27.10.2024, 11:51 ✶
Wyglądała niebiańsko. Wystrojona w zieleń, niemal lśniąca w świetle kandelabru, zawładnęła całą salą. Rzecz jasna, dla innych była jedynie jedną z gościń. Jednak dla Icarusa była jedyną ważną osobą. A kiedy ona również skierowała na niego swój wzrok, gdy ich spojrzenia spotkały się pomimo dystansu, który ich dzielił, nie miał pojęcia, czy może zauważył iskrę dawnej miłości, czy może oszukiwał sam siebie. Na pewno lady Selwyn chciała znaleźć dla Mony bardziej odpowiedniego partnera. Co jeśli rzeczywiście to, co mieli było tylko wspomnieniem? Kim był Icarus, który tak kurczowo trzymał się tamtego uczucia, że nie potrafił pokochać już nikogo innego?
Kiedy podeszła do niego, przez chwilę zapomniał o tym, że był człowiekiem i musiał oddychać. Z bliska Mona Rowle była jeszcze piękniejsza, zapierająca dech w piersiach. A pachniała... lawendą. Wspomnieniem ich wspólnie spędzonych chwil. Icarus pragnął wdychać ten zapach przez całą resztę swojego życia, wtulić twarz w szyję kobiety, napawać się nią i jej ciepłem. Chciał na nią patrzeć, słuchać jej głosu, oddychać jej zapachem, a nawet (co nie przystawało dżentelmenowi) dotykać jej gładkiej skóry i smakować jej usta. Pragnął rozmawiać z nią długimi godzinami, ale i drżeć w miłosnym uniesieniu, trzymać ją w ramionach, a również żeby to ona trzymała jego, wznosić peany na jej cześć, jakby była nie człowiekiem, lecz boginią, która zstąpiła na ziemię, by zaszczycić świat choć odrobiną swojej obecności.
– To bardzo uprzejme z panienki strony, panno Rowle – rzekł Dedalus grzecznie, choć z ledwo wyczuwalnym przekąsem. – Również panią miło widzieć, pani Selwyn.
Znów ojciec wyrwał Icarusa z rozmyślań.
– To zaszczyt gościć tu panie – dodał młodszy z Prewettów troszkę nieskładnie. – Przyjechały panie aż z Walii, prawda? Zatrzymują się panie w Londynie?
Grzeczne formułki i uprzejmy uśmiech były maską, którą Icarus musiał przysłonić własne uczucia. Jaki skandal by wywołał, gdyby próbował przy ojcu i przyzwoitce flirtować z panną Rowle! Nawet jeśli miał ochotę powiedzieć jej, że to nie rezydencja zachwyca pięknem, lecz Mona.
Kiedy podeszła do niego, przez chwilę zapomniał o tym, że był człowiekiem i musiał oddychać. Z bliska Mona Rowle była jeszcze piękniejsza, zapierająca dech w piersiach. A pachniała... lawendą. Wspomnieniem ich wspólnie spędzonych chwil. Icarus pragnął wdychać ten zapach przez całą resztę swojego życia, wtulić twarz w szyję kobiety, napawać się nią i jej ciepłem. Chciał na nią patrzeć, słuchać jej głosu, oddychać jej zapachem, a nawet (co nie przystawało dżentelmenowi) dotykać jej gładkiej skóry i smakować jej usta. Pragnął rozmawiać z nią długimi godzinami, ale i drżeć w miłosnym uniesieniu, trzymać ją w ramionach, a również żeby to ona trzymała jego, wznosić peany na jej cześć, jakby była nie człowiekiem, lecz boginią, która zstąpiła na ziemię, by zaszczycić świat choć odrobiną swojej obecności.
– To bardzo uprzejme z panienki strony, panno Rowle – rzekł Dedalus grzecznie, choć z ledwo wyczuwalnym przekąsem. – Również panią miło widzieć, pani Selwyn.
Znów ojciec wyrwał Icarusa z rozmyślań.
– To zaszczyt gościć tu panie – dodał młodszy z Prewettów troszkę nieskładnie. – Przyjechały panie aż z Walii, prawda? Zatrzymują się panie w Londynie?
Grzeczne formułki i uprzejmy uśmiech były maską, którą Icarus musiał przysłonić własne uczucia. Jaki skandal by wywołał, gdyby próbował przy ojcu i przyzwoitce flirtować z panną Rowle! Nawet jeśli miał ochotę powiedzieć jej, że to nie rezydencja zachwyca pięknem, lecz Mona.