Szukam Raphaeli z bratem (po krzakach, unikając Jonathana)
Zauważyła, że wuj Morpheus się teleportował, może to i lepiej, bo kiedy spoglądała na niego nie wyglądał najlepiej, nie zdążyła jednak dotrzeć do mężczyny, aby sprawdzić, co się stało. Na pewno nie omieszkać wspomnieć o tym wszystkim matce, zdecydowanie powinna wiedzieć, co się wydarzyło podczas tego koncertu.
Rozglądała się uważnie i zauważyła, że Raphaela Avery gdzieś zniknęła. Nie widziała jej od długiego czasu, a powinna przecież kręcić się wśród gości, albo siedzieć z Enzo, którym wydawała się być zainteresowana, tak się jednak nie stało. Przepadła, jak kamień w wodę. Zaczęła się tym niepokoić.
Doszedł do niej brat, spoglądała na niego przez dłuższą chwilę i nie zamierzała wziąć pod uwagę opcji, że mają stąd zniknać jak wujek Morpheus. To nie wchodziło w grę. - Jessie, Raphaela gdzieś zniknęła, wiesz, ta moja koleżanka. - Próbowała mu wytłumaczyć o kogo chodzi. - Powinniśmy jej poszukać. - Nie miała pojęcia, czy ktoś również to zauważył, czy niestety nie, ale nie zamierzała zostawić znajomej w potrzebie. Kto wie, czy nie walczyła gdzieś w krzakach z jakimś natrętnym adoratorem?
- Trzymajmy się od wujka z daleka, zawsze jest nadzieja, że nas nie zauważy w tym całym zamieszaniu. - No, wolała się łudzić, że wszystko pójdzie po jej myśli. - Nie możemy się zgubić Jessie, czuję, że coś jest nie tak. - Zniknęła bariera, która uniemożliwiała teleportację, wspomniał o tym przecież Jonathan. Kto wiedział, co za chwilę się może wydarzyć. Jeśli pojawią się tu śmierciożercy to wraz z bratem mogą się stać ich pierwszym celem, z racji na to, że wszyscy wiedzieli o tym, że ich ojciec był mugolakiem.
- Chodźmy. - Wzięła brata za rękę i ruszyła biegiem przed siebie, w poszukiwaniu Raphaeli.
[a]Podążała przed siebie, biegli w stronę namiotów, ale nie wchodzili do nich tylko szukali ich naokoło, po krzakach.
Sukces!
Slaby sukces...
Rzucam dalej na percepcję, szukam w tłumie Avery.