29.10.2024, 17:12 ✶
- ROISE! - krzyknęła z oburzeniem, podrywając głowę. Trzepnęła go w ramię, ale to wszystko co się zadziało, to... Cóż. Nie było w żaden, ale to absolutnie żaden sposób gwałtowne czy nawet szybkie. Ba, jej ruchy i słowa w ogóle nie stały obok tych określeń. Gdy "podniosła głos", brzmiało to bardziej jak szept. Nieco bełkotliwy, warto zaznaczyć. A gdy uniosła głowę, to zrobiła to tak ślamazarnie, że Ambroise nie tylko zdążył wydukać swoje Jeśli mógłbym mieć jakieś wątpliwości odnośnie twojej szczerości , ale nawet dalszą część. Dopiero wtedy jego ramię dotknęło głasknięcie dłoni Roselyn, okraszone wysokim chichotem. Panna Greengrass, całkowicie pijana i zjarana, zmieniała się w leniwca. To było absolutnie idealne porównanie. - Jakoś mnie urodziła, więc musiała to robić z naszym ojcem.
I dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, co powiedziała. Momentalnie zrobiła się zielona i jej się cofnęło. Tym razem również udało jej się przełknąć żółć, podchodzącą do gardła. Widać było, że chyba za bardzo zabrnęli w tych pijackich rozważaniach, skoro Roselyn dosłownie zzieleniała na twarzy. Przełknęła głośno podchodzącą do góry zawartość żołądka i odkaszlnęła, chcąc mieć pewność, że wszystko wróciło na swoje miejsce.
Papuga. Skup się na papudze a nie dupie własnej matki.
- Mogę być i papugą. Byle nie gęsią. Co do facetów... - wzruszyła ramionami, zanim zdecydowała się wstać w końcu z fotela, dając bratu odrobinę przestrzeni. Polała sobie więcej alkoholu, pytająco unosząc butelczynę w górę w niemym geście "chcesz?". - Jebać ich. Bez obrazy dla ciebie i dla ojca, ale nie są mi do niczego potrzebni.
Nie była to do końca prawda, sama przecież radziła się mężczyzn w wielu sprawach. Sama teraz rozmawiała z facetem. I na pewno w końcu będzie chciała znaleźć takiego, na którym będzie mogła się oprzeć. Ale czy na pewno? W całej tej pokrętnej logice Roselyn naprawdę wydawała się być jako tako samodzielną osobą. I chyba naprawdę dążyła do tego, by być jeszcze bardziej samodzielną, tylko efekt był cóż... Daleki od idealnego. Nadal mieszkała z rodzicami, owszem, ale miała chyba na tyle pieniędzy z wypłaty i na tyle stabilną pensję, że mogłaby się wyprowadzić. Może oszczędzała? Albo - co bardziej prawdopodobne - tak jej było wygodnie. Sama też powiedziała, że tego cholernego Borgina "przygarnęła" żeby inni się odpierdolili. Przecież gdyby była taką wielką samodzielną damą, to dałaby radę sobie z tym sama, bez pomocy Antka czy Ambroisego.
- Chciałabym zobaczyć płaczącą cebulę. Myślisz że dałoby się taką stworzyć? - absolutnie nie wyciągnęła z jego wypowiedzi tego, co najważniejsze. Jej zjarany umysł skupił się na płaczącej cebuli tak bardzo, że wylała trochę whisky. - Ach, kurwa...
Nachyliła się, by spić menisk wypukły. Tu był i tak taki syf, że na pewno podłodze czy stolikowi to nie zaszkodzi, ale oblała sobie przy okazji rękę. Trudno, będzie się lepić: jej także chyba już niewiele powinno zaszkodzić, a przynajmniej dzisiaj.
I dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, co powiedziała. Momentalnie zrobiła się zielona i jej się cofnęło. Tym razem również udało jej się przełknąć żółć, podchodzącą do gardła. Widać było, że chyba za bardzo zabrnęli w tych pijackich rozważaniach, skoro Roselyn dosłownie zzieleniała na twarzy. Przełknęła głośno podchodzącą do góry zawartość żołądka i odkaszlnęła, chcąc mieć pewność, że wszystko wróciło na swoje miejsce.
Papuga. Skup się na papudze a nie dupie własnej matki.
- Mogę być i papugą. Byle nie gęsią. Co do facetów... - wzruszyła ramionami, zanim zdecydowała się wstać w końcu z fotela, dając bratu odrobinę przestrzeni. Polała sobie więcej alkoholu, pytająco unosząc butelczynę w górę w niemym geście "chcesz?". - Jebać ich. Bez obrazy dla ciebie i dla ojca, ale nie są mi do niczego potrzebni.
Nie była to do końca prawda, sama przecież radziła się mężczyzn w wielu sprawach. Sama teraz rozmawiała z facetem. I na pewno w końcu będzie chciała znaleźć takiego, na którym będzie mogła się oprzeć. Ale czy na pewno? W całej tej pokrętnej logice Roselyn naprawdę wydawała się być jako tako samodzielną osobą. I chyba naprawdę dążyła do tego, by być jeszcze bardziej samodzielną, tylko efekt był cóż... Daleki od idealnego. Nadal mieszkała z rodzicami, owszem, ale miała chyba na tyle pieniędzy z wypłaty i na tyle stabilną pensję, że mogłaby się wyprowadzić. Może oszczędzała? Albo - co bardziej prawdopodobne - tak jej było wygodnie. Sama też powiedziała, że tego cholernego Borgina "przygarnęła" żeby inni się odpierdolili. Przecież gdyby była taką wielką samodzielną damą, to dałaby radę sobie z tym sama, bez pomocy Antka czy Ambroisego.
- Chciałabym zobaczyć płaczącą cebulę. Myślisz że dałoby się taką stworzyć? - absolutnie nie wyciągnęła z jego wypowiedzi tego, co najważniejsze. Jej zjarany umysł skupił się na płaczącej cebuli tak bardzo, że wylała trochę whisky. - Ach, kurwa...
Nachyliła się, by spić menisk wypukły. Tu był i tak taki syf, że na pewno podłodze czy stolikowi to nie zaszkodzi, ale oblała sobie przy okazji rękę. Trudno, będzie się lepić: jej także chyba już niewiele powinno zaszkodzić, a przynajmniej dzisiaj.