31.10.2024, 15:39 ✶
Ramiona Perseusa powoli uniosły się i opadły w cichym westchnieniu, które niewątpliwie wyrażało ulgę. Zaraz potem kąciki jego ust wygięły się w uśmiechu, a głowa nieznacznie odchyliła do tyłu, kiedy poczuł palce ponownie wsuwające się w jego włosy. Przymknął powieki i wstrzymał oddech, spodziewając się kolejnego szarpnięcia, ale kiedy to nie nastąpiło, wypuścił gwałtownie powietrze i spojrzał na niego zaskoczony nagłym przypływem czułości, który wcale jednak nie był mu niemiły - a wręcz przeciwnie, stał się ukojeniem dla jego zszarganych nerwów - dlatego objął Rodolphusa i przygarnął do siebie.
— Nie musisz mi tego tłumaczyć — odparł z udawanym oburzeniem, wodząc palcami wzdłuż jego kręgosłupa; delikatnie pieścił opuszkami kark, zakręcał kółka wokół łopatek i zatrzymywał się w połowie pleców, by zawrócić i rozpocząć swoją wędrówkę od nowa — Za długi język żadnemu z nas nie byłby na rękę. Świat nie jest łaskawy dla takich jak my.
Wyrzuty sumienia? Z pewnością przyjdą; może jutro, gdy obudzi się obolały, albo wyrwą go ze snu w środku nocy. Będą wiercić dziurę w brzuchu i prawdopodobnie zmusi do zakrycia wszystkich luster w domu, bo nie będzie mógł na siebie patrzeć - dokładnie tak, jak było po śmierci Simone. Teraz jednak czuł tylko spokój, swoiste emocjonalne odrętwienie, które rozlewało się błogością po całym ciele. Nie był mu dłużny w pocałunkach i obsypywał nimi jego łuk brwiowy, nos i kości policzkowe. Potem zabrał jedną rękę z jego pleców i uniósł jego podbródek i złączył ich usta - powoli i czule, bowiem nie czuł już pożądania palącego każdą komórkę i nadającego niecierpliwości jego ruchom. Było jedynie przywiązanie, czyste i proste.
Perseus Black bardzo szybko przywiązywał się do ludzi.
— Cieszę się, że zostajesz — wyszeptał w przerwie pomiędzy pocałunkami. — Jest tyle rzeczy, które chciałbym ci powiedzieć. Na przykład... — urwał i ujął jego dłoń, a potem przesunął kciukiem po kostkach palców i zatrzymał się na sygnecie w kształcie węża — ...czy kryje się za nim jakiś szczególny symbol?
— Nie musisz mi tego tłumaczyć — odparł z udawanym oburzeniem, wodząc palcami wzdłuż jego kręgosłupa; delikatnie pieścił opuszkami kark, zakręcał kółka wokół łopatek i zatrzymywał się w połowie pleców, by zawrócić i rozpocząć swoją wędrówkę od nowa — Za długi język żadnemu z nas nie byłby na rękę. Świat nie jest łaskawy dla takich jak my.
Wyrzuty sumienia? Z pewnością przyjdą; może jutro, gdy obudzi się obolały, albo wyrwą go ze snu w środku nocy. Będą wiercić dziurę w brzuchu i prawdopodobnie zmusi do zakrycia wszystkich luster w domu, bo nie będzie mógł na siebie patrzeć - dokładnie tak, jak było po śmierci Simone. Teraz jednak czuł tylko spokój, swoiste emocjonalne odrętwienie, które rozlewało się błogością po całym ciele. Nie był mu dłużny w pocałunkach i obsypywał nimi jego łuk brwiowy, nos i kości policzkowe. Potem zabrał jedną rękę z jego pleców i uniósł jego podbródek i złączył ich usta - powoli i czule, bowiem nie czuł już pożądania palącego każdą komórkę i nadającego niecierpliwości jego ruchom. Było jedynie przywiązanie, czyste i proste.
Perseus Black bardzo szybko przywiązywał się do ludzi.
— Cieszę się, że zostajesz — wyszeptał w przerwie pomiędzy pocałunkami. — Jest tyle rzeczy, które chciałbym ci powiedzieć. Na przykład... — urwał i ujął jego dłoń, a potem przesunął kciukiem po kostkach palców i zatrzymał się na sygnecie w kształcie węża — ...czy kryje się za nim jakiś szczególny symbol?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory