• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine

[01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#9
30.10.2024, 02:59  ✶  
- Tak właściwie to tak - nie pokusił się o ten komentarz tylko dlatego, że popiół z trzymanego papierosa wleciał do środka razem z przeszywającym podmuchem lodowatego powietrza zamiast opaść na śnieg na zewnętrznym parapecie.
Niby nie miał już wielu zajęć tego dnia, ale nadal nie zamierzał chodzić brudny. W przeciwieństwie do niektórych tu obecnych raczej preferował schludność. Nie zeskoczył z parapetu. Wstępne strzepał z siebie syf, po czym wyciągnął różdżkę, żeby dokończyć dzieła, jednocześnie nie odrywając wzroku od wykonywanej czynności dopóki nie skończył.
- Co poradzę, naturalne predyspozycje - wzruszył ramionami, rzecz jasna wyłapując próbę ciśnięcia w niego sarkazmem naprawdę niskich lotów, ale przez swój słabiutki poziom ten przytyk przeleciał gdzieś w okolicach kostek Greengrassa.
Zdecydowanie w niego tym nie trafiła. Szczególnie, że jedną nogę miał w górze w dalszym ciągu na parapecie, natomiast drugą podparł na pręcie wystającym ze ściany po jakiejś oberwanej szafeczce czy czymś takim. No cóż. W Hogwarcie średnio dbano o bezpieczeństwo uczniów. Nawet Marta Warren była tego jęczącym dowodem. Szkoła, do której brytyjscy czarodziejowie z braku możliwości posyłali swoje pociechy miała zatrważająco wysokie statystyki śmiertelności.
Z drugiej strony trudno było wyrażać zdziwnienie. Zwłaszcza przy takich interakcjach jak ta. Marta mogła szybciutko zyskać nową rośnie irytującą koleżankę, jeśli dziewczyna nie przestanie skakać do gardeł przypadkowych uczniów. Szczególnie tych starszych.
Oni byli z tego samego domu a dla Greengrassa miało to całkiem spore znaczenie, bo zazwyczaj nie tykał swoich. Nieważne jak bardzo mu działali na nerwy. Stanowili kolektyw przez przynajmniej rok do całych siedmiu lat.
W przypadku blondyneczki to była wyłącznie kwestia kilku kolejnych miesięcy i miała sobie z powodzeniem przejąć po nim tę DAMSKĄ toaletę. Szybko przekonując się, że nie jest jedyną osobą ostrzącą sobie zęby na całkiem wygodną miejscówkę na lokalnym parapecie.
Z tym, że nawet w takich miejscach panowała hierarchia. Z duchem martwej uczennicy szło się od biedy dogadać (albo ostentacyjnie milczeć jak to robił Ambroise) ale z innymi uczniami nie zawsze. To, że teraz był tu względny spokój, przynajmniej zanim go nie postanowiła zakłócić, nie miało trwać wiecznie. Miała mieć swoich ciekawskich pierwszaków i zdesperowanych uczniów różnej maści poszukujących ucieczki. Takich jak ona w tej chwili. Dokładnie takich.
Na jego oko, czekała ją zacięta wieloletnia walka o pozycję w damskim kiblu. Na długo po nim. Jak dobrze, że jej się nie spieszyło. Mogła się tu zabunkrować do ukończenia szkoły za... ...pięć?... ...sześć lat? Skoro to było dla niej takie istotne, żeby zostać brygadzistą uderzeniowym klopa. Byleby przestała dziamdziać i dała mu spokój. Mogła sobie zająć jakąś wolną kabinę albo co. Parapet był jego.
- Zaczynają się górnolotne pytania - skomentował bez przejęcia, kwitując to trochę protekcjonalnym tonem i przenosząc wzrok na paczkę fajek, którymi w przypływie koleżeństwa postanowił się z nią podzielić.
To była niska cena za alibi. Zgadza się - kiedy sięgnęła po papierosa, przypieczętowała z nim pakt braku zaangażowania McGonagall w cały proceder. W razie czego miał przewalić wszystko na upominanie młodej uczennicy, że nie należy smrodzić fajami w łazienkach. Poczuł dym, przejął się pożarem czy coś, przyłapał ją na gorącym uczynku. W tak młodym wieku!
Obdarzył ją spojrzeniem spod uniesionych brwi, po czym wygrzebał zapalniczkę z kieszeni, pstrykając ją palcami i wyciągając ogień w stronę blondynki, żeby podpalić jej papierosa. Mógł się dzielić fajkami, ale ani myślał rozstawać się ze swoim źródłem ognia.
Raczej nie przepadał za wykorzystywaniem magii tuż przy swojej twarzy. Co prawda nie miał zarostu, który mógłby przypadkiem podpalić, golił się na gładko, ale włosy to było już coś innego.
Dostrzegł, że przez cały proces ani razu na niego nie spojrzała, ale wzruszył na to ramionami. Nie zamierzał zaglądać darowanemu hipogryfowi pod ogon. Irytujący trajkot ustał. To miało największe znaczenie.
Co prawda okupił to stratą kilku przyjemnych chwil palenia. Pewnie miał tego pożałować, kiedy stanowczo za szybko wypali resztę paczki, ale to był problem Ambroisa z przyszłości. Ten tu teraz doceniał palenie w milczeniu.
W przeciwieństwie do dziewczyny patrzącej gdzieś indziej, Greengrass cały czas śledził wzrokiem jej poczynania. Z piskiem podeszwy przesunął but po kamiennym parapecie, żeby zrobić blondynce trochę miejsca. Miała długie nogi, potrzebowała trochę przestrzeni a on nie był ostatnim bucem.
- Nie tak - skomentował bez przejęcia, nieznacznie kręcąc głową. - Tak się przydusisz, dostaniesz zawrotów głowy i wyplujesz sobie płuca - to było całkiem obrazowe, szczególnie że już zaczęła odhaczać kolejne punkty na liście; nie trudno było stwierdzić, że nie była wprawiona w popalaniu. - W ten sposób. Wolniej. Nie ciągnij tego jak fujary - no cóż, niby byli w kiblu a w kiblach czasami działy się różne rzeczy, ale nie chciał musieć ją zbierać z podłogi.
Mogła się odtlenić, przytruć, zakaszleć - cholera wie. Bardzo mgliście pamiętał swoje pierwsze doświadczenia w tym zakresie. Teraz to przychodziło naturalnie. Aż musiał zastanowić się nad tym, co robi, żeby móc wykonać uczynną demonstrację. A potem jeszcze raz to powtórzyć dla utrwalenia. No nie był aż tak niepomocny.
W tej łazience było miejsce wyłącznie dla jednego upierdliwego ducha, który nagle wymiksował się, gdy był potrzebny i mógł mieć okazję do dania przedstawienia. Choć może Marta zbierała siły? Wyskoczyła gdzieś na szybko przećwiczyć nowy repertuar szlochów i zawodzeń?
- Mówię z klimatem. Tak się opowiada historie w normalnym towarzystwie - pokręcił głową z politowaniem. - To słuchasz czy nie słuchasz? - Nie miał zamiaru rozmawiać z ludzkim odpowiednikiem umywalki z zapchanym kolankiem, w którym nie było słychać żadnego echa.
- A więc - powtórzył znacząco po raz drugi. - Długi deszczowy dzień, wrażenie narastającej grozy, rozbujane wierzchołki drzew, zawodzący wiatr, ciemne burzowe chmury nadciągające zza horyzontu - streścił pokrótce, zanim przeszedł do dalszej części historii - tym razem już bez teatralności, bo i tak tego nie doceniała w tym swoim móżdżku.
- Warrenówna nie była uwielbiana, nie? Jeśli by się tak zastanowić to mógłbym wam wykazać pewne niepodważalne podobieństwa - wzruszył ramionami, bo co? Taka prawda. - Poprztykała się z jakąś pannicą. To była żarliwa kłótnia pokroju tych naprawdę poważnych - na moment wrócił do tonu narratora, ale to już nie było to, więc zaprzestał - typu: kartofle czy ziemniaki, ale w jakiejś bardziej babskiej wersji. Ta druga też była suczą, ale ładną. Ładne sucze wam robią pod górę i tak było tym razem. Marta wyleciała z wielkiej sali, podjęła wysiłek potruchtania tu po schodach, żeby... ...trzask, prask... ...spróbować zawyć się na śmierć. A wtedy - już miał przejść do tej części, w której umieszcza się w tej jakże pasjonującej historii, kiedy drzwi kabiny zatrzęsły się i rozwarły z hukiem.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (7822), Geraldine Greengrass-Yaxley (6008)




Wiadomości w tym wątku
[01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.10.2024, 20:07
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.10.2024, 21:27
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.10.2024, 22:54
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.10.2024, 23:48
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.10.2024, 17:18
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.10.2024, 22:27
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.10.2024, 23:53
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.10.2024, 00:41
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.10.2024, 02:59
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.10.2024, 11:25
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.10.2024, 18:11
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.10.2024, 00:09
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 31.10.2024, 15:55
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.10.2024, 21:09
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 31.10.2024, 23:45
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 01.11.2024, 22:01
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.11.2024, 12:55
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.11.2024, 22:34
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 14:13
RE: [01.1958] well, aren't you just a little ray of pitch black || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.11.2024, 19:08

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa