26.10.2024, 22:17 ✶
Nigdy do końca nie była w stanie doprecyzować, co takiego dokładnie łączyło ją z Shafiqiem. Niektórzy — ci, nie mający zbyt dobrego wglądu w ich prywatne życie czy charaktery — mylnie i bardzo uparcie interpretowali ich relację jako coś, co przekracza granicę cielesności i zakrawa o romans. Ale nie, oboje byli dostrojeni do zupełnie innych tonów, choć oba rytmy nosiły to samo nazwisko.
Znali się naprawdę długo, ale Tessa dopiero od niedawna zaczęła bardziej przejmować się stanem Anthony’ego. Łapała się na tym, że częściej lustrowała jego nieprzeniknioną twarz; starała się doszukać w gestach trochę więcej, niż sam chciał mówić. Powtarzała sobie, również, że nie może też za bardzo na niego naciskać. Nie zamierzała drugi raz doprowadzić do sytuacji, kiedy czarodziej zgarnąłby nagle swoje rzeczy, zarzucił marynarką na prawe ramię i wyszedł, trzaskając drzwiami antykwariatu tak mocno, że szyld spadł z pozłacanej klamki. Co nie zmieniało faktu, że nie zamierzała ponownie podejmować spraw mugoli czy możliwych działań charytatywnych. Musiała być tylko bardziej delikatna.
— Dobrze — odparła zaraz miękko, klepiąc go pokrzepiająco drugą dłonią po kolanie. — Dobrze, niech Ci będzie, mój drogi. Poczekam na twoją decyzję.
Wylicytowane topazy zostały odłożone na bok, a Tessa zakodowała sobie w głowie, aby nie zapomnieć poinformować licytatora, że najlepiej będzie jeśli wyślą je prosto do hotelu, w którym się zatrzymali. Nie powinno być z tym najmniejszych problemów — robiła już tak kilka razy, choć… Choć wtedy wykupiła szmaragdową rzeźbę chińskiego smoka, a przy innej okazji było to zabytkowe, barokowe biureczko.
Musiała jednak przyznać, że kochała go na swój sposób. Tak mocno, jak przyjaciółka może drogiego przyjaciela. Tak bardzo, jak ktoś, kto chciałby, żeby druga osoba przejrzała na oczy. Nie śmiała wypytywać dalej o imię tajemniczego adoratora, któremu Anthony podzielał tyle uwagi. Mogła mieć podejrzenia, oczywiście, ale nie były one na tyle pewne, żeby mogła wytoczyć dowody bez obecności adwokata.
— Nie zgodziłam się jeszcze na szorowanie kolanami po podłodze — zauważyła cicho, choć zdecydowanie. Dalej nie była przekonana. Chyba już naprawdę wolałaby wrócić do latania na miotle. Może odkopie ze strychu pudła ze szkolnymi albumami i znowu poużala się nad sobą i tym, że przestała latać kilkanaście lat temu? — Najpierw muszę zobaczyć, jak ty to robisz. Dopiero wtedy pozwolę się sobie zbłaźnić.
Aukcja upłynęła potem już nader spokojnie. Longbottom ścisnęła mocniej dłoń Shafiqa (bo od momentu ucałowania jej knykci już go nie puszczała), gdy pojawiły się jej umiłowane słoneczniki. Zostały wykupione po naprawdę przystępnej cenie trzystu franków i pomimo faktycznie łuszczącej się farby, Tessa mogła śmiało przyznać, że była bardzo zadowolona z wydania tylu pieniędzy. Kusiło ją jeszcze kilka innych rzeczy, ale powstrzymała się, przynajmniej dzisiaj i przynajmniej teraz.
— Wracajmy. Nie mam dzisiaj ochoty odwiedzać paryskich restauracji ani wychodzić już poza granice naszego hotelu. — Machinalnie sięgnęła dłonią do ufryzowania, sprawdziła stan wsuwek i spinek, trzymających jej loki w ryzach. — Może nawet pozwolę Ci potem opowiedzieć sobie ze szczegółami i wszystkimi przemyśleniami spektakle, na których ostatnio byłeś, hm?
Znali się naprawdę długo, ale Tessa dopiero od niedawna zaczęła bardziej przejmować się stanem Anthony’ego. Łapała się na tym, że częściej lustrowała jego nieprzeniknioną twarz; starała się doszukać w gestach trochę więcej, niż sam chciał mówić. Powtarzała sobie, również, że nie może też za bardzo na niego naciskać. Nie zamierzała drugi raz doprowadzić do sytuacji, kiedy czarodziej zgarnąłby nagle swoje rzeczy, zarzucił marynarką na prawe ramię i wyszedł, trzaskając drzwiami antykwariatu tak mocno, że szyld spadł z pozłacanej klamki. Co nie zmieniało faktu, że nie zamierzała ponownie podejmować spraw mugoli czy możliwych działań charytatywnych. Musiała być tylko bardziej delikatna.
— Dobrze — odparła zaraz miękko, klepiąc go pokrzepiająco drugą dłonią po kolanie. — Dobrze, niech Ci będzie, mój drogi. Poczekam na twoją decyzję.
Wylicytowane topazy zostały odłożone na bok, a Tessa zakodowała sobie w głowie, aby nie zapomnieć poinformować licytatora, że najlepiej będzie jeśli wyślą je prosto do hotelu, w którym się zatrzymali. Nie powinno być z tym najmniejszych problemów — robiła już tak kilka razy, choć… Choć wtedy wykupiła szmaragdową rzeźbę chińskiego smoka, a przy innej okazji było to zabytkowe, barokowe biureczko.
Musiała jednak przyznać, że kochała go na swój sposób. Tak mocno, jak przyjaciółka może drogiego przyjaciela. Tak bardzo, jak ktoś, kto chciałby, żeby druga osoba przejrzała na oczy. Nie śmiała wypytywać dalej o imię tajemniczego adoratora, któremu Anthony podzielał tyle uwagi. Mogła mieć podejrzenia, oczywiście, ale nie były one na tyle pewne, żeby mogła wytoczyć dowody bez obecności adwokata.
— Nie zgodziłam się jeszcze na szorowanie kolanami po podłodze — zauważyła cicho, choć zdecydowanie. Dalej nie była przekonana. Chyba już naprawdę wolałaby wrócić do latania na miotle. Może odkopie ze strychu pudła ze szkolnymi albumami i znowu poużala się nad sobą i tym, że przestała latać kilkanaście lat temu? — Najpierw muszę zobaczyć, jak ty to robisz. Dopiero wtedy pozwolę się sobie zbłaźnić.
Aukcja upłynęła potem już nader spokojnie. Longbottom ścisnęła mocniej dłoń Shafiqa (bo od momentu ucałowania jej knykci już go nie puszczała), gdy pojawiły się jej umiłowane słoneczniki. Zostały wykupione po naprawdę przystępnej cenie trzystu franków i pomimo faktycznie łuszczącej się farby, Tessa mogła śmiało przyznać, że była bardzo zadowolona z wydania tylu pieniędzy. Kusiło ją jeszcze kilka innych rzeczy, ale powstrzymała się, przynajmniej dzisiaj i przynajmniej teraz.
— Wracajmy. Nie mam dzisiaj ochoty odwiedzać paryskich restauracji ani wychodzić już poza granice naszego hotelu. — Machinalnie sięgnęła dłonią do ufryzowania, sprawdziła stan wsuwek i spinek, trzymających jej loki w ryzach. — Może nawet pozwolę Ci potem opowiedzieć sobie ze szczegółami i wszystkimi przemyśleniami spektakle, na których ostatnio byłeś, hm?
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you