31.10.2024, 17:17 ✶
Mała Mo potrafiła być dosłownie wszędzie. Jej męczący entuzjazm zalał pokój oraz pozbawił go ciszy, na którą kuzynka zapewne liczyła. Tak właściwie to Regina mogła już w tamtej chwili pożegnać się z odpoczynkiem. Chyba że udałoby się znaleźć dla małej jakieś inne, zajmujące zajęcie.
— Ca-lu-tki dzień! — zapewniła, co nie do końca pokrywało się z prawdą. Prędzej czy później ktoś przecież zauważy brak wiecznie głośnego, wiecznie ruchliwego rudzielca. Może będzie to zmartwiona mama Mony, która z delikatnym uśmiechem ponownie przeprosi za wtargnięcie córki i zapewni, że wcale nie chciała niepokoić biednej Reginy. Albo też zjawi się jej ojciec, który uniesie dziewczynkę pod pachą i zagrozi, że odbierze jej wszystkie książki o smokach, jeśli jeszcze raz ucieknie z domu bez słowa. Oczywiście, wszyscy doskonale wiedzieli, że nigdy do tego nie dochodziło, ponieważ Damon Rowle, który sam przekazał córce swoją miłość do magicznych gadów, zasypywał ją książkami o smokach niemal przy każdej okazji. On i jego jedynaczka mogli godzinami omawiać te fascynujące stworzenia, z taką samą pasją, co ich kuzyni na temat abraksanów (mimo że według tej dwójki nie mogły równać się ze smokami. Co z tego, że te i te latały!). Tymczasem matka małego rudzielca i żona smoczego fanatyka z lekkim uśmiechem przewracała tylko oczami, prosząc, aby chociaż przy posiłku odłożyć temat smoków na bok. Tak było, więc i dziecięca ciekawość oraz podsycana przez ojca pasja, były wyjątkowo trudne do ujarzmienia.
Między rodzinami Rowle istniała delikatna różnica zainteresowań, którą widać było nawet w relacji Mony z Reginą. Rodzice rudowłosej starali się tłumaczyć swojemu dziecku, że nie wszystko musiało dziać się na jej warunkach. Lecz dla Mo każde słowo kuzynki było niemal świętością i nawet wtedy, gdy sugerowano jej, że może być czasem za dużo, ona i tak znajdowała nowe sposoby, żeby dotrzeć do Reginy i spędzać z nią czas, nieważne, czy starsza tego chciała, czy też nie.
Dziewczynka zamarła, kiedy kuzynka podsunęła książkę pod jej nos. Rude włosy niemalże zasłoniły tekst, gdy nachyliła się jeszcze bliżej, żeby przeczytać eleganckie litery. Newton Skamander, przeczytała i wciągnęła gwałtownie powietrze. Dla miłośniczki fantastycznych zwierząt.
— Regina! — wykrzyknęła ponownie. — To… to jest podpis pana Newta Skamandera! I to jeszcze z dedykacją! — a jej oczy wręcz zabłyszczały. — To jest absolutnie… Absolutnie najwspanialsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam! — skupiła wzrok na kuzynkce z mieszanką podziwu oraz zachwytu. Czy była zazdrość w tym spojrzeniu? Oczywiście, że tak, ale przybrała ona tę dziecięcą i niewinną wersję. — On napisał to dla ciebie… Osobiście! Jak to się stało? Gdzie go spotkałaś? …A w tej rozszerzonej wersji jest coś o smokach? — A potem rozpromieniła się jeszcze bardziej! Wspomnienie nowego wydania Dragonologii zadziałało na nią jak magiczne zaklęcie. — O tak! — zawołała, przysuwając się na skraj łóżka tak, aby być jak najbliżej nastolatki. — W końcu wyszły CAŁE nowe rozdziały o smoczych migracjach i żywieniu. Wiedziałaś, że samice naszych Walijskich Zielonych są o dwie tony cięższe od samców? Muszą być, żeby chronić młode! — spoglądała na kuzynkę z wypiekami na twarzy. Właściwie dla Reginy te informacje mogły nawet nie być niczym nowym (interesującym też), ale Mona była w swoim żywiole, zresztą już na dobre.
— Wciąż nie powiedziałaś mi, co ci się stało — wyszczerzyła się.
— Ca-lu-tki dzień! — zapewniła, co nie do końca pokrywało się z prawdą. Prędzej czy później ktoś przecież zauważy brak wiecznie głośnego, wiecznie ruchliwego rudzielca. Może będzie to zmartwiona mama Mony, która z delikatnym uśmiechem ponownie przeprosi za wtargnięcie córki i zapewni, że wcale nie chciała niepokoić biednej Reginy. Albo też zjawi się jej ojciec, który uniesie dziewczynkę pod pachą i zagrozi, że odbierze jej wszystkie książki o smokach, jeśli jeszcze raz ucieknie z domu bez słowa. Oczywiście, wszyscy doskonale wiedzieli, że nigdy do tego nie dochodziło, ponieważ Damon Rowle, który sam przekazał córce swoją miłość do magicznych gadów, zasypywał ją książkami o smokach niemal przy każdej okazji. On i jego jedynaczka mogli godzinami omawiać te fascynujące stworzenia, z taką samą pasją, co ich kuzyni na temat abraksanów (mimo że według tej dwójki nie mogły równać się ze smokami. Co z tego, że te i te latały!). Tymczasem matka małego rudzielca i żona smoczego fanatyka z lekkim uśmiechem przewracała tylko oczami, prosząc, aby chociaż przy posiłku odłożyć temat smoków na bok. Tak było, więc i dziecięca ciekawość oraz podsycana przez ojca pasja, były wyjątkowo trudne do ujarzmienia.
Między rodzinami Rowle istniała delikatna różnica zainteresowań, którą widać było nawet w relacji Mony z Reginą. Rodzice rudowłosej starali się tłumaczyć swojemu dziecku, że nie wszystko musiało dziać się na jej warunkach. Lecz dla Mo każde słowo kuzynki było niemal świętością i nawet wtedy, gdy sugerowano jej, że może być czasem za dużo, ona i tak znajdowała nowe sposoby, żeby dotrzeć do Reginy i spędzać z nią czas, nieważne, czy starsza tego chciała, czy też nie.
Dziewczynka zamarła, kiedy kuzynka podsunęła książkę pod jej nos. Rude włosy niemalże zasłoniły tekst, gdy nachyliła się jeszcze bliżej, żeby przeczytać eleganckie litery. Newton Skamander, przeczytała i wciągnęła gwałtownie powietrze. Dla miłośniczki fantastycznych zwierząt.
— Regina! — wykrzyknęła ponownie. — To… to jest podpis pana Newta Skamandera! I to jeszcze z dedykacją! — a jej oczy wręcz zabłyszczały. — To jest absolutnie… Absolutnie najwspanialsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam! — skupiła wzrok na kuzynkce z mieszanką podziwu oraz zachwytu. Czy była zazdrość w tym spojrzeniu? Oczywiście, że tak, ale przybrała ona tę dziecięcą i niewinną wersję. — On napisał to dla ciebie… Osobiście! Jak to się stało? Gdzie go spotkałaś? …A w tej rozszerzonej wersji jest coś o smokach? — A potem rozpromieniła się jeszcze bardziej! Wspomnienie nowego wydania Dragonologii zadziałało na nią jak magiczne zaklęcie. — O tak! — zawołała, przysuwając się na skraj łóżka tak, aby być jak najbliżej nastolatki. — W końcu wyszły CAŁE nowe rozdziały o smoczych migracjach i żywieniu. Wiedziałaś, że samice naszych Walijskich Zielonych są o dwie tony cięższe od samców? Muszą być, żeby chronić młode! — spoglądała na kuzynkę z wypiekami na twarzy. Właściwie dla Reginy te informacje mogły nawet nie być niczym nowym (interesującym też), ale Mona była w swoim żywiole, zresztą już na dobre.
— Wciąż nie powiedziałaś mi, co ci się stało — wyszczerzyła się.