Nietrudno było zauważyć ruch Thomasa, to jak nachylał się i nagle zamarł, uświadamiając sobie z pełną mocą co robi i do kogo, co sprawiło, że Ginny się dziwacznie rozmiauczała, bo chciało jej się śmiać, ale to nie było takie proste w kocim wydaniu. Nie ruszyła się za to z miejsca, nie planowała się odsuwać i dawać do zrozumienia, że to coś, czego nie wolno robić. Siedziała więc spokojnie, mrużąc oczy i mrucząc, przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy Norą a Thomasem, a potem przyjęła kocie smaczki dla Szyszka (który sam był jak ta szyszka na drzewie…) od Nory. Dała sobie przywiązać malutki woreczek do przedniej łapki. A potem przysiadła przy drzewie, ewidentnie robiąc w głowie te wszystkie skomplikowane, kocie obliczenia, dwa razy zabierała się do skoku, aż w końcu wybiła się tylnymi nóżkami od ziemi i uczepiła łapami o strych pazurach kory.
Akcja nieudana
Uniosła łapkę, ale ewidentnie źle się złapała, bo zaraz puściła i wylądowała na ziemi.
Akcja nieudana
Zaraz chciała spróbować znowu, ale od razu zrezygnowała, czując, że źle się do tego zabiera.
Akcja nieudana
Ale kolejna próba też nie poszła lepiej, aż w końcu dostrzegła, że po tej stronie kora jest chyba zbyt śliska, okrążyła więc drzewo, by spróbować od innej strony, ponownie się wybiła i…
Slaby sukces...
Przez moment nic nie robiła, aż w końcu zaczęła się ostrożnie i powoli wspinać na górę, nie tak szybko, jak zrobiłby to normalny kot, a było się gdzie wdrapywać, w końcu było to chyba najwyższe drzewo w okolicy. Gdzieś w połowie drogi Ginny zaczęła myśleć o tym, że to był błąd i trzeba się było jednak zmienić w ptaka, a nie cudować pod postacią kota, ale nie było już odwrotu, więc właziła dalej, doskonale wiedząc, że problem to będzie, ale z zejściem. Coś jednak wymyśli…
W końcu jakoś się dogramoliła na rozgałęzienie, które wyglądało wystarczająco solidnie, a przy okazji było blisko Szyszka, który już od pewnego czasu gapił się na nią z zainteresowaniem, nadal jednak mocno trzymając pazurami gałęzi. Ginny ząbkami pomogła sobie z rozwiązaniem sznureczka i otworzeniem woreczka ze smaczkami, których wcale nie zamierzała jeść, ale ich zapach chyba zwabił Szyszka, bo zaraz zaczął się gramolić ze swojej gałęzi do tego rozwidlenia. Pozwoliła mu zjeść jednego smaczka i sama złapała się pazurami gałęzi i zaczęła się przemieniać, ale nie zrobiła tego całkowicie, była teraz czymś pośrednim między kotem a człowiekiem.
– H-hej! – krzyknęła, mając nadzieję, że nie przykują tym nadmiernej uwagi okolicznych mieszkańców, ale tu z góry nie widziała w sumie nikogo prócz Nory i Thomasa. – Będziemy potrzebować pomocy, żeby zejść – mogła oczywiście przemienić kota w przedmiot… a potem zmienić się w sokoła i go stąd zabrać, ale wolała potraktować to jako ostateczność.
Wszystkie rzuty były na aktywność fizyczną