30.10.2024, 12:42 ✶
Porównanie eleganckiego wydania dzieł Szekspira do edycji w postaci papierowego brukowca sprawiły, że uśmiechnęła się szeroko. Jak mogła zapomnieć? Starszy Selwyn nie miał pojęcia o jej małej obsesji na punkcie mugolskich magazynów, zwłaszcza tych najbardziej szalonych, które czasem podważały wszystko, co znała o smokologii. Jego porównanie było może nietrafione, ale uznała, że przyznać mu się do tego byłoby niemal okrutne. Jeszcze by ją wyrzucił za drzwi! Może to była krew Selwynów, może ojciec z Rowlów albo po prostu mieszanka, której owocem była rudowłosa uparta jak osioł. No i tak mogła się zacząć kompetencje na dwóch uparciuchów, bo Jonathan miał rację (a kiedy nie miał?). Jeśli kobieta się na coś uparła, to rzeczywiście zarówno dyskusja, jak i rozum zawodziły. Z drugiej strony mógł jeszcze coś ugrać, miał szansę, bo z jakiegoś powodu wciąż nie zdecydowała w pełni, czy postawi na tę nieszczęsną meblościankę.
— Aż takie złe są te meblościanki? — zapytała ciepło. Była rozbawiona jego niezłomnymi zasadami w kwestii aranżacji wnętrz. — To rzeczywiście taka oznaka braku stylu?
A być może to Selwynowie, więc tym samym i Mona, byli skazani na okresowe cierpienie i marudzenie dotyczące pracy w Ministerstwie. Podejrzewała, że kuzyn miał na myśli coś więcej, gdy mówił o pracy, która dopiero z czasem nabrała dla niego sensu, ale czy to wystarczyłoby jej samej? Miała przecież rodzinę w Ministerstwie. Starszy Rowle cieszył się poważaniem, a piętro niżej działało jej ulubione duo — Jonathan i Shafiq. Zresztą, wspominała mężczyźnie, że ten drugi to swoją drogą niedawno uratował ją od wyjątkowo upartego Weasleya, za co była mu oczywiście dozgonnie wdzięczna. Miała wsparcie wszystkich, więc dlaczego coś nadal zgrzytało? Przecież miała wszystko to, co mogła potrzebować! Poruszyła ostrożnie ramieniem, na którym zakończył się jej przedramienny kikut. Tego dnia nie założyła protezy, więc długi rękaw bluzki wisiał swobodnie. Tu tkwił problem.
— Ale Ari nie zajmował się hazardem… — wymamrotała uparcie, mimo że czerwona lampka nad jej głową dawała jej prawie po oczach. Skąd mogła wiedzieć, czym się właściwie zajmował? Dziesięć lat, przypomniała sobie. Może on, Basilius i Electra stali na szczycie jakiejś zorganizowanej grupy przestępczej. Podziękowała mu za kieliszek i upiła łyk. Smaczne. — Ojciec tak samo mówił, nie przepadał za nimi. — Ależ smoczyku, to ty tak za jakimś lichym Prewettem płakałaś? Gadał jej ojciec, a matka zawsze waliła go szmatką w tył głowy, bo młoda Mona jeszcze bardziej zanosiła się płaczem. Broniła swojego ukochanego chłopca z czasów szkolnych, ale on tylko przewracał oczami. Ta rodzina nie ma pojęcia o poświęceniu. Oni żyją na pokaz, za cudze pieniądze i jeszcze chcieliby się ustawiać ponad resztą, żeby każdy myślał, że to takie wzniosłe, co robią. A kiedy dochodziło do plotek o interesach Prewettów, ojciec powtarzał do znudzenia: rzucisz kamieniem w Londynie, a trafisz na Prewetta. Rozwód, bankructwo, jakiś skandal i co? Oni zawsze wychodzą na czysto. — Pisałam listy, przesyłałam pocztówki, ale żaden… Na żaden nie uzyskałam odpowiedzi. Chciałabym z nim porozmawiać… Ostatni raz, ten jeden raz. Ale masz całkowitą rację, naprawdę czas zamknąć ten rozdział — przyznała, bo szczerze pragnęła rozmowy z Icarusem z całego jej pękniętego serca. Jęknęła i wypiła większy łyk z kieliszka.
— Aż takie złe są te meblościanki? — zapytała ciepło. Była rozbawiona jego niezłomnymi zasadami w kwestii aranżacji wnętrz. — To rzeczywiście taka oznaka braku stylu?
A być może to Selwynowie, więc tym samym i Mona, byli skazani na okresowe cierpienie i marudzenie dotyczące pracy w Ministerstwie. Podejrzewała, że kuzyn miał na myśli coś więcej, gdy mówił o pracy, która dopiero z czasem nabrała dla niego sensu, ale czy to wystarczyłoby jej samej? Miała przecież rodzinę w Ministerstwie. Starszy Rowle cieszył się poważaniem, a piętro niżej działało jej ulubione duo — Jonathan i Shafiq. Zresztą, wspominała mężczyźnie, że ten drugi to swoją drogą niedawno uratował ją od wyjątkowo upartego Weasleya, za co była mu oczywiście dozgonnie wdzięczna. Miała wsparcie wszystkich, więc dlaczego coś nadal zgrzytało? Przecież miała wszystko to, co mogła potrzebować! Poruszyła ostrożnie ramieniem, na którym zakończył się jej przedramienny kikut. Tego dnia nie założyła protezy, więc długi rękaw bluzki wisiał swobodnie. Tu tkwił problem.
— Ale Ari nie zajmował się hazardem… — wymamrotała uparcie, mimo że czerwona lampka nad jej głową dawała jej prawie po oczach. Skąd mogła wiedzieć, czym się właściwie zajmował? Dziesięć lat, przypomniała sobie. Może on, Basilius i Electra stali na szczycie jakiejś zorganizowanej grupy przestępczej. Podziękowała mu za kieliszek i upiła łyk. Smaczne. — Ojciec tak samo mówił, nie przepadał za nimi. — Ależ smoczyku, to ty tak za jakimś lichym Prewettem płakałaś? Gadał jej ojciec, a matka zawsze waliła go szmatką w tył głowy, bo młoda Mona jeszcze bardziej zanosiła się płaczem. Broniła swojego ukochanego chłopca z czasów szkolnych, ale on tylko przewracał oczami. Ta rodzina nie ma pojęcia o poświęceniu. Oni żyją na pokaz, za cudze pieniądze i jeszcze chcieliby się ustawiać ponad resztą, żeby każdy myślał, że to takie wzniosłe, co robią. A kiedy dochodziło do plotek o interesach Prewettów, ojciec powtarzał do znudzenia: rzucisz kamieniem w Londynie, a trafisz na Prewetta. Rozwód, bankructwo, jakiś skandal i co? Oni zawsze wychodzą na czysto. — Pisałam listy, przesyłałam pocztówki, ale żaden… Na żaden nie uzyskałam odpowiedzi. Chciałabym z nim porozmawiać… Ostatni raz, ten jeden raz. Ale masz całkowitą rację, naprawdę czas zamknąć ten rozdział — przyznała, bo szczerze pragnęła rozmowy z Icarusem z całego jej pękniętego serca. Jęknęła i wypiła większy łyk z kieliszka.