28.10.2024, 01:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2024, 01:50 przez Ambrosia McKinnon.)
Musiała przyznać, że nawet jeśli lubiła to miejsce i niegdyś uważała je za swój dom, to podzielała w pewnym sensie to co czuł Morpheus. Wolała otwarte przestrzenie usiane zielenią, które pozwalały oddychać pełną piersią, a słońce lało się z nieba bez problemów, nie odbijając się od stromych dachów kamienic. Jej życiowym pragnieniem było w końcu wyprowadzić się z Nokturnu, zostawić za sobą Londyn i Anglię i zniknąć z wysp. Chciała wrócić do Francji, czy też w towarzystwie ukochanego mężczyzny czy bez. Akurat decyzję o tym podjęła już dawno, dawno temu, kiedy Alexander pierwszy raz złamał jej serce.
Ale teraz, kiedy miała wybierać pomiędzy ciasnotą Horyzontalnej a tą Śmiertelnego Nokturnu, o wiele chętniej wybierała to drugie. Wąska klatka schodowa, dzielona z sąsiadami nie przemawiała do niej i nagle o wiele bardziej doceniała fakt, że miała do własnej dyspozycji cały pion swoich czterech ścian na alei czarnoksiężników. Ba, już wąskie i zatęchłe korytarze Podziemnych Ścieżek wydawały jej się o wiele bardziej przyjazne, bo wyuczone na pamięć od maleńkości.
Patrzyła na niego, na tego pogrążonego w żałobie władcę snów i cieszyła się odrobinę, a może przyjmowała ze zwykłą ulgą, że wyglądała chociaż trochę lepiej. Że sińce pod oczami wyblakły, oddając mu nieco utraconej energii, która przekładała się na jego ruchy, teraz o wiele bardziej żywsze i mniej ospałe. Uśmiechnęła się do niego łagodnie, kiedy wkroczyli do salonu. Mogła powiedzieć o nim to samo - był bardzo dobrym towarzystwem, a w tych obco znajomych ścianach jego obecność wydawała się pewnym pocieszeniem. Znajomym ciepłem, które przecież powinno do niej przychodzić z zupełnie innego źródła, które teraz nie była pewna czy powoli usychało czy może na nowo odżywało.
- Domu? No proszę. Byłam gotowa przyjąć, że już do śmierci będziesz mieszkał w Dolinie, albo raczej w samej Warowni. Za tą decyzją stoi coś konkretnego czy może to jakiś odruch serca? I proszę, powiedz czy masz już na myśli jakieś konkretne miejsce?- zapytała, sięgając po przeznaczony jej kieliszek wina, przez moment tylko przyglądając się butelce z której zostało nalane. Nie dane jej chyba było jeszcze pić czegokolwiek z winnicy należącej do Anthony'ego, więc pozostawało jej tylko mieć nadzieję, że Château de Dragon okaże się trafionym wyborem. Chociaż jakby na to nie patrzeć nie spodziewała się po Morpheusu złego wyboru. - Mam też nadzieję, że kiedy już dojdzie do zakupu to będziesz o mnie pamiętać i pokażesz mi swoje nowe cztery ściany.
Przez moment przyglądała się zawartości kieliszka, obracając go z wolna jakby była najznakomitszą znawczynią win na całym świecie, ale niestety daleko jej było do wysmakowanego podniebienia jakim pewnie mogli się poszczycić niektórzy czystokrwiści. Szczególnie ci najbardziej bogaci i rozsmakowani w najdroższych trunkach jakie tylko można było dostać na rynku. Kręciła więc kieliszkiem dla zabawy. Leniwej próby zebrania rozbieganych myśli, jakby ściekająca po ściankach czerwień miała kryć w sobie odpowiedź na jej rozterki. Na to jakie pytanie chciałaby zadać.
- Skoro już wyciągnąłeś karty... - podniosła na niego niby to przekorne spojrzenie, obdarzając go przy tym ulotnym uśmiechem, który zaraz rozmazał się kiedy ucałowała krawędź kieliszka, upijając łyk. - Chciałabym zapytać co czeka mnie we Francji.
Ale teraz, kiedy miała wybierać pomiędzy ciasnotą Horyzontalnej a tą Śmiertelnego Nokturnu, o wiele chętniej wybierała to drugie. Wąska klatka schodowa, dzielona z sąsiadami nie przemawiała do niej i nagle o wiele bardziej doceniała fakt, że miała do własnej dyspozycji cały pion swoich czterech ścian na alei czarnoksiężników. Ba, już wąskie i zatęchłe korytarze Podziemnych Ścieżek wydawały jej się o wiele bardziej przyjazne, bo wyuczone na pamięć od maleńkości.
Patrzyła na niego, na tego pogrążonego w żałobie władcę snów i cieszyła się odrobinę, a może przyjmowała ze zwykłą ulgą, że wyglądała chociaż trochę lepiej. Że sińce pod oczami wyblakły, oddając mu nieco utraconej energii, która przekładała się na jego ruchy, teraz o wiele bardziej żywsze i mniej ospałe. Uśmiechnęła się do niego łagodnie, kiedy wkroczyli do salonu. Mogła powiedzieć o nim to samo - był bardzo dobrym towarzystwem, a w tych obco znajomych ścianach jego obecność wydawała się pewnym pocieszeniem. Znajomym ciepłem, które przecież powinno do niej przychodzić z zupełnie innego źródła, które teraz nie była pewna czy powoli usychało czy może na nowo odżywało.
- Domu? No proszę. Byłam gotowa przyjąć, że już do śmierci będziesz mieszkał w Dolinie, albo raczej w samej Warowni. Za tą decyzją stoi coś konkretnego czy może to jakiś odruch serca? I proszę, powiedz czy masz już na myśli jakieś konkretne miejsce?- zapytała, sięgając po przeznaczony jej kieliszek wina, przez moment tylko przyglądając się butelce z której zostało nalane. Nie dane jej chyba było jeszcze pić czegokolwiek z winnicy należącej do Anthony'ego, więc pozostawało jej tylko mieć nadzieję, że Château de Dragon okaże się trafionym wyborem. Chociaż jakby na to nie patrzeć nie spodziewała się po Morpheusu złego wyboru. - Mam też nadzieję, że kiedy już dojdzie do zakupu to będziesz o mnie pamiętać i pokażesz mi swoje nowe cztery ściany.
Przez moment przyglądała się zawartości kieliszka, obracając go z wolna jakby była najznakomitszą znawczynią win na całym świecie, ale niestety daleko jej było do wysmakowanego podniebienia jakim pewnie mogli się poszczycić niektórzy czystokrwiści. Szczególnie ci najbardziej bogaci i rozsmakowani w najdroższych trunkach jakie tylko można było dostać na rynku. Kręciła więc kieliszkiem dla zabawy. Leniwej próby zebrania rozbieganych myśli, jakby ściekająca po ściankach czerwień miała kryć w sobie odpowiedź na jej rozterki. Na to jakie pytanie chciałaby zadać.
- Skoro już wyciągnąłeś karty... - podniosła na niego niby to przekorne spojrzenie, obdarzając go przy tym ulotnym uśmiechem, który zaraz rozmazał się kiedy ucałowała krawędź kieliszka, upijając łyk. - Chciałabym zapytać co czeka mnie we Francji.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror