29.10.2024, 18:57 ✶
Lyssa czasem... zapominała... że ludzie zapominają. Dla niej to wszystko było nad wyraz oczywiste i dokładne, a każdy jeden detal odtwarzał się we wspomnieniach perfekcyjnie, z krawędziami czasem ostrzejszymi niż miał w rzeczywistości. I czasem nienawidziła tego, bo myśli bywały ciężkie i to na tyle, że skutecznie były w stanie odciąć ją od rzeczywistości, ale kiedy indziej były niby zbawienie, szczególnie kiedy w swojej zgryźliwości mogła idealnie przytoczyć potrzebne informacje. To czy robiła to rzetelnie to już było co innego.
Nie była do końca pewna jak właściwie czuła się z faktem, ze według Greyback nadane jej imię do niej pasowało, ale nie zamierzała nad tym dywagować. Lyssa była straszną boginią w mniemaniu niektórych, nawet jeśli niektóre wersje mitu chociażby o Heraklesie zapewniały że nie podchodziła do swojej roli pochopnie. Córka Dolohova była rozdarta, bo czasem miała wrażenie że jej imienniczka o wiele częściej obdarza szałem i gniewem ją samą, a nie jej wrogów.
- Urocze - podsumowała, upijając jeszcze z kubka i odstawiajac go na stół. Jej matka niespecjalnie przejmowała się takimi rzeczami, wykładając ozdoby raczej dla zasady i tylko na większe święta, a Lyssa z łatwością podążała za nią tą ścieżką. - Wiesz co? Nie wiem. Ale w sumie jak chcesz taki przydomowy ogródek to jasne, czemu nie, ale skąd weźmiesz rośny?
Szkoda, że nie pomyślała o tym trochę wcześniej, to mogłyby coś nakupować. Albo Lyssa w przypływie wspaniałomyślności zrobiłaby zakupy na Lammas, a teraz było już chyba na to wszystko za późno. - No chyba, że chcesz pozbierać te co są w kamienicy porozstawiane...?
Nie była do końca pewna jak właściwie czuła się z faktem, ze według Greyback nadane jej imię do niej pasowało, ale nie zamierzała nad tym dywagować. Lyssa była straszną boginią w mniemaniu niektórych, nawet jeśli niektóre wersje mitu chociażby o Heraklesie zapewniały że nie podchodziła do swojej roli pochopnie. Córka Dolohova była rozdarta, bo czasem miała wrażenie że jej imienniczka o wiele częściej obdarza szałem i gniewem ją samą, a nie jej wrogów.
- Urocze - podsumowała, upijając jeszcze z kubka i odstawiajac go na stół. Jej matka niespecjalnie przejmowała się takimi rzeczami, wykładając ozdoby raczej dla zasady i tylko na większe święta, a Lyssa z łatwością podążała za nią tą ścieżką. - Wiesz co? Nie wiem. Ale w sumie jak chcesz taki przydomowy ogródek to jasne, czemu nie, ale skąd weźmiesz rośny?
Szkoda, że nie pomyślała o tym trochę wcześniej, to mogłyby coś nakupować. Albo Lyssa w przypływie wspaniałomyślności zrobiłaby zakupy na Lammas, a teraz było już chyba na to wszystko za późno. - No chyba, że chcesz pozbierać te co są w kamienicy porozstawiane...?