29.10.2024, 15:38 ✶
Westchnął cicho. Charles wydawał mu się cholernie nieukształtowaną, młodą osobą. Był od niego kompletnie inny - niepewny siebie, widzący szklankę zawsze do połowy pustą, a nie pełną. Czy on kiedykolwiek mu zasugerował, że ich obecność tutaj jest problemem? Odpowiedział mocniejszym pocałunkiem, chcąc zebrać myśli i sformułować je w odpowiednie słowa.
- Chcę, żebyście zostali - powiedział, gdy na chwilę ich usta się rozłączyły. Nie pozwolił jednak Charlesowi się odsunąć. Wzmocnił uścisk wokół jego talii i przysunął go jeszcze bliżej siebie. - Nie jesteś nawet blisko bycia problemem, Charles.
Dodał, tym razem odrobinę głośniej. Tak żeby w końcu to do niego dotarło. Zdecydowanie musieli popracować nad pewnością siebie Mulcibera bo to aż bolało fizycznie, jak bardzo był skrzywdzony. Na początku robił to wyłącznie dla zabawy i z chęci zdobycia kolejnych popleczników, a także z wrodzonej złośliwości by utrzeć nosa Richardowi, ale teraz... Teraz czuł, że nic z tego nie będzie, jeżeli Charles wciąż będzie myślał o sobie tak, jak myślał teraz. Zaczynał nawet odczuwać coś na kształt złości na Richarda, chociaż między bogiem a prawdą w jego przypadku wystarczyło naprawdę niewiele, by się na niego wściekł. Nawet krzywo zawiązana sznurówka sprawiłaby, że miałby ochotę trzasnąć bliźniaka Roberta.
- Kojarzysz może opowieści o hydrze? - zaśmiał się cicho. Jego naiwność była naprawdę ujmująca. Fakt, że nie znał Victorii, tylko to potęgował. - Na jednego zamordowanego kwiatka przyjdą kolejne trzy. Zanim mrugniesz, obudzisz się w wielkiej donicy, otoczonej kolejną dziwną rośliną.
Był przekonany, że tak by właśnie było. Zamieniłaby to mieszkanie w piekło. Ale coś mu zaczęło świtać w głowie. Jakiś zalążek planu. Pytanie tylko czy rzeczona Maeve będzie chciała na niego przystać.
- Maeve Chang. Polecił mi ją... - zamrugał. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że współpracował z jego rodziną, tylko z innej linii. Kim w zasadzie dla niego był Alexander? ... Twój wuj. Alexander. Pracujemy razem w Departamencie Tajemnic.
Dokończył, wlepiając w Charlesa zaciekawione spojrzenie. Był ciekaw, jak zareaguje na te rewelacje, ale znając już go trochę postanowił uprzedzić fakty.
- Nie wie, że tu jesteś. Nie wie że to ty dokonałeś bestialskiego mordu na kwiatku, chociaż myślę że znając go to by ci pogratulował - nie wspomniał słowem o tej pieprzonej wróżbie, którą dostał na kilka dni przed incydentem.
- Chcę, żebyście zostali - powiedział, gdy na chwilę ich usta się rozłączyły. Nie pozwolił jednak Charlesowi się odsunąć. Wzmocnił uścisk wokół jego talii i przysunął go jeszcze bliżej siebie. - Nie jesteś nawet blisko bycia problemem, Charles.
Dodał, tym razem odrobinę głośniej. Tak żeby w końcu to do niego dotarło. Zdecydowanie musieli popracować nad pewnością siebie Mulcibera bo to aż bolało fizycznie, jak bardzo był skrzywdzony. Na początku robił to wyłącznie dla zabawy i z chęci zdobycia kolejnych popleczników, a także z wrodzonej złośliwości by utrzeć nosa Richardowi, ale teraz... Teraz czuł, że nic z tego nie będzie, jeżeli Charles wciąż będzie myślał o sobie tak, jak myślał teraz. Zaczynał nawet odczuwać coś na kształt złości na Richarda, chociaż między bogiem a prawdą w jego przypadku wystarczyło naprawdę niewiele, by się na niego wściekł. Nawet krzywo zawiązana sznurówka sprawiłaby, że miałby ochotę trzasnąć bliźniaka Roberta.
- Kojarzysz może opowieści o hydrze? - zaśmiał się cicho. Jego naiwność była naprawdę ujmująca. Fakt, że nie znał Victorii, tylko to potęgował. - Na jednego zamordowanego kwiatka przyjdą kolejne trzy. Zanim mrugniesz, obudzisz się w wielkiej donicy, otoczonej kolejną dziwną rośliną.
Był przekonany, że tak by właśnie było. Zamieniłaby to mieszkanie w piekło. Ale coś mu zaczęło świtać w głowie. Jakiś zalążek planu. Pytanie tylko czy rzeczona Maeve będzie chciała na niego przystać.
- Maeve Chang. Polecił mi ją... - zamrugał. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że współpracował z jego rodziną, tylko z innej linii. Kim w zasadzie dla niego był Alexander? ... Twój wuj. Alexander. Pracujemy razem w Departamencie Tajemnic.
Dokończył, wlepiając w Charlesa zaciekawione spojrzenie. Był ciekaw, jak zareaguje na te rewelacje, ale znając już go trochę postanowił uprzedzić fakty.
- Nie wie, że tu jesteś. Nie wie że to ty dokonałeś bestialskiego mordu na kwiatku, chociaż myślę że znając go to by ci pogratulował - nie wspomniał słowem o tej pieprzonej wróżbie, którą dostał na kilka dni przed incydentem.