27.10.2024, 17:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2024, 17:51 przez Hades McKinnon.)
Dobra, niech Kimberley zna moją dobroć. Postanowiłem sobie od tak, że przez najbliższy parędziesiąt minut spaceru, nie będę dla niej fletem. Będę uprzejmym kolegą po fachu, bo przebywanie pod ziemią najwyraźniej jej się nie podobało, a moja historia, że ściskające mnie ściany to dla mnie codzienność, wcale chyba nie pomogły jej... W sensie, że jej za bardzo nie pocieszyłem, ale wiedziałem, że to tak może być. Byłem gównem, jeśli chodziło o pocieszanie.
Postanowiłem już jej więcej ustnie nie pocieszać, a za to pomagać jej we wspinaczkach. Choć, jak się okazało, to ja miałem większe problemy ze względu na moją rosłą budowę ciała. Właściwie, to wciąż mi doskwierały te moje dwa metry, a teraz jeszcze te kolce. Pojęczałem, pojęczałem i zacząłem się przeciskać, łamiąc kilka takich naprawdę dokuczliwych, co wcale nie było proste.
Chwała, że obyło się bez pozostania szaszłykiem. I nawet dotarliśmy do drzwi. Pocieszająco.
Myślałem sobie, że to pikuś, ale nawet wspólnie z Brenną mieliśmy problem, żeby je otworzyć. Cóż, byłem upartym sukinsynem, szczególnie jeśli chodziło o zadania siłowe, wymagające koordynacji ruchowej albo po prostu tępego napierdalania, więc uprzedziłem Brennę o swoich zamiarach. Miała wciąż napierać na klapę, ale ja dodatkowo zamierzałem wpaść na nią jak ten taran albo wściekły byk podczas korridy.
Przez myśl mi przeszło, że pech nie śpi. Łut szczęścia też nie spał. Cóż, żyło się tylko raz...?
Jestę taranę
Postanowiłem już jej więcej ustnie nie pocieszać, a za to pomagać jej we wspinaczkach. Choć, jak się okazało, to ja miałem większe problemy ze względu na moją rosłą budowę ciała. Właściwie, to wciąż mi doskwierały te moje dwa metry, a teraz jeszcze te kolce. Pojęczałem, pojęczałem i zacząłem się przeciskać, łamiąc kilka takich naprawdę dokuczliwych, co wcale nie było proste.
Chwała, że obyło się bez pozostania szaszłykiem. I nawet dotarliśmy do drzwi. Pocieszająco.
Myślałem sobie, że to pikuś, ale nawet wspólnie z Brenną mieliśmy problem, żeby je otworzyć. Cóż, byłem upartym sukinsynem, szczególnie jeśli chodziło o zadania siłowe, wymagające koordynacji ruchowej albo po prostu tępego napierdalania, więc uprzedziłem Brennę o swoich zamiarach. Miała wciąż napierać na klapę, ale ja dodatkowo zamierzałem wpaść na nią jak ten taran albo wściekły byk podczas korridy.
Przez myśl mi przeszło, że pech nie śpi. Łut szczęścia też nie spał. Cóż, żyło się tylko raz...?
Jestę taranę
Rzut PO 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana