• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise

[13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#6
27.10.2024, 00:01  ✶  
Refleksja przyszła niemal zbyt późno. Nie dopuszczał tego do swojej świadomości, ale takie były fakty. Wystarczyłoby trzydzieści sekund więcej. Może nawet mniej niż pół minuty. Posunąłby się dalej. Podświadomie to wiedział, nawet jeśli jednocześnie wykluczał tę możliwość.
Gdyby chodziło wyłącznie o niego, możliwe że wcale nie dałby im zniknąć w lesie. Nie poddałby tego starcia, gdyby nie inne priorytety, które stały się dla niego znacznie ważniejsze, gdy zaczął trzeźwieć z pierwszej fali adrenaliny i wściekłości. Musiał dokonać wyboru a gnanie za tymi ludźmi w ciemny las nie było najważniejsze. Nie tym razem.
Ukląkł przy Geraldine w pozycji, z której mógłby spróbować się podnieść, gdyby sytuacja tego wymagała, ale także takiej, w której mógł podeprzeć ją w swoich ramionach. Jak najdelikatniej przesunął ją po trawie, obejmując dziewczynę i opierając ją o siebie. Była sinoblada, zlana zimnym potem, ledwo kontaktująca. Nie mógł tego nie dostrzegać. Nie potrafił podejść do tego wyłącznie z zawodowym profesjonalizmem. Nie tym razem. Szczególnie w tym momencie, kiedy zaczęło z niego schodzić wszystko, co czuł jeszcze przed chwilą.
Oddychał ciężko. Chrapliwie przez bezwiednie podjęty wysiłek fizyczny, ale także przez niepokój i świadomość, że gdyby nie zrządzenie losu to...
...nie chciał o tym myśleć. Próbował nie dopuścić tego do siebie, ale nie potrafił przestać. Myśli same pchały mu się do głowy. Powodowały naprawdę złowrogie wizje. Napędzały te uczucia, przez które jeszcze chwilę wcześniej wydobył z siebie tego kogoś, kogo nie poznawał. Teraz te same uczucia nie napędzały go już do niszczenia wszystkiego na swojej drodze. Nie wywoływały w nim woli zmiażdżenia przeciwników, nie nakręcały tej pierwotnej furii. Wręcz przeciwnie - teraz odczuwał lęk.
Ktoś kiedyś powiedział, że oba te stany są ze sobą nierozerwalnie związane. Wściekłość i strach. Stare porzekadła mówiły prawdę, której wcale nie chciał zaakceptować. Większość brutalności brała się z obawy, nie z siły. Wejście na niewłaściwą drogę było znacznie łatwiejsze, gdy wcale się tego nie planowało. Kiedy miało się konkretne, właściwe pobudki. Robił to nawet w tej chwili: wyjaśniał przed sobą to, co go ogarnęło, zrzucając to na karb konieczności.
Nie mógł postąpić inaczej. Nie, gdy ktoś pierwszy wykorzystał wszystkie swoje najgorsze zamiary, żeby skrzywdzić najważniejszą dla niego osobę.
To było coś, czego bał się od lat, nawet jeśli nie był gotów tego przyznać. Zawsze miał to gdzieś z tyłu głowy a teraz, kiedy się wypełniło, zareagował w sposób, który zaskoczył nawet jego.
Musiał uciec się do tego samego. Wziąć odwet w taki sam sposób. Oko za oko. Defensywa nie byłaby skuteczna. Musiał przejść w ofensywę. Został do tego sprowokowany, przymuszony. Więc czemu się zreflektował zanim zadał ostateczny cios? Skoro byłby słuszny i usprawiedliwiony?
Nie chciał w to wnikać. Próbował o tym nie myśleć, skupiać niemalże całą uwagę na Geraldine, której twarz powoli zaczęła nabierać kolorów. Podświadomie monitorował sytuację dookoła gotów zareagować w przypadku kolejnego ataku, ale żaden nie nadszedł a w okolicy zaczęli aportować się kolejni ludzie z ekip uderzeniowych Ministerstwa.
Machnął ręką na widok znajomych twarzy pracowników Munga, którzy również zaczęli pojawiać się w większej liczebności. Dawał im do zrozumienia, że nie potrzebuje wsparcia. Ktoś inny z pewnością potrzebował tego bardziej niż oni. Ich sytuacja była już stabilna.
Przynajmniej z zewnątrz, bo wewnątrz czuł jak ogarniają go różne emocje, mieszają się ze sobą i piętrzą się w jego piersi nie znajdując ujścia na zewnątrz. Tłumił je w sobie. Przynajmniej jeszcze w tej chwili nad sobą panował, przyciskając dłoń do policzka Geraldine i gładząc ją po nim palcami.
- Nie - odezwał się, mocniej przyciskając ją do siebie z ustami zatopionymi w jej splątanych włosach. - Wszystko jest w porządku. Już jest w porządku - chyba sam także w dalszym ciągu poddawał się szokowi, bo mamrotał równie cicho, co ona.
Wreszcie opuścił ściskaną różdżkę na trawę, przymykając oczy. Sam nie wiedział, co powinien czuć poza tym mętlikiem w głowie. Wszystkie emocje zbyt mocno mieszały się w jego głowie.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (6221), Geraldine Greengrass-Yaxley (4292)




Wiadomości w tym wątku
[13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.10.2024, 13:25
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.10.2024, 15:50
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.10.2024, 08:39
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 26.10.2024, 12:08
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.10.2024, 21:20
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 00:01
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 17:01
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 18:39
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 21:21
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 22:33
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 27.10.2024, 23:13
RE: [13.01.1971] W księżycową jasną noc | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.10.2024, 01:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa