De,
tak, jest sprawa i sprawę trzeba rozwiązać. Ale czasami sprawy nie chcą być rozwiązane, albo raczej – ludzie nie chcą, by je rozwiązano i utrudniają dojście do prawdy. To, co usłyszałam, to może być stek bzdur, to może być też moje przewrażliwienie… I niby nikt nie chce powtórki, a i tak mam wrażenie, że Ministerstwo niedostatecznie przykłada się do tego, by jej rzeczywiście nie było. Może to jednak fatalizm przeze mnie przemawia… Nie chcę, żeby komuś z Was przydarzyło się to, co mi. Albo coś gorszego.
Nigdy nie nazwałabym Ciebie tłem. Ojciec może i woli, żeby dać mu święty spokój i tak dalej, ale jesteś zbyt charakterna na bycie tłem. Może i teraz jestem na świeczniku, a przez to i nasze nazwisko, ale moja sława przeminie, gwiazda zblednie, a wtedy Ty będziesz mogła spokojnie wyjść z cienia – o ile na tym Ci w ogóle zależy.
Matka może i kręci nosem, ale to dla zasady. Pewnie by mnie przenocowała, gdybym chciała, pogadałaby, ale by nie zabroniła. Ale nie chcę. Dobrze mi samej, mam święty spokój (zobacz, to zupełnie jak tata), poza tym są w moim domu dwie mruczące istotki, które na mnie czekają i na mnie polegają, nie zostawiłabym Luny i Kwiatuszka samych na dłużej. Moje przyjaciółki mają swoje życia, a mi dobrze zrobi wyjście całkowicie na swoje. Zabezpieczę dom, spróbuję coś załatwić we wrześniu, przed końcem września powinnam zdążyć. Swoją drogą powinnaś mnie kiedyś odwiedzić.
Nie mówię wszystkiego, bo to ochłapy i niesprawdzone poszlaki, których zresztą nie ma zbyt dużo, bo i o moim stanie wiadomo tyle, co nic. Same przypuszczenia tęgich głów zza granicy i żadnych pewników, prócz tego, że może podczas Samhain będzie możliwość, żeby to odkręcić. Jakoś. Nie wiadomo jak. Jedna strona mówi o ryzyku i pożyczonej energii, którą mam w sobie i która wyczerpie się nie-wiadomo-kiedy, a wtedy i ja się „wyczerpię”, a druga strona mówi, że moja energia jest we mnie, ale przyćmiona inną. Komu wierzyć? Nie wiem. To wszystko to tylko założenia i teorie, nic pewnego. W najgorszym wypadku pożegnamy się za dwa miesiące… albo wcześniej, jeśli jestem jakimś źle tykającym zegarkiem z samozapłonem.
Wiem, że nie jesteś już od dawna dzieckiem. Na szczęście to nie sprawia, że nie mogę się martwić. Dziękuję, Daphne, Twoje wsparcie naprawdę dużo dla mnie znaczy. Nie wiem, co bym zrobiła, jakbym była z tym całkowicie sama. Swoja drogą mam nadzieję, że teraz matka nie usiądzie na Ciebie z zaręczynami. Mam wrażenie, że już wie, że ze mną nic nie ugra, ale liczę, że odpuści i Tobie…