29.10.2024, 10:58 ✶
Gdy Lorien spojrzała na niego po tych bezczelnych, aczkolwiek brutalnie prawdziwych, słowach goblina, Lestrange wzruszył ramionami. Niby nie potwierdził, ale także nie zaprzeczył. Nie widział żadnego sensu w rozkopywaniu przeszłości, mimo że ta zdarzyła się zaledwie kilka chwil temu. Fakt był taki, że to gobliny wyskoczyły na nich z łapami, więc on się po prostu bronił. W zasadzie to nawet nie siebie, a ich. Obok przecież była Brenna i chociaż każdy wiedział, że panna Longbottom absolutnie nie potrzebuje obrony, to kim by był, gdyby tego nie zrobił? Liczył się sam gest, poza tym podejrzewał, że zmęczona Longbottom skułaby każdego po kolei i wsadziła do celi, a potem ruszyła na kolejny patrol. Gdzie w tym jakikolwiek polot i zabawa?
Rodolphus uniósł brew, widząc co maleńkie dementory wyprawiają. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu, gdy dostrzegł napis na łódce, a gdy miniaturka stworzenia rozczapierzyła palce, on uniósł własny. Nie puknął jednak w szklaną barierę, chociaż cholernie kusiło. Droczyć się mógł z tego typu stworzeniami, prawdziwych dementorów nigdy by nie chciał spotkać na swojej drodze. Wystarczająco dużo się o nich naczytał z książek, był też świadkiem rozmów osób, które regularnie odwiedzały Azkaban. To, co mówili, przerażało każdego - podejrzewał, że sam Voldemort nie chciałby trafić do tego pożal się boże miejsca, chociaż... Pokręcił głową. Może właśnie on by się z nimi dogadał?
- To nadal jest kradzież, tylko pod płaszczykiem praworządności. Gringott należy do goblinów, tak samo jak miecz Godryka, od którego zaczęła się ta cała heca! - powiedział groźnie, marszcząc cienkie, długie brwi. - Na pewno w swoich mądrych, grubych książkach macie na to inne określenie, ale nie możecie mieć monopolu na wszystko. Zawłaszczacie nasze dziedzictwo!
Rodolphus po prawdzie miał okazję, żeby stamtąd zwiać, ale sytuacja zaczęła go najzwyczajniej w świecie bawić. Stanął za krzesłem, zajmowanym przez goblina, a gdy pochwycił wzrok Lorien, uniósł palec do skroni i udał, że wierci w niej przez kilka sekund. Spotkał na swojej drodze niewiele goblinów, ale żaden nie był tak zajadły, jak ten tu Grox. Powinien go podziwiać w zasadzie, ale nie mógł się wyzbyć obrzydzenia, które czuł do tej pokracznej istoty. W zasadzie to chętnie zobaczyłby, jak pani Mulciber rozsmarowuje go na ścianie, metaforycznie oczywiście.
- Oczywiście, że mam dowody. Pozew zbiorowy przeciwko wam, złodzieje! Myślicie, że nas na to nie stać?!
Lestrange się nie odzywał, splótł dłonie za plecami i wbił wzrok w bliżej nieokreśloną przestrzeń. Zwykle nie miał żadnego problemu z opanowaniem mimiki, lecz tutaj widać było ewidentnie, że używa każdej swojej siły w mięśniach, by po prostu nie prychnąć z rozbawieniem. Nawet lekko zagryzł dolną wargę. Przynajmniej ktoś się tu dobrze bawił, prawda?
Rodolphus uniósł brew, widząc co maleńkie dementory wyprawiają. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu, gdy dostrzegł napis na łódce, a gdy miniaturka stworzenia rozczapierzyła palce, on uniósł własny. Nie puknął jednak w szklaną barierę, chociaż cholernie kusiło. Droczyć się mógł z tego typu stworzeniami, prawdziwych dementorów nigdy by nie chciał spotkać na swojej drodze. Wystarczająco dużo się o nich naczytał z książek, był też świadkiem rozmów osób, które regularnie odwiedzały Azkaban. To, co mówili, przerażało każdego - podejrzewał, że sam Voldemort nie chciałby trafić do tego pożal się boże miejsca, chociaż... Pokręcił głową. Może właśnie on by się z nimi dogadał?
- To nadal jest kradzież, tylko pod płaszczykiem praworządności. Gringott należy do goblinów, tak samo jak miecz Godryka, od którego zaczęła się ta cała heca! - powiedział groźnie, marszcząc cienkie, długie brwi. - Na pewno w swoich mądrych, grubych książkach macie na to inne określenie, ale nie możecie mieć monopolu na wszystko. Zawłaszczacie nasze dziedzictwo!
Rodolphus po prawdzie miał okazję, żeby stamtąd zwiać, ale sytuacja zaczęła go najzwyczajniej w świecie bawić. Stanął za krzesłem, zajmowanym przez goblina, a gdy pochwycił wzrok Lorien, uniósł palec do skroni i udał, że wierci w niej przez kilka sekund. Spotkał na swojej drodze niewiele goblinów, ale żaden nie był tak zajadły, jak ten tu Grox. Powinien go podziwiać w zasadzie, ale nie mógł się wyzbyć obrzydzenia, które czuł do tej pokracznej istoty. W zasadzie to chętnie zobaczyłby, jak pani Mulciber rozsmarowuje go na ścianie, metaforycznie oczywiście.
- Oczywiście, że mam dowody. Pozew zbiorowy przeciwko wam, złodzieje! Myślicie, że nas na to nie stać?!
Lestrange się nie odzywał, splótł dłonie za plecami i wbił wzrok w bliżej nieokreśloną przestrzeń. Zwykle nie miał żadnego problemu z opanowaniem mimiki, lecz tutaj widać było ewidentnie, że używa każdej swojej siły w mięśniach, by po prostu nie prychnąć z rozbawieniem. Nawet lekko zagryzł dolną wargę. Przynajmniej ktoś się tu dobrze bawił, prawda?