29.10.2024, 19:03 ✶
W sumie to Jonathan czasem fantazjował o jakimś morderstwie w Hogwarcie. Z tym, że w tych fantazjach, prowadzonych najczęściej podczas tych nudniejszych lekcji, cała akcja działa się w bardziej gotyckim miesiącu pełnym mroku, to znaczy listopadzie, to on znajdywał ciało, bohatersko, i własnoręcznie, łapał mordercę, a potem wygłaszał przemówienie na pogrzebie ofiary, o którym jeszcze lata później pisały gazety, jak i książki do historii. No i w jego fantazjach ofiarą nigdy nie był ktoś kogo bezpośrednio znał. A Martę Warren przecież znał i może nie jakoś bardzo lubił, bo była jednak nieco płaczliwą Krukonką, ale zdarzało mu się do niej uśmiechnąć, czy nawet skłamać uprzejmie, że miała ładne okulary.
Czasem też oczywiście fantazjował sobie, że to on zostaje zamordowany, cała szkoła pogrąża się w żałobie, na każdym korytarzu wiszą upamiętniające go portrety, w pokoju wspólnym Gryffindoru, stawiają jego popiersie, a przyjaciele wygłaszają piękną przemowa na jego pogrzebie, o której jeszcze lata później będą pisały gazety, jak i książki do historii. Zazwyczaj jedną z osób, które miały wygłaszać tę mowę była Charlotte Crouch, na którą czekali teraz w umówionym miejscu z Anthonym Shafiqiem.
Wyjątkowo nie uśmiechał się tak szeroko, jak zwykle. To było dziwne. Ktoś został zabity. Ktoś naprawdę został zabity w szkole i to jeszcze koleżanka, z którą mieli lekcje.
– Wszystko w porządku z Morpheusem? – spytał Anthony'ego. Lubił Shafiqa, nawet jeśli czasem przypominał mu tego ponurego chłopca z wiktoriańskich powieści obyczajowych, który siedział jedynie w kącie swojego ciemnego pokoju, a gdy już wychodził na słońce, skrywał się za ciemnym parasolem w postaci drugiego Krukona. Selwyn zmarszczył brwi i podszedł do niego. Jeszcze nie skończył rosnąć, a już był wyższy od większości swoich kolegów z roku i cała rodzina twierdziła, że najwyraźniej musiał wdać się w tego jednego wujka, który mierzył niemal dwa metry. – Masz jakiś paproch w włosach – oznajmił i bezceremonialnie ściągnął pyłek z kosmyków Shafiqa, a potem odsunął się nieco, słysząc że ktoś idzie w ich stronę.
Lottie.
– Zastraszyłaś już aurorów, by powiedzieli ci co się stało, czy jeszcze potrzebujesz chwili? – rzucił zaskakująco wesoło w stronę przyjaciółki. Miał ochotę zażartować, czy to przypadkiem nie ona stała za tym morderstwem, ale... Ale jednak to nie byłoby śmieszne.
Czasem też oczywiście fantazjował sobie, że to on zostaje zamordowany, cała szkoła pogrąża się w żałobie, na każdym korytarzu wiszą upamiętniające go portrety, w pokoju wspólnym Gryffindoru, stawiają jego popiersie, a przyjaciele wygłaszają piękną przemowa na jego pogrzebie, o której jeszcze lata później będą pisały gazety, jak i książki do historii. Zazwyczaj jedną z osób, które miały wygłaszać tę mowę była Charlotte Crouch, na którą czekali teraz w umówionym miejscu z Anthonym Shafiqiem.
Wyjątkowo nie uśmiechał się tak szeroko, jak zwykle. To było dziwne. Ktoś został zabity. Ktoś naprawdę został zabity w szkole i to jeszcze koleżanka, z którą mieli lekcje.
– Wszystko w porządku z Morpheusem? – spytał Anthony'ego. Lubił Shafiqa, nawet jeśli czasem przypominał mu tego ponurego chłopca z wiktoriańskich powieści obyczajowych, który siedział jedynie w kącie swojego ciemnego pokoju, a gdy już wychodził na słońce, skrywał się za ciemnym parasolem w postaci drugiego Krukona. Selwyn zmarszczył brwi i podszedł do niego. Jeszcze nie skończył rosnąć, a już był wyższy od większości swoich kolegów z roku i cała rodzina twierdziła, że najwyraźniej musiał wdać się w tego jednego wujka, który mierzył niemal dwa metry. – Masz jakiś paproch w włosach – oznajmił i bezceremonialnie ściągnął pyłek z kosmyków Shafiqa, a potem odsunął się nieco, słysząc że ktoś idzie w ich stronę.
Lottie.
– Zastraszyłaś już aurorów, by powiedzieli ci co się stało, czy jeszcze potrzebujesz chwili? – rzucił zaskakująco wesoło w stronę przyjaciółki. Miał ochotę zażartować, czy to przypadkiem nie ona stała za tym morderstwem, ale... Ale jednak to nie byłoby śmieszne.