28.10.2024, 11:58 ✶
Słuchał jej słów w zamyśleniu. Czas na cmentarzu płynął inaczej, teraz byli w nekropolii, gdzie zasady dyktowali martwy, a nie żywi. Jej słowa niosły światło i nadzieję, której Anthony nie miał zbyt wiele w swoim sercu, zapewne przez to, świat polityki, czy świat który widział podróżując po świecie, mienił mu się raczej zgnilizną, którą posypywało się złocistą mikką wyborczych obietnic. Oczywiście byli społecznicy, oczywiście byli ludzie walczący o lepszy byt, twórcy inspirujący tłuste cielsko spłeczeństwa do zmian. Ale ilu ich było? Jaki mieli impakt?
Anthony zdał sobie sprawę, że przemawia przez niego zgorzkniałość zwana czasami przez innych zgorzkniałych racjonalizmem. To była tylko baśń, ale kto miał rację?
Mężczyzna bardzo chciałby, żeby miała ją jego rozmówczyni. Czasy były mroczne i bez tego. Potrzeba było w nich odrobiny światła.
Słaby uśmiech pojawił się na bladej twarzy, dotarli do grobu i pozwolił sobie na moment milczenia, nim odłożył pojedynczy kwiat.
– Dziękuję... miło było mi panią spotkać. Mimo okoliczności. – Wyprostował się i skłonił na pożegnanie, nie mając zbyt wiele słów więcej, ze zbyt zbolałym sercem, zbyt smutnym i żałobnym nastroju. Wolałby, by widzieli się na balu, by znów mogli być wspólnie na tropie, by musieli ponownie użyć okna zamiast drzwi. To było miłe wspomnienie. Wspomnienie żywych, nie umarłych. – Do zobaczenia panno Helsing – pozwolił sobie na osłodzenie spotkania tym drobnym żartem, po czym odszedł niespiesznym krokiem w stronę wyjścia. Samotny, wysoki mężczyzna w czerni, jak Śmierć, która nie mogła odnaleźć trzeciego z braci i powitać go jak starego przyjaciela.
Anthony zdał sobie sprawę, że przemawia przez niego zgorzkniałość zwana czasami przez innych zgorzkniałych racjonalizmem. To była tylko baśń, ale kto miał rację?
Mężczyzna bardzo chciałby, żeby miała ją jego rozmówczyni. Czasy były mroczne i bez tego. Potrzeba było w nich odrobiny światła.
Słaby uśmiech pojawił się na bladej twarzy, dotarli do grobu i pozwolił sobie na moment milczenia, nim odłożył pojedynczy kwiat.
– Dziękuję... miło było mi panią spotkać. Mimo okoliczności. – Wyprostował się i skłonił na pożegnanie, nie mając zbyt wiele słów więcej, ze zbyt zbolałym sercem, zbyt smutnym i żałobnym nastroju. Wolałby, by widzieli się na balu, by znów mogli być wspólnie na tropie, by musieli ponownie użyć okna zamiast drzwi. To było miłe wspomnienie. Wspomnienie żywych, nie umarłych. – Do zobaczenia panno Helsing – pozwolił sobie na osłodzenie spotkania tym drobnym żartem, po czym odszedł niespiesznym krokiem w stronę wyjścia. Samotny, wysoki mężczyzna w czerni, jak Śmierć, która nie mogła odnaleźć trzeciego z braci i powitać go jak starego przyjaciela.
Koniec sesji