27.10.2024, 20:41 ✶
— Oczywiście, ciociu… — zza drzwi dobiegł podekscytowany głos małej Mony, a chwilę później dało się słyszeć szybki tupot małych stóp. Czy Regina była gotowa psychicznie na towarzystwo młodszego kuzynostwa? — …gina! Regina! Regina! — dziewczynka wpadła do pokoju jak burza, a jej rude włosy tańczyły w powietrzu. — Tata mówił mi, że miałaś jakiś wypadek i że nie powinnam cię odwiedzać, bo potrzebujesz spokoju, ale też nie chciał mi nic więcej powiedzieć, więc wymsknęłam się z domu! Wzięłam ci parę moich ulubionych książek i mugolskich magazynów… Och!
Drzwi odbiły się od ściany z hukiem. Mona przyglądała się Reginie z szeroko otwartymi oczami, trzymając w jednej dłoni szklankę ze szkiele-wzro, a pod pachą… książki. Czy naprawdę targała je ze sobą całą tę drogę? Otóż tak. I wkrótce przejęta zasypała ją pytania:
— Och, czy cię to boli? Głupie pytanie… Czy bardzo boli? Co się DOKŁADNIE stało? Musisz mi opowiedzieć! Miałyśmy przecież iść nad wodę, a ty leżysz w łóżku… — podreptała bliżej do łóżka, odstawiła ostrożnie (jak na nią) szklankę na szafkę obok. — Musisz to wypić, bo twoja mama chyba oszaleje — wciąż trzymając tytuły pod ramieniem, nachyliła się nad starszą (nieco za blisko), próbując zajrzeć na magiczne opatrunki z każdej możliwej strony. — Ale nie bój żaby! Oto jestem! Dotrzymam ci towarzystwa przez caluuuuutki dzień!
Rudowłosa sapnęła, kiedy odstawiła książki na podłogę, zupełnie nie przejmując się, że część z nich rozsypała się po pokoju. Jak gdyby nigdy nic, uklęknęła obok łóżka Reginy z głową niemal na wysokości materaca, żeby móc dokładniej widzieć reakcję kuzynki. Z błyskiem w oku wyciągnęła pierwszą lepszą książkę z rozsypanego stosu. Była to gruba, bogato ilustrowana księga o smokach z wytłoczonymi złotymi literami na okładce.
— Patrz, patrz! — zawołała i otworzyła książkę na pierwszej stronie. — To właśnie ta nowa edycja Dragonologii! Mówiłam ci… — Mona była tak pochłonięta swoimi książkami, że przez dłuższą chwilę nie zauważyła, co wcześniej czytała Regina. Jej twarz rozpromieniła się jeszcze bardziej. — Na burze! — wykrzyknęła i podniosła się na kolanach. — Czytasz Fantastyczne Zwierzęta! Przecież to książka Newta Skamandera! — tak, dwunastoletnia Mona Rowle musiała być chodzącym wrzodem na tyłku dorastającej nastolatki. Tym bardziej dla takiej, która była przykuta do łóżka i nie mogła uciec przed niekończącym się potokiem słów tej pierwszej. Jednak rudowłosa, która nigdy rodzeństwa nie miała, była wpatrzona w starszą kuzynkę jak w obrazek. Dla Mony Regina była kimś w rodzaju bohaterki z opowieści o smokach, o których tak lubiła czytać. A sama Mona… była jak nieświadome pisklę, które uczepiło się starszego rodzeństwa i nie miało pojęcia, jak bardzo było uciążliwe.
Drzwi odbiły się od ściany z hukiem. Mona przyglądała się Reginie z szeroko otwartymi oczami, trzymając w jednej dłoni szklankę ze szkiele-wzro, a pod pachą… książki. Czy naprawdę targała je ze sobą całą tę drogę? Otóż tak. I wkrótce przejęta zasypała ją pytania:
— Och, czy cię to boli? Głupie pytanie… Czy bardzo boli? Co się DOKŁADNIE stało? Musisz mi opowiedzieć! Miałyśmy przecież iść nad wodę, a ty leżysz w łóżku… — podreptała bliżej do łóżka, odstawiła ostrożnie (jak na nią) szklankę na szafkę obok. — Musisz to wypić, bo twoja mama chyba oszaleje — wciąż trzymając tytuły pod ramieniem, nachyliła się nad starszą (nieco za blisko), próbując zajrzeć na magiczne opatrunki z każdej możliwej strony. — Ale nie bój żaby! Oto jestem! Dotrzymam ci towarzystwa przez caluuuuutki dzień!
Rudowłosa sapnęła, kiedy odstawiła książki na podłogę, zupełnie nie przejmując się, że część z nich rozsypała się po pokoju. Jak gdyby nigdy nic, uklęknęła obok łóżka Reginy z głową niemal na wysokości materaca, żeby móc dokładniej widzieć reakcję kuzynki. Z błyskiem w oku wyciągnęła pierwszą lepszą książkę z rozsypanego stosu. Była to gruba, bogato ilustrowana księga o smokach z wytłoczonymi złotymi literami na okładce.
— Patrz, patrz! — zawołała i otworzyła książkę na pierwszej stronie. — To właśnie ta nowa edycja Dragonologii! Mówiłam ci… — Mona była tak pochłonięta swoimi książkami, że przez dłuższą chwilę nie zauważyła, co wcześniej czytała Regina. Jej twarz rozpromieniła się jeszcze bardziej. — Na burze! — wykrzyknęła i podniosła się na kolanach. — Czytasz Fantastyczne Zwierzęta! Przecież to książka Newta Skamandera! — tak, dwunastoletnia Mona Rowle musiała być chodzącym wrzodem na tyłku dorastającej nastolatki. Tym bardziej dla takiej, która była przykuta do łóżka i nie mogła uciec przed niekończącym się potokiem słów tej pierwszej. Jednak rudowłosa, która nigdy rodzeństwa nie miała, była wpatrzona w starszą kuzynkę jak w obrazek. Dla Mony Regina była kimś w rodzaju bohaterki z opowieści o smokach, o których tak lubiła czytać. A sama Mona… była jak nieświadome pisklę, które uczepiło się starszego rodzeństwa i nie miało pojęcia, jak bardzo było uciążliwe.