26.10.2024, 00:38 ✶
Kiwnął głową na tak wyczerpujące rozwinięcie tematu. Oficjalnie nie miał powodu, aby podważać słuszność pozostawienia tego Wizengamotowi. Nieoficjalnie musiał ugryźć się w język (tym razem rzeczywiście to zrobił), żeby nie stwierdzić, że ich system prawny był naprawdę ułomny, skoro nawet drobne naruszenie procedur mogło zostać potraktowane jako powód do puszczenia złodziei wolno nawet po tym, co właśnie odstawili.
Zresztą nie wątpił w prawdziwość słów dziewczyny. Parokrotnie przekonał się, że sprawiedliwość była głównie pojęciem zawartym w słowniku. Nie istniała w realnym świecie a przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej podchodzili do niej młodzi i nadambitni czarodzieje. Uświadomienie sobie tego mogło być druzgocące, lecz czasem również uwalniające. Luki prawne z powodzeniem dało się wykorzystać na własną korzyść. Wystarczyło wiedzieć, gdzie tkwiły i na co można było sobie pozwolić.
Nawet nie próbował żywić złudnej nadziei, że drwale (jakkolwiek bezmyślni byli) mogli wiedzieć jak się prześlizgnąć albo mieć po swojej stronie kogoś kto pomoże im to zrobić.
Ta sprawa śmierdziała już z daleka. Niemal tak samo jak aresztant, którego dostarczył Brennie. Ci mężczyźni musieli stacjonować tu całkiem długo i raczej nie opuszczali lasu ani nie mieli dostępu do bieżącej wody. Po prostu jebali. Prócz próby znokautowania przeciwników zaklęciami, teraz atakowali kwaśną wonią ich nosy. Roise skrzywił się wyraźnie, przy czym przeniósł wzrok na Longbottom starając się odwrócić uwagę od tego, że zaraz będą zmuszeni do jeszcze bliższej interakcji - teleportacji w niemal widocznej trującej chmurze.
- Mhm - nie miał zamiaru z tym dyskutować, bo nie wyglądała, jakby potrzebowała pomocy medycznej. - Gdyby coś się zmieniło to daj znać - dodał całkiem uprzejmie, bo uprzedzenie go o mdleniu albo czymś takim na pewno mogłoby być przydatne.
Nie wątpił, że Longbottom była twarda. Przynajmniej we własnych oczach, co było znacznie ważniejsze od opinii publicznej, na którą przez większość czasu należało patrzeć z dystansem, bo była zmienna i wahała się od dnia. Sam jeszcze chwilę wcześniej raczej nie pałał entuzjazmem do współpracy. Obecnie raczej też nie cieszyła go konieczność udania się z nią do Ministerstwa, ale przynajmniej trochę zweryfikował to pierwsze wrażenie. Nie było najgorsze. Ani najlepsze, prawdę mówiąc. Było neutralne, czyli dobre.
Nie znali się, ale kojarzył ten typ ludzi. Gdyby się nad tym mocniej zastanowił pewnie znalazłby z nią jakieś wspólne elementy. Również unikał cackania się ze sobą i dawania ujścia emocjom, przynajmniej na zewnątrz. Całkiem miłą odmianą była rozmowa z kimś, kto nie panikował po niespodziewanym ataku tylko od razu przechodził do rzeczy i wchodził w tryb zawodowego profesjonalizmu.
Dopóki nie wyglądało, że mogłaby nagle dostrzec, że tak właściwie to chyba dostała, ale adrenalina pozwoliła jej przeciągnąć się jeszcze przez kilka koniecznych chwil to Ambroise nie zamierzał naciskać. Niby z drugiej strony nie sprawiała również wrażenia, że wszystko jest absolutnie wspaniale, ale postanowił przyjąć tę wersję, ponieważ był całkowicie świadomy, że mieli mieć jeszcze sporo zajęć.
Niestety od strony formalności Ministerstwo Magii i ogólnie cały czarodziejski system bezprawny były mu znane. Jeszcze nigdy nie zajmował się składaniem zeznań w sprawie międzywymiarowych całkowicie normalnych złodziei drzew, ale w przeszłości wielokrotnie współpracował z Biurem przy innych burdach, awanturach i tym podobnych. Biurokracja była mu aż za dobrze znana.
Zdecydowanie wolałby tego uniknąć, ale nie było takiej możliwości. Szczególnie, że wszystkich delikwentów było zbyt wielu, żeby funkcjonariuszka mogła się z nimi zabrać całkowicie sama. Zostawienie ich tutaj nie wchodziło w grę. Zaczekanie na wsparcie byłoby idiotyczne, bo ta cała część sprawy właśnie dobiegła końca.
- Ten mój i ten z krzaków z pewnością - zawyrokował bez konieczności zbliżania się do żadnego ze wspomnianych mężczyzn, obdarzając szczura spojrzeniem i marszcząc brwi. - Potraktowanego zaklęciem będę monitorować. Animagowi też nic nie będzie. Klatka wytrzyma, jak mniemam? - Nie widział momentu, w którym Brenna wzmacniała zaklęcie, ale uplot został zmieniony.
Zacieśnił się jeszcze bardziej, nie brakowało w nim kreatywnej ręki kogoś najpewniej całkiem nieźle zaznajomionego z zabezpieczaniem aresztantów. Ambroise nie zamierzał zadawać zbędnych pytań o to czy Ministerstwo zaczęło przykładać większą wagę do szkolenia swoich pracowników, czy to było doświadczenie nabyte pozazawodowo. Miał swoją opinię na ten temat i nie potrzebował weryfikować tych informacji. Wystarczyła świadomość, że zabezpieczenie zostało wzmocnione.
Mógł jeszcze szybko rzucić okiem na drewno zgromadzone przy namiocie, odnotowując (mniej więcej) straty i kiwając głową na znak, że mogą odbyć swoją śmierdzącą podróż do Ministerstwa, podczas gdy zawezwana ekipa zajmie się całą resztą. To miał być cholernie długi dzień.
Zresztą nie wątpił w prawdziwość słów dziewczyny. Parokrotnie przekonał się, że sprawiedliwość była głównie pojęciem zawartym w słowniku. Nie istniała w realnym świecie a przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej podchodzili do niej młodzi i nadambitni czarodzieje. Uświadomienie sobie tego mogło być druzgocące, lecz czasem również uwalniające. Luki prawne z powodzeniem dało się wykorzystać na własną korzyść. Wystarczyło wiedzieć, gdzie tkwiły i na co można było sobie pozwolić.
Nawet nie próbował żywić złudnej nadziei, że drwale (jakkolwiek bezmyślni byli) mogli wiedzieć jak się prześlizgnąć albo mieć po swojej stronie kogoś kto pomoże im to zrobić.
Ta sprawa śmierdziała już z daleka. Niemal tak samo jak aresztant, którego dostarczył Brennie. Ci mężczyźni musieli stacjonować tu całkiem długo i raczej nie opuszczali lasu ani nie mieli dostępu do bieżącej wody. Po prostu jebali. Prócz próby znokautowania przeciwników zaklęciami, teraz atakowali kwaśną wonią ich nosy. Roise skrzywił się wyraźnie, przy czym przeniósł wzrok na Longbottom starając się odwrócić uwagę od tego, że zaraz będą zmuszeni do jeszcze bliższej interakcji - teleportacji w niemal widocznej trującej chmurze.
- Mhm - nie miał zamiaru z tym dyskutować, bo nie wyglądała, jakby potrzebowała pomocy medycznej. - Gdyby coś się zmieniło to daj znać - dodał całkiem uprzejmie, bo uprzedzenie go o mdleniu albo czymś takim na pewno mogłoby być przydatne.
Nie wątpił, że Longbottom była twarda. Przynajmniej we własnych oczach, co było znacznie ważniejsze od opinii publicznej, na którą przez większość czasu należało patrzeć z dystansem, bo była zmienna i wahała się od dnia. Sam jeszcze chwilę wcześniej raczej nie pałał entuzjazmem do współpracy. Obecnie raczej też nie cieszyła go konieczność udania się z nią do Ministerstwa, ale przynajmniej trochę zweryfikował to pierwsze wrażenie. Nie było najgorsze. Ani najlepsze, prawdę mówiąc. Było neutralne, czyli dobre.
Nie znali się, ale kojarzył ten typ ludzi. Gdyby się nad tym mocniej zastanowił pewnie znalazłby z nią jakieś wspólne elementy. Również unikał cackania się ze sobą i dawania ujścia emocjom, przynajmniej na zewnątrz. Całkiem miłą odmianą była rozmowa z kimś, kto nie panikował po niespodziewanym ataku tylko od razu przechodził do rzeczy i wchodził w tryb zawodowego profesjonalizmu.
Dopóki nie wyglądało, że mogłaby nagle dostrzec, że tak właściwie to chyba dostała, ale adrenalina pozwoliła jej przeciągnąć się jeszcze przez kilka koniecznych chwil to Ambroise nie zamierzał naciskać. Niby z drugiej strony nie sprawiała również wrażenia, że wszystko jest absolutnie wspaniale, ale postanowił przyjąć tę wersję, ponieważ był całkowicie świadomy, że mieli mieć jeszcze sporo zajęć.
Niestety od strony formalności Ministerstwo Magii i ogólnie cały czarodziejski system bezprawny były mu znane. Jeszcze nigdy nie zajmował się składaniem zeznań w sprawie międzywymiarowych całkowicie normalnych złodziei drzew, ale w przeszłości wielokrotnie współpracował z Biurem przy innych burdach, awanturach i tym podobnych. Biurokracja była mu aż za dobrze znana.
Zdecydowanie wolałby tego uniknąć, ale nie było takiej możliwości. Szczególnie, że wszystkich delikwentów było zbyt wielu, żeby funkcjonariuszka mogła się z nimi zabrać całkowicie sama. Zostawienie ich tutaj nie wchodziło w grę. Zaczekanie na wsparcie byłoby idiotyczne, bo ta cała część sprawy właśnie dobiegła końca.
- Ten mój i ten z krzaków z pewnością - zawyrokował bez konieczności zbliżania się do żadnego ze wspomnianych mężczyzn, obdarzając szczura spojrzeniem i marszcząc brwi. - Potraktowanego zaklęciem będę monitorować. Animagowi też nic nie będzie. Klatka wytrzyma, jak mniemam? - Nie widział momentu, w którym Brenna wzmacniała zaklęcie, ale uplot został zmieniony.
Zacieśnił się jeszcze bardziej, nie brakowało w nim kreatywnej ręki kogoś najpewniej całkiem nieźle zaznajomionego z zabezpieczaniem aresztantów. Ambroise nie zamierzał zadawać zbędnych pytań o to czy Ministerstwo zaczęło przykładać większą wagę do szkolenia swoich pracowników, czy to było doświadczenie nabyte pozazawodowo. Miał swoją opinię na ten temat i nie potrzebował weryfikować tych informacji. Wystarczyła świadomość, że zabezpieczenie zostało wzmocnione.
Mógł jeszcze szybko rzucić okiem na drewno zgromadzone przy namiocie, odnotowując (mniej więcej) straty i kiwając głową na znak, że mogą odbyć swoją śmierdzącą podróż do Ministerstwa, podczas gdy zawezwana ekipa zajmie się całą resztą. To miał być cholernie długi dzień.
Koniec sesji
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down