28.10.2024, 21:46 ✶
Czy dało się dać komuś za dużo miłości? Cóż... Historie takie jak ta pokazywały, że a i owszem. Ale dla Rodolphusa to był po prostu przypadek i być może pominięcie instrukcji, którą mu przesłał. Mógł dla pewności zakreślić czerwonym jak krew atramentem to w jaki sposób podlewać roślinę. Czerwony był widoczny i nie dało się go tak łatwo zignorować. Ale co się stało, to już się nie odstanie.
- Nie mam pojęcia, Charles, nie znam się na roślinach ani łajnie - powiedział z lekkim uśmiechem. Zastanawiał się dlaczego Mulciber tak się przejmował. Bał się, że się na niego będzie gniewać i wywali go z mieszkania? Czy może po prostu taką już miał naturę i dawał z siebie nie 100, a 200%, czym de facto pogarszał sprawę? Nie rozgryzł tego jeszcze. Nie rozgryzł też, dlaczego tak mocno Charles do niego lgnął, czemu wtulał policzek w jego dłoń, chociaż miał pewne podejrzenia. W końcu wykorzystał nie tyle co jego naiwność, a fakt, że ten potrzebował czułości. Nawet nie miłości, a zwykłej czułości. Być może powinien się do niego odezwać wcześniej, bo doskonale wiedział w jaki sposób działał mózg - był ciekaw ile niechcianych myśli pojawiło się podczas tej przerwy w umyśle Charlesa. - I co jej powiesz? Że mieszkasz u mnie a ja co? Wolałbym nie zdradzać jej, gdzie obecnie przebywam.
Jeszcze by zaczęła drążyć, a że była wścibska, jak w zasadzie prawie każdy z ich rodziny... Westchnął ciężko i przysunął mężczyznę do siebie. To nie był teraz ich problem, przecież jakoś to rozwiążą. Najwyżej to Charles będzie niósł kwiatka, a on będzie gdzieś z tyłu. Albo faktycznie teleportują się do palarni, skoro Mulciber wiedział gdzie dokładnie jest. On wiedział tylko pi razy oko, nigdy nie miał potrzeby, by tam iść.
- Najprościej będzie się teleportować gdzieś obok, przecież nie każę ci tego nieść - objął go wolną ręką w pasie. Skoro tak wtulał policzek w jego dłoń, to chyba pragnął tego kontaktu. Uznał więc, że nie ma żadnej potrzeby się wzbraniać przed tym przyjemnym uczuciem. Oczywiście że mógłby go puścić i udawać, że tamta noc nie istniała i nie miała żadnego, nawet najmniejszego znaczenia, ale skoro sam chciał... Palce Rodolphusa delikatnie pochwyciły jego podbródek i uniosły głowę. - Przecież rozwiążemy tę małą niedogodność. Vika się nie dowie ani że tu mieszkasz, ani że cokolwiek spieprzyliśmy z kwiatkiem. Robię to po części dla ciebie, bo jeśli się dowie, wyśle takich dwadzieścia. Albo gorzej: dwadzieścia różnych, każdy z inną instrukcją.
To byłby dopiero koszmar. Wtedy pewnie w ogóle sprzedałby to mieszkanie w cholerę albo przekierował gdzieś te chwasty, najlepiej na śmietnik. Nachylił się lekko i musnął jego usta swoimi, jakby chciał by poprzez ten gest Charles na moment zapomniał, że to jest aż tak wielki problem. Jego wrodzona złośliwość kazała mu odrobinę podkoloryzować własną kuzynkę ale nie podejrzewał, że przyniesie to taki efekt. Ale dzięki temu mógł postawić się w dużo lepszym świetle.
- Nie mam pojęcia, Charles, nie znam się na roślinach ani łajnie - powiedział z lekkim uśmiechem. Zastanawiał się dlaczego Mulciber tak się przejmował. Bał się, że się na niego będzie gniewać i wywali go z mieszkania? Czy może po prostu taką już miał naturę i dawał z siebie nie 100, a 200%, czym de facto pogarszał sprawę? Nie rozgryzł tego jeszcze. Nie rozgryzł też, dlaczego tak mocno Charles do niego lgnął, czemu wtulał policzek w jego dłoń, chociaż miał pewne podejrzenia. W końcu wykorzystał nie tyle co jego naiwność, a fakt, że ten potrzebował czułości. Nawet nie miłości, a zwykłej czułości. Być może powinien się do niego odezwać wcześniej, bo doskonale wiedział w jaki sposób działał mózg - był ciekaw ile niechcianych myśli pojawiło się podczas tej przerwy w umyśle Charlesa. - I co jej powiesz? Że mieszkasz u mnie a ja co? Wolałbym nie zdradzać jej, gdzie obecnie przebywam.
Jeszcze by zaczęła drążyć, a że była wścibska, jak w zasadzie prawie każdy z ich rodziny... Westchnął ciężko i przysunął mężczyznę do siebie. To nie był teraz ich problem, przecież jakoś to rozwiążą. Najwyżej to Charles będzie niósł kwiatka, a on będzie gdzieś z tyłu. Albo faktycznie teleportują się do palarni, skoro Mulciber wiedział gdzie dokładnie jest. On wiedział tylko pi razy oko, nigdy nie miał potrzeby, by tam iść.
- Najprościej będzie się teleportować gdzieś obok, przecież nie każę ci tego nieść - objął go wolną ręką w pasie. Skoro tak wtulał policzek w jego dłoń, to chyba pragnął tego kontaktu. Uznał więc, że nie ma żadnej potrzeby się wzbraniać przed tym przyjemnym uczuciem. Oczywiście że mógłby go puścić i udawać, że tamta noc nie istniała i nie miała żadnego, nawet najmniejszego znaczenia, ale skoro sam chciał... Palce Rodolphusa delikatnie pochwyciły jego podbródek i uniosły głowę. - Przecież rozwiążemy tę małą niedogodność. Vika się nie dowie ani że tu mieszkasz, ani że cokolwiek spieprzyliśmy z kwiatkiem. Robię to po części dla ciebie, bo jeśli się dowie, wyśle takich dwadzieścia. Albo gorzej: dwadzieścia różnych, każdy z inną instrukcją.
To byłby dopiero koszmar. Wtedy pewnie w ogóle sprzedałby to mieszkanie w cholerę albo przekierował gdzieś te chwasty, najlepiej na śmietnik. Nachylił się lekko i musnął jego usta swoimi, jakby chciał by poprzez ten gest Charles na moment zapomniał, że to jest aż tak wielki problem. Jego wrodzona złośliwość kazała mu odrobinę podkoloryzować własną kuzynkę ale nie podejrzewał, że przyniesie to taki efekt. Ale dzięki temu mógł postawić się w dużo lepszym świetle.