Rodzice nie chcą jej widzieć po ostatniej wymianie listów. Na pewno w domu w Walii nie ma dla niej miejsca. Jest wynaturzeniem i to nie tylko przez swój wzrost. A to jak porzuciła Sikorkę? Nie była nawet na jej pogrzebie...
Znowu do oczu napłynęły łzy i w paru chwilach wyznaczyły na polikach Reginy nowe wilgotne szlaki. Prawie zatraciła się w swoich myślach, aż nie usłyszała zadanego pytania. Różnica między mantykorą a hipogryfem? Przecież, przecież to...
— Przecież to jak... — aż sapnęła ze zdziwienia. —Jak porównać lwa z koniem albo... Albo nie wiem.Od razu przed oczami miała hipogryfa, i to jeszcze z zajęć z Hogwartu, i zdjęcia oraz rysunki mantykory. Pan Skamander by się uśmiał, pomyślała. Absurdalność tego porównania wywołała jakąś dziwną wesołość, która znalazła ujście w nikłym uśmiechu.
— Wiesz... Wiesz, że tak naprawdę mantykora to przekręcona nazwa? Po...pochodzi z greckiego, ale tak naprawdę mantykory wywodzą się z Persji, a tam nazywano je mart... Czekaj, bo...bo to trudne słowo. Martjawaxarami? Znaczyło to podobnie, jak po grecku, czyli... Czyli, że "jedzący ludzi", ale...Greengras dobrze wyczuł swoją towarzyszkę, choć nie do końca dobrze ją ocenił. Daleko jej było do łowcy, ale na magicznych zwierzętach znała się naprawdę dobrze i rozmowa o nich kotwiczyła ją w "tu i teraz".
— Różnica jest znaczna. B...budowa, nastawienie i ten... I o-odżywianie, to najważniejsze. Znaczną różnicą jest jak... Coś zjada żywych lu...ludzi, a inne zwierzęta czy padlinę.Trudno było ocenić, co dla Olbrzymki jest trudniejsze - nabranie oddechu pomiędzy słowami czy dbanie o to, żeby się nie potknąć, kiedy to nogi nie do końca służyły swojej właścicielce. Mimo to z pomocą Bertranda szła całkiem sprawnie, co dawało im spore szanse na dotarcie do gospody w miasteczku.
— To, co się ze mną dzieje, to... To ta samotniczka? — spytała po chwili milczenia i wolną ręką przetarła pot perlący się na czole.Jednak ten spacer kosztował ją więcej sił, niż chciałaby przyznać.