28.10.2024, 00:52 ✶
Dokładnie ta sielskość, która właśnie zachwycała się Faye, sprawiła że Leviathan dość szybko opuścił ponure, przepełnione papierologią mury Ministerstwa Magii i przyjął propozycję zajmowania się rezerwatem na pełen etat. Niby nie było to żadne wielkie osiągnięcie w jego życiu, bo nie dochrapał się tego sam i na własnych warunkach, a przyjął ofiarowany przez ojca prezent, ale niewiele zmieniało to w jego życiu skoro i tak od zawsze chciał pracować ze smokami. A Snowdonia... Snowdonia była piękna. Nie było tego po nim przesadnie widać, ale potrafił dostrzegać i doceniać uroki natury. Była w nim jakaś miękkość i delikatność, może wypracowana przez lata spędzone z Septimą u boku, ale też taka której rzadko kiedy doświadczali od niego ludzie. Ta łagodność i wyrozumiałość przeznaczona była przede wszystkim dla jego podopiecznych i dla innych istot, które kryły się na terenie rezerwatu, a które pomagały w zachowaniu delikatnej równowagi środowiska.
- Czy ty masz pięć lat? - zapytał, opierając drążek od kosiarki o płot i przypatrując się jej uważnie. Może na pięciolatkę nie wyglądała, ale już na nastolatkę jak najbardziej. I jak widać było na załączonym obrazku, jako taka też się zachowywała. Mierzył ją przez dłuższa chwilę trochę zrezygnowanym spojrzeniem, patrząc przez jej palce na to ciekawsko łypiące w jego stronę oko, ale wreszcie ruszył w jej stronę, by sięgnąć po wyciągniętą w jego stronę kartkę. Wziął ją do ręki i spojrzał, ale tylko po to by sprawdzić czy rzeczywiście godzina była zamazana.
- Miałaś być dopiero za parę godzin - mruknął obojętnie, oddając jej karteczkę. Nie był pewien czy powinien się gniewać, chociaż pewnie zrobiłby to gdyby nie popsuta kosiarka. Bo już ona popsuła mu plany na ten dzień. - Ja nie żartuję - rzucił niemal drętwo, jakby suchy ton miał dodatkowo ją do tego przekonać. Ale po prawdzie wynikał on z tego, że dziewczyna zachowywała się... dziwnie. Miała adres i w ogóle, ale spodziewał się dzisiejszego dnia tylko Travers, a nie jakiejś pożal się boże dziewuszki która udała się w wakacyjną wycieczkę teleportacyjną i pobłądziła. - Niczego nie piłem, ale ty chyba już tak. Spójrz tylko na siebie, wyglądasz jakbyś uciekła ze szkolnego korytarza. Czy ty mi chcesz w takim stanie łapać te pikujące licha?
- Czy ty masz pięć lat? - zapytał, opierając drążek od kosiarki o płot i przypatrując się jej uważnie. Może na pięciolatkę nie wyglądała, ale już na nastolatkę jak najbardziej. I jak widać było na załączonym obrazku, jako taka też się zachowywała. Mierzył ją przez dłuższa chwilę trochę zrezygnowanym spojrzeniem, patrząc przez jej palce na to ciekawsko łypiące w jego stronę oko, ale wreszcie ruszył w jej stronę, by sięgnąć po wyciągniętą w jego stronę kartkę. Wziął ją do ręki i spojrzał, ale tylko po to by sprawdzić czy rzeczywiście godzina była zamazana.
- Miałaś być dopiero za parę godzin - mruknął obojętnie, oddając jej karteczkę. Nie był pewien czy powinien się gniewać, chociaż pewnie zrobiłby to gdyby nie popsuta kosiarka. Bo już ona popsuła mu plany na ten dzień. - Ja nie żartuję - rzucił niemal drętwo, jakby suchy ton miał dodatkowo ją do tego przekonać. Ale po prawdzie wynikał on z tego, że dziewczyna zachowywała się... dziwnie. Miała adres i w ogóle, ale spodziewał się dzisiejszego dnia tylko Travers, a nie jakiejś pożal się boże dziewuszki która udała się w wakacyjną wycieczkę teleportacyjną i pobłądziła. - Niczego nie piłem, ale ty chyba już tak. Spójrz tylko na siebie, wyglądasz jakbyś uciekła ze szkolnego korytarza. Czy ty mi chcesz w takim stanie łapać te pikujące licha?