Stoję z bratem w krzakach.
- Nikt nie mówił, że to dobry pomysł, ale on się chciał nas stąd pozbyć. - Jakby byli jakimś problemem, czy coś. Nie do końca jej się podobało takie podejście. Cóż, dlatego też zupełnie je zingorowała. Szła w zaparte, że chce sprawdzić, co się dzieje z jej koleżanką, w przenośni i dosłownie. Podążała naprzód, chociaż w sumie i tak niczego nie znaleźli.
Chodzili po krzakach, aż w końcu podszedł do nich Cedric. Nie spodziewała się ponownego spotkania. Wyglądał na nieco spanikowanego, to nie wróżyło niczego dobrego.
Szczególnie, gdy złapał ją za ramiona, a później przekazał im wszystko, co wiedział. - Poradzimy sobie. - Nie chciała go zatrzymywać, ani zajmować mu czasu. Spoglądała tylko na niego, gdy pobiegł w stronę namiotu. Faktycznie coś było nie tak.
- Jessie, zostajemy tutaj, czy faktycznie już na nas czas? - Nie chciała decydować sama, szczególnie, że mogło im coś grozić. Być może ciekawiło ją to, co się działo, jednak wolałaby nie ryzykować, że jej bratu, czy jej stanie się jakaś krzywda. To była zbyt duża odpowiedzialność, której nie chciała podejmować.