21.01.2023, 08:44 ✶
Złapał Heather zanim weszli w tłum. Teraz dookoła było naprawdę dużo ludzi, starał się tym nie stresować, z pozoru wychodziło dobrze - uśmiechał się i towarzyszył rudej, która rozmawiała, jak się zorientował, ze swoją kuzynką. Cameron był gdzieś z przodu, dostrzegł go dopiero po chwili, ale wolał się nie wychylać. Czuł się nieswojo nie będąc super entuzjastycznym wokół przyjaciół, ale wydawało mu się ciągle, ze coś było nie tak, że nie powinno go tutaj być. Nie potrafił pozbyć się tej myśli z głowy, nawet przedstawiająca go Wood nie wzbudziła czujności, bo imię 'Julien' wciąż było obce, nieswoje, inne.
Zamrugał pare razy, gdy przyjaciółka zawiesiła na nim dłużej spojrzenie, jakby czekając aż coś powie.
- A tak, Jules, Julien. Trochę wciąż różnica czasu mi ten - pomachał palcami przy czole, pokazując, że strefy czasowe sprawiły, że jest zmęczony - namieszała w głowie, miło poznać - pomachał Adzie i zaraz schował ręce do kieszeni.
Zaraz zaczęło się robić tłoczno przy koszyku, dużo osób mówiło na raz.
- odejdę na chwilę Heath, zapale sobie, zaraz Cię znajdę - poklepał przyjaciółkę po ramieniu i nie czekając na odpowiedź po prostu się oddalił.
Zapalił jednego papierosa, dwa, a potem nawet trzy. Stracił rachubę czasu obserwując stragany z lekkiego dystansu, czując jakby był za szybą, a dźwięki dochodziły do niego z opóźnieniem. Bardzo chciał sobie wmówić, ze wszystko było w porządku, ale tak naprawdę cały świat przecież mu się zawalił; musiał udawać kogoś innego, wyglądał inaczej, musiał mówić inaczej. Westchnął gasząc ostatniego papierosa i widząc, że zbiorowisko trochę się przerzedziło, stracił też z pola widzenia Lupina, trochę żałował, chciał z nim zamienić pare słów.
Przeszedł pare kroków rozglądając się w poszukiwaniu charakterystycznej, jaskrawej burzy włosów. Nie szukał długo, zaraz też podszedł do Wood.
- Sory, trochę mnie wcięło. Wciąż jestem jakby. Nie mogę dojść do siebie. - był oszczędny w słowach, bo też przebywali w miejscu publicznym. Ktoś, kto nie znał faktycznej sytuacji mógł pomyśleć, że Charles, bądź teraz - Julien, jest po prostu zmęczony. Czy to po podroży, czy czymkolwiek innym.
Zamrugał pare razy, gdy przyjaciółka zawiesiła na nim dłużej spojrzenie, jakby czekając aż coś powie.
- A tak, Jules, Julien. Trochę wciąż różnica czasu mi ten - pomachał palcami przy czole, pokazując, że strefy czasowe sprawiły, że jest zmęczony - namieszała w głowie, miło poznać - pomachał Adzie i zaraz schował ręce do kieszeni.
Zaraz zaczęło się robić tłoczno przy koszyku, dużo osób mówiło na raz.
- odejdę na chwilę Heath, zapale sobie, zaraz Cię znajdę - poklepał przyjaciółkę po ramieniu i nie czekając na odpowiedź po prostu się oddalił.
Zapalił jednego papierosa, dwa, a potem nawet trzy. Stracił rachubę czasu obserwując stragany z lekkiego dystansu, czując jakby był za szybą, a dźwięki dochodziły do niego z opóźnieniem. Bardzo chciał sobie wmówić, ze wszystko było w porządku, ale tak naprawdę cały świat przecież mu się zawalił; musiał udawać kogoś innego, wyglądał inaczej, musiał mówić inaczej. Westchnął gasząc ostatniego papierosa i widząc, że zbiorowisko trochę się przerzedziło, stracił też z pola widzenia Lupina, trochę żałował, chciał z nim zamienić pare słów.
Przeszedł pare kroków rozglądając się w poszukiwaniu charakterystycznej, jaskrawej burzy włosów. Nie szukał długo, zaraz też podszedł do Wood.
- Sory, trochę mnie wcięło. Wciąż jestem jakby. Nie mogę dojść do siebie. - był oszczędny w słowach, bo też przebywali w miejscu publicznym. Ktoś, kto nie znał faktycznej sytuacji mógł pomyśleć, że Charles, bądź teraz - Julien, jest po prostu zmęczony. Czy to po podroży, czy czymkolwiek innym.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you