27.10.2024, 17:20 ✶
Śmiałem się. I to z siebie, z żartu Felixa, z niezbyt przychylnej sytuacji z ziołem. Nie mogłem jednak również nie przyznać, że też mi ona w tej chwili jakoś odpowiadała. Czułem lekkość, taką miłą lekkość. Miałem zresztą mętlik w górze. W sensie, w głowie miałem. Ten mętlik. Myśli mi się tam mieszały, przerzucały, zamieniały szeregiem i ogólnie eksplozja. Nie, nic nie wybuchało. Chyba. Może jednak te moje uwolnione, negatywne emocje. Ale wszystko było w porządku, względnym porządku, bo robiliśmy kukiełki, bawiliśmy się, mieliśmy wziąć jutro udział we współorganizacji festynu.
W tej chwili przystawałem nawet na śpiewanie, chociaż nie byłem pewien, czy ten mój najdonośniejszy głos będzie odpowiedni. Raczej skromnym byłem śpiewakiem, ale nie o perfekcyjny koncert tu chodziło, czyż nie? A bardziej o dobrą, wspólną zabawę. Lammas. A może miałem jakieś ukryte talenty, do których nie przyznawałem się przed samym sobą? Hahaha. To byłby zwrot akcji!
Wpatrywałem się chwilę we Fiery, bardzo krótką chwilę, podczas której zdawała się faktycznie nie mieć nic z tym wspólnego. Może dałem się przekonać za szybko, ale w tej chwili tego nie analizowałem. Robiliśmy te kukły, kukiełki, kukurydzianki.
- Wybacz... Nie powinienem tak od razu cię atakować - stwierdziłem, próbując złapać oddech po ataku chichotu. Odczuwałem właśnie szok emocjonalny. Cóż, i nie potrafiłem jakoś szczególnie zebrać myśli. Może powinienem zapowiedzieć jej wspólną rozmowę, jeden na jeden, na temat zioła i bycia pod wpływem otumaniaczy, ale umknęły mi te myśli. Bo te laleczki.
- Layla, jak zwykle niezawodna - zauważyłem urzeczony, z roześmianym spojrzeniem. Sam już nie sięgałem po noże, ale sięgnąłem za to po odrobinę magii. Stworzyłem uśmiech z drobnych koralików, chociaż wydawał się za mało szeroki. Poprawiłem go co nieco palcami, wbijając koraliki bardziej w tę kolbę. Kusiło mnie wyrwać kawałek swojej koszuli, żeby tę kolbę ubrać. Byłaby kolbą Alexem, ale miałem zbyt duże uwielbienie do swojej kolekcji koszul. Wolałem, kiedy niszczyły się naturalnie albo z przypadku.
- A może je zaczarujemy, żeby śpiewały z nami? - zaproponowałem. Kolba Alex z a właściwie kolbowa laleczka Alex mogłaby mieć alexowy głos. Może powtarzałaby w koło jakąś jedną refrenową kwestię? Niczym chórek?
Wyczarowałem jej oczy i ciemne brwi nad tymi jej oczami. Te brwi przypominały mi o innych brwiach, ale nie odważyłem się podnieść spojrzenia na Flynna. Sięgnąłem za to po kolejne ciasteczko.
- Co sądzisz? - zapytałem Fiery, odwracając swoją laleczkę w negliżu w jej kierunku, między palcami trzymając również nadgryzione ciasteczko. Ja byłem kurewsko zasładzany i otumaniony, spoglądając na nią spod przymrużonych leniwie oczu, a laleczka patrzyła na nią z lekkim uśmiechem. Zresztą, też wykrzywiłem się w uśmiechu. Znacznym uśmiechu. Na razie nie było co tam oceniać.
W tej chwili przystawałem nawet na śpiewanie, chociaż nie byłem pewien, czy ten mój najdonośniejszy głos będzie odpowiedni. Raczej skromnym byłem śpiewakiem, ale nie o perfekcyjny koncert tu chodziło, czyż nie? A bardziej o dobrą, wspólną zabawę. Lammas. A może miałem jakieś ukryte talenty, do których nie przyznawałem się przed samym sobą? Hahaha. To byłby zwrot akcji!
Wpatrywałem się chwilę we Fiery, bardzo krótką chwilę, podczas której zdawała się faktycznie nie mieć nic z tym wspólnego. Może dałem się przekonać za szybko, ale w tej chwili tego nie analizowałem. Robiliśmy te kukły, kukiełki, kukurydzianki.
- Wybacz... Nie powinienem tak od razu cię atakować - stwierdziłem, próbując złapać oddech po ataku chichotu. Odczuwałem właśnie szok emocjonalny. Cóż, i nie potrafiłem jakoś szczególnie zebrać myśli. Może powinienem zapowiedzieć jej wspólną rozmowę, jeden na jeden, na temat zioła i bycia pod wpływem otumaniaczy, ale umknęły mi te myśli. Bo te laleczki.
- Layla, jak zwykle niezawodna - zauważyłem urzeczony, z roześmianym spojrzeniem. Sam już nie sięgałem po noże, ale sięgnąłem za to po odrobinę magii. Stworzyłem uśmiech z drobnych koralików, chociaż wydawał się za mało szeroki. Poprawiłem go co nieco palcami, wbijając koraliki bardziej w tę kolbę. Kusiło mnie wyrwać kawałek swojej koszuli, żeby tę kolbę ubrać. Byłaby kolbą Alexem, ale miałem zbyt duże uwielbienie do swojej kolekcji koszul. Wolałem, kiedy niszczyły się naturalnie albo z przypadku.
- A może je zaczarujemy, żeby śpiewały z nami? - zaproponowałem. Kolba Alex z a właściwie kolbowa laleczka Alex mogłaby mieć alexowy głos. Może powtarzałaby w koło jakąś jedną refrenową kwestię? Niczym chórek?
Wyczarowałem jej oczy i ciemne brwi nad tymi jej oczami. Te brwi przypominały mi o innych brwiach, ale nie odważyłem się podnieść spojrzenia na Flynna. Sięgnąłem za to po kolejne ciasteczko.
- Co sądzisz? - zapytałem Fiery, odwracając swoją laleczkę w negliżu w jej kierunku, między palcami trzymając również nadgryzione ciasteczko. Ja byłem kurewsko zasładzany i otumaniony, spoglądając na nią spod przymrużonych leniwie oczu, a laleczka patrzyła na nią z lekkim uśmiechem. Zresztą, też wykrzywiłem się w uśmiechu. Znacznym uśmiechu. Na razie nie było co tam oceniać.