Złapał jednego z mniejszych futrzaków w dłoń i podniósł w górę, aby podrapać go po małej główce. Mruczenie koiło jego nerwy, o których nie wiedział aż do tego momentu. Ramiona nieco się rozluźniły, gdy skupił się na pieszczotach dla małego kotka i słuchaniu kociego ambasadora i kociego króla. Świat był tak piękny, tak niezwykły. Właśnie dlatego nigdy nie rzucił się na własny miecz. Zawsze było coś do odkrycia, nawet w tragedii tkwiło piękno.
Pomyślał, że nie po to pracował jednym z najznamienitszych miejsc nauki nad magią, żeby biegać za kotami. Nie odezwał się jednak na ten temat, bo potrzebowali kociej przychylności. Sam do siebie napisał, że koty znają rytuał, a więc musieli kierować się rozsądkiem.
— Może to mieć coś wspólnego ze stwierdzeniem, że Quintessa jest kotem. Klescz. Ciekawe. Koniecznie musimy poznać ten rytuał, pisałem o nim... — zawiesił głos, aby nie powiedzieć za dużo. Jak na Niewymownego Morpheus był okropnym gadułą. Może w tym był jego urok, zamiast zdradzać sekrety obsydianowego departamentu, paplał o wycieczkach, uśmiechał się tak pięknie, zdradzała go tylko niepokojąca czerń spojrzenia.
Quintessa dowiedziała się o czasozmieniaczu, gdy Morpheus płakał jej na kolanach, pijany, ze złamanym sercem. Sam sobie to uczynił i nie rozumiał, dlaczego to tak boli, dlaczego tak zdecydował. Przecież byli tacy szczęśliwi! I płakał szwagierce, opowiadając jej jak to jego matka nie pozwoliła mu cofnąć się w czasie i zapobiec tej katastrofie. Słowa padły, zmiana kontinuum była niemożliwa. Twarda, smutna prawda. Prawda którą nosił daleko w dorosłości, gdy złota klepsydra była jego schedą po matce.
— Pójdę z tobą, Tesso, może napiszę też do Alastora, może akurat coś złowił. Brenno. Spotkaliśmy się tutaj za dwie godziny dokładnie. Unikaj miejsc w których byłaś. Jeśli się do tego nie dostosujesz, wszyscy zginiemy — ostrzegł ją poważnym tonem, przygotowując się do kolejnej teleportacji. Odłożył kociaka i poprawił jeszcze dłonią włosy, w końcu ktoś mógł go zobaczyć, a on nie pozwalał sobie na pokazanie na zewnątrz, że zrobiony jest z wapiennej skorupki kukułczego jajka, nie z kości słoniowej i stali. Musiał być silny dla Tessy, mądry dla Brenny.