30.10.2024, 09:31 ✶
- Nie zdołasz pilnować go zawsze. - Nie tylko dlatego, że była człowiekiem, który w dodatku miał teraz na głowie dziwne zachowania bliźniaka. A raczej... może właśnie dlatego. Jeśli Astaroth przeżyje te pierwsze lata, prawdopodobnie będzie żył dużo dłużej od Geraldine. Bo on już człowiekiem nie był. - Konsultowaliście się z kimś? W jaki sposób najlepiej go kontrolować? Czy są jakieś optymalne metody... panowania nad głodem? Może należałoby kogoś zatrudnić, kto mógłby ci pomóc? - spytała i zmarszczyła lekko brwi, bo pomysł niańki dla wampira z jednej strony brzmiał tak absurdalnie, z drugiej... z drugiej przecież Florence szczerze uważała, że warto go rozważyć. Byli bogaci. Mogli tymi pieniędzmi kupić trochę spokoju.
Yaxleyowie zaś może znali się na wampirach, ale raczej interesowało ich to, w jaki sposób takie eliminować, a nie dostosować do życia w społeczeństwie.
Florence uspokoiła się trochę na informację, że Astaroth dostał krew, chociaż pomyślała mimowolnie, że niemiłe to sąsiedztwo: ktoś, kto mieszkał trzy kamienice dalej, a w chwilach głodu albo złości ruszył gryźć ludzi. Także własną siostrę.
Upiła ostrożnie łyk herbaty, spoglądając na Geraldine znad filiżanki. Chciałaby ją pocieszyć: ale nie było słów, które mogły przynieść ulgę, gdy twój brat umarł ci na rękach i powrócił jako wampir. Chciałaby powiedzieć, że wszystko będzie dobrze: ale znów, byłoby to kłamstwo, bo wcale dobrze być nie musiało. Astaroth mógł stać się potworem w każdym tego słowa znaczeniu. Mógł też nie przetrwać, gdy zaatakuje nieodpowiednią osobę.
– W szpitalu widywałam wiele tragedii, którym w teorii dałoby się zapobiec, Geraldine. Chłopak, trafiony klątwą, która była przeznaczona dla jego brata. Dziecko pogryzione przez wilkołaka, mającego coś za złe jego ojcu. Dziewczyna, która źle rzuciła zaklęcie i efekt ją ostatecznie zabił, bo jej rodzina spóźniła się o ułamek sekundy z rozproszeniem... - powiedziała w końcu, odstawiając naczynie. – Sedno w tym, że tak naprawdę nie da się zapobiec każdemu nieszczęściu. One po prostu się przydarzają. Jego rozgoryczenie jest naturalne. Stracił normalne życie i przez to mówi rzeczy, co do których sam na pewno wie, że nie są sprawiedliwe. Twoje wyrzuty sumienia również, bo ludzie mają tendencję do szukania przyczyn takich wydarzeń. Ale jedynym naprawdę winnym jest wampir, który go zabił i przemienił. Równie dobrze możesz mówić, że nie umarłby, gdybyście nie byli łowcami.
I tak by było. Florence zresztą nigdy nie była zwolenniczką tego zawodu. Ale Yaxleyowie sami go sobie wybrali, oboje i kroczyli tą ścieżką, świadomi, że mogą zginąć w pazurach bestii.
Yaxleyowie zaś może znali się na wampirach, ale raczej interesowało ich to, w jaki sposób takie eliminować, a nie dostosować do życia w społeczeństwie.
Florence uspokoiła się trochę na informację, że Astaroth dostał krew, chociaż pomyślała mimowolnie, że niemiłe to sąsiedztwo: ktoś, kto mieszkał trzy kamienice dalej, a w chwilach głodu albo złości ruszył gryźć ludzi. Także własną siostrę.
Upiła ostrożnie łyk herbaty, spoglądając na Geraldine znad filiżanki. Chciałaby ją pocieszyć: ale nie było słów, które mogły przynieść ulgę, gdy twój brat umarł ci na rękach i powrócił jako wampir. Chciałaby powiedzieć, że wszystko będzie dobrze: ale znów, byłoby to kłamstwo, bo wcale dobrze być nie musiało. Astaroth mógł stać się potworem w każdym tego słowa znaczeniu. Mógł też nie przetrwać, gdy zaatakuje nieodpowiednią osobę.
– W szpitalu widywałam wiele tragedii, którym w teorii dałoby się zapobiec, Geraldine. Chłopak, trafiony klątwą, która była przeznaczona dla jego brata. Dziecko pogryzione przez wilkołaka, mającego coś za złe jego ojcu. Dziewczyna, która źle rzuciła zaklęcie i efekt ją ostatecznie zabił, bo jej rodzina spóźniła się o ułamek sekundy z rozproszeniem... - powiedziała w końcu, odstawiając naczynie. – Sedno w tym, że tak naprawdę nie da się zapobiec każdemu nieszczęściu. One po prostu się przydarzają. Jego rozgoryczenie jest naturalne. Stracił normalne życie i przez to mówi rzeczy, co do których sam na pewno wie, że nie są sprawiedliwe. Twoje wyrzuty sumienia również, bo ludzie mają tendencję do szukania przyczyn takich wydarzeń. Ale jedynym naprawdę winnym jest wampir, który go zabił i przemienił. Równie dobrze możesz mówić, że nie umarłby, gdybyście nie byli łowcami.
I tak by było. Florence zresztą nigdy nie była zwolenniczką tego zawodu. Ale Yaxleyowie sami go sobie wybrali, oboje i kroczyli tą ścieżką, świadomi, że mogą zginąć w pazurach bestii.