28.10.2024, 21:54 ✶
Wzruszyłby ramionami. Przestał mu ufać... Cóż. Rodolphus przeczesał palcami ciemne włosy i spojrzał gdzieś w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Mylisz się. On mi nigdy nie ufał - nie to, żeby on sam ufał Robertowi. Trochę chujowe podwaliny na wspólne badania i biznes, szczególnie niezbyt legalny. Nie zaskoczyło go to, że Nicholas wysnuł takie a nie inne wnioski, zapewne patrzył przez swój pryzmat. On i Robert mieli zupełnie inne podłoże, gdy budowali swoją relację. - Interesujące jest to, że uważasz że Robert jest wolny ode mnie, a nie ja od niego.
Mruknął, marszcząc brwi. Co to miało znaczyć? Żadna przysięga nie była potrzebna, bo Lestrange do pewnego momentu dałby się pokroić za Mulcibera. To jego własna paranoja sprawiła, że zaczął go od siebie odsuwać i testować, a potem traktować tak, jak traktował. Tak przynajmniej uważał on sam - być może się mylił, lecz w całym swoim życiu i całej tej znajomości nie zrobił nic, by zagrozić Mulciberowi. Co więcej: nastawiał za niego karku. Nie podobało mu się więc to, co powiedział Travers, ale poza zmarszczeniem brwi nie odniósł się do tego w żaden inny sposób.
- Pójdę wziąć prysznic - kompletnie zignorował słowa Nicholasa na temat Voldemorta, lecz widział to spojrzenie, rzucone na mroczny znak. Musiał zmyć z siebie ten koszmar i tę rozmowę. Miał wrażenie, że jest brudny i cały się lepi od potu. Zawahał się, wstając. - Zrobić ci herbatę na sen? Zmienię później pościel.
Odwrócił jeszcze głowę w kierunku Nicholasa. Nie będą przecież spali w przepoconej pościeli, a to była ewidentnie jego wina. Tak samo jak jego winą był fakt, że Nicholas wyrwał się ze snu. W normalnych warunkach przerwanie snu było kłopotliwe i mogło nie dojść do ponownego zaśnięcia, a co dopiero teraz, gdy ta przerwa była dłuższa, bo towarzyszyła mu rozmowa.
- Mylisz się. On mi nigdy nie ufał - nie to, żeby on sam ufał Robertowi. Trochę chujowe podwaliny na wspólne badania i biznes, szczególnie niezbyt legalny. Nie zaskoczyło go to, że Nicholas wysnuł takie a nie inne wnioski, zapewne patrzył przez swój pryzmat. On i Robert mieli zupełnie inne podłoże, gdy budowali swoją relację. - Interesujące jest to, że uważasz że Robert jest wolny ode mnie, a nie ja od niego.
Mruknął, marszcząc brwi. Co to miało znaczyć? Żadna przysięga nie była potrzebna, bo Lestrange do pewnego momentu dałby się pokroić za Mulcibera. To jego własna paranoja sprawiła, że zaczął go od siebie odsuwać i testować, a potem traktować tak, jak traktował. Tak przynajmniej uważał on sam - być może się mylił, lecz w całym swoim życiu i całej tej znajomości nie zrobił nic, by zagrozić Mulciberowi. Co więcej: nastawiał za niego karku. Nie podobało mu się więc to, co powiedział Travers, ale poza zmarszczeniem brwi nie odniósł się do tego w żaden inny sposób.
- Pójdę wziąć prysznic - kompletnie zignorował słowa Nicholasa na temat Voldemorta, lecz widział to spojrzenie, rzucone na mroczny znak. Musiał zmyć z siebie ten koszmar i tę rozmowę. Miał wrażenie, że jest brudny i cały się lepi od potu. Zawahał się, wstając. - Zrobić ci herbatę na sen? Zmienię później pościel.
Odwrócił jeszcze głowę w kierunku Nicholasa. Nie będą przecież spali w przepoconej pościeli, a to była ewidentnie jego wina. Tak samo jak jego winą był fakt, że Nicholas wyrwał się ze snu. W normalnych warunkach przerwanie snu było kłopotliwe i mogło nie dojść do ponownego zaśnięcia, a co dopiero teraz, gdy ta przerwa była dłuższa, bo towarzyszyła mu rozmowa.