28.10.2024, 20:49 ✶
W innych okolicznościach ten pościg mógłby być naprawdę zabawny. Brakowało im tylko nastrojowej muzyki - najpierw biegnie wilkołak, potem niedźwiedź a na końcu maleńki skunks, którego łapki niemalże magicznie szybko napieprzają w listowie. Ktoś kiedyś mógłby ułożyć z tego naprawdę ciekawą balladę, szczególnie że cała trójka była świadoma tego, że żadne z nich nie powinno się tu znaleźć i że grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Ale... No właśnie.
Nie było muzyki, a sapanie i zwierzęcy tętent, na krótko przerwany mrożącym krew w żyłach skowytem. Faye jednak nie planowała nikogo atakować. Gorzej, że nie pomyślała, że powinna też ich odgonić i sprawić, że zabraliby włochate tyłki w troki i zrobili w tył zwrot. Kompletnie nie myślała o konsekwencjach i naprawdę zdawała się kompletnie ignorować cieniste postacie, które pojawiały się między drzewami w zatrważającej ilości. Faye zdawała się nie czuć chłodu, który przenikał futra jej towarzyszy. A może go czuła, tylko zew był silniejszy? Czuła, że Matka ją wzywa, że chce jej coś powiedzieć. I to nie była prośba - odczuwała to niemal jak rozkaz. Rozkaz, którego nie wolno było jej zignorować i rozpraszać się takimi pierdołami jak towarzyszące jej zwierzęta czy dziwne cieniste postacie.
Faye przeskoczyła nad czymś dziwnym, co leżało na jej drodze. W oddali zamajaczyły kolejne ślepia, ale wilkołaczyca nagle gwałtownie skręciła i zniknęła w gęstwinie. Zgrabnie ominęła drzewa i krzaki, wyrywając całym swoim cielskiem suche patyki razem z korzeniami. Wpadła jak rozjuszony buchorożec w dziwny, kamienny krąg. Zatrzymała się gwałtownie i przysiadła, strzygąc uszami niczym pies. Jej głowa poderwała się gwałtownie ku górze, a kolejny skowyt zwiastował, gdzie się zatrzymała. Bo to był chyba koniec ucieczki. Wilkołak zaczął obkręcać się w miejscu, jakby układał listowie do snu. Podnosił i opuszczał łapy, uklepując glebę i gałązki w idealne spanko.
Nie było muzyki, a sapanie i zwierzęcy tętent, na krótko przerwany mrożącym krew w żyłach skowytem. Faye jednak nie planowała nikogo atakować. Gorzej, że nie pomyślała, że powinna też ich odgonić i sprawić, że zabraliby włochate tyłki w troki i zrobili w tył zwrot. Kompletnie nie myślała o konsekwencjach i naprawdę zdawała się kompletnie ignorować cieniste postacie, które pojawiały się między drzewami w zatrważającej ilości. Faye zdawała się nie czuć chłodu, który przenikał futra jej towarzyszy. A może go czuła, tylko zew był silniejszy? Czuła, że Matka ją wzywa, że chce jej coś powiedzieć. I to nie była prośba - odczuwała to niemal jak rozkaz. Rozkaz, którego nie wolno było jej zignorować i rozpraszać się takimi pierdołami jak towarzyszące jej zwierzęta czy dziwne cieniste postacie.
Faye przeskoczyła nad czymś dziwnym, co leżało na jej drodze. W oddali zamajaczyły kolejne ślepia, ale wilkołaczyca nagle gwałtownie skręciła i zniknęła w gęstwinie. Zgrabnie ominęła drzewa i krzaki, wyrywając całym swoim cielskiem suche patyki razem z korzeniami. Wpadła jak rozjuszony buchorożec w dziwny, kamienny krąg. Zatrzymała się gwałtownie i przysiadła, strzygąc uszami niczym pies. Jej głowa poderwała się gwałtownie ku górze, a kolejny skowyt zwiastował, gdzie się zatrzymała. Bo to był chyba koniec ucieczki. Wilkołak zaczął obkręcać się w miejscu, jakby układał listowie do snu. Podnosił i opuszczał łapy, uklepując glebę i gałązki w idealne spanko.